statystyka matematyczna - dobra ksiazka

zagadnienia statystyki matematycznej typowego polrocznego kursu. Zalezy mi
na czyms naprawde prostym




1. Krysicki W., Bartos J., Dyczka W., Królikowska K., Wasilewski M. Rachunek
prawdopodobieństwa i statystyka
matematyczna w zadaniach część 2 statystyka matematyczna

Jeżeli interesuje Cię "mega prosta" z licznymi przykładami, ale tłumacząca
istotę, to chyba najlepszą (rewelacyjną?) książką będzie:
2. Aczel A.D. Statystyka w zarządzaniu.
Na stronie http://www.e-link.com.pl/x_C_I__P_412998-410004.html znajduje sie
czesciowy spis tresci; ale po nim powinienes sie zorientowac. Raczj jej nie
kupisz, bo nakład sie wyczerpał - szukaj w bibliotekach.

Na dalszą przygodę ze statystyką gorąco polecam
3. Krzyśko M., Statystyka matematyczna
4. Magiera R., Modele i metody statystyki matematycznej

Pozdr
Rob


     

  Rachunek prawdopodobieństwa i statystyka matematyczna
Format - djvu
Stron - 259
Autor - Krysicki W., Bartos J., Dyczka W., Kr_likowska K, Wasilewski M
Rozmiar - 4,7 MB
Język - polski

Niniejszy dwuczęściowy podręcznik rachunku prawdopodobieństwa statystyki matematycznej przeznaczony jest przede wszystkim dla studentów uczelni technicznych; mogą z niego korzystać słuchacze innych kierunków studiów, jak również ci, którzy stosują metody probabilistyczne w swej pracy zawodowej. Poszczególne zagadnienia opracowane zostały teoretycznie z uwzględnieniem podstawowych definicji i twierdzeń, po czym podano szereg zadań rozwiązanych, o wzrastającym stopniu trudności oraz zadań do samodzielnego rozwiązywania wraz z odpowiedziami.

Pierwsza część podręcznika dotyczy rachunku prawdopodobieństwa.

Każdy rozdział składa się z podstawowych definicji i twierdzeń, rozwiązanych przykładów o wzrastającym stopniu trudności oraz zadań do samodzielnego wykonania. Na końcu rozdziału znajdują się odpowiedzi do zadań; trudniejszym z nich towarzyszą wskazówki.

Kod:

Format - djvu
Stron - 331
Autor - Krysicki W., Bartos J., Dyczka W., Kr_likowska K, Wasilewski M
Rozmiar - 5,6 MB
Język - polski

Druga część podręcznika dotyczy statystyki matematycznej.

Książka przeznaczona jest przede wszystkim dla studentów uczelni technicznych. Mogą z niego korzystać również słuchacze uczelni ekonomicznych i kierunków ścisłych uniwersytetów i akademii pedagogicznych oraz wszyscy, którzy stosują metody probabilistyczne w swojej pracy zawodowej
Kod:

  książki matematyczne
Up zawiera nastepujące pozycje :

Analiza.Matematyczna.W.Zadaniach.Tom.1.-.Krysicki.Wlodarski
Analiza.Matematyczna.W.Zadaniach.Tom.2.-.Krysicki.Wlodarski

banas.wedrychowicz.-.zbior.zadan.z.analizy.matematycznej

gewert.skoczylas.-.analiza.matematyczna.1.definicje.twierdzenia.wzory
gewert.skoczylas.-.analiza.matematyczna.1.przyklady.i.zadania
gewert.skoczylas.-.analiza.matematyczna.2.definicje.twierdzenia.wzory
gewert.skoczylas.-.analiza.matematyczna.2.przyklady.i.zadania
gewert.skoczylas.-.analiza.matematyczna.1.kolokwia.i.egzaminy

j.stankiewicz.k.wilczek.-.elementy.rachunku.prawdopodobienstwa.i.statystyki.matematycznej.

krysicki.i.inni.-.rachunek.prawdopodobienstwa.i.statystyka.matematyczna.w.zadaniach.cz.1
krysicki.i.inni.-.rachunek.prawdopodobienstwa.i.statystyka.matematyczna.w.zadaniach.cz.2

s.lanowy.f.przybylak.b.szlek.-.rownania.rozniczkowe
stankiewicz.wilczek.-.algebra.z.geometria.-.teoria.przyklady.zadania
w.stankiewicz.-.zadania.z.matematyki.dla.wyzszych.uczelni.technicznych.czesc.1
w.stankiewicz.-.zadania.z.matematyki.dla.wyzszych.uczelni.technicznych.czesc.2

Hanna Marcinkowska, Analiza matematyczna, WrocłAnabolic Window, styczeń 2004

Pliki zostaly spakowane ( do formatu *.rar ) nastepnie podzielone programem totallcommander , part_4 zawiera dwa pliki jedet no matematyka.004 i drugi potrzebny do scalenia paczki. Nalezy umiescic w jednym folderze matematyka 1 2 3 rozpakowane 4 i znajdujacy sie tam plik , nastepnie w programie total commander wybrac Pliki - > scalaj piliki... , nastepnie rozpakowac.

Kod:

  Rachunek prawdopodobieństwa i statystyka matem. - W.Krysicki


Rachunek prawdopodobieństwa i statystyka matematyczna w zadaniach, część I - Rachunek prawdopodobieństwa - W. Krysicki i inni

Rozmiar: 17,3 MB



Rachunek prawdopodobieństwa i statystyka matematyczna w zadaniach, część 2 - Statystyka matematyczna - W. Krysicki i inni

Rozmiar: 24,8 MB

     

  Uczelnie i studiowanie
Raff napisał(a): I też mogłem się nie przyznawać, bo jest to jeden z tych przedmiotów, które wyjątkowo mi nie leżą- jeszcze teoria i zadania czysto obliczeniowe, to jak cie mogę, ale gdy przychodzi do tych księgowań i rozliczeń finansowych to zazwyczaj improwizuję <to się nazywa kreatywna księgowość:]>. Przedmiot zaliczyłem na farcie, zaś egzaminy są w formie testu i to mnie ratuje przed porażką <tudzież zarywaniem nocy i próbowaniem pojęcia tego wszystkiego>.



A widzisz. A ja właśnie zrobiłem dobrze całe zadanie: pootwierać konta (razem z niebilansowymi 31, sporo), zaksięgować 12 złożonych operacji, ustalić wynik finansowy, sporządzić bilans i zestawienie obrotów i sald. Co prawda wczoraj ślęczałem nad tym do 3 w nocy i nic mi nie wyszło, ale za to jak dziś rano przysiadłem do tego od początku, to przy leciutkiej pomocy książek udało mi się stuknąć to w 3 godziny. W 3 godziny i z książkami, a na egzaminie mam na to 1,5 godziny i brak książek

Podziwam zapał, naprawdę. Ja jeśli zarywam już godziny nocne w domu tak na coś przyzwoitego, to jest to Remarque, ostatnio Murakami. Z zasady nie uczę się po godzinie 20.

Teraz zaś wziąłem się za ogarnianie statystyki matematycznej i niesiony swym wynikiem ze staty opisowej <a w obu przypadkach są to dwie części- każda po ok. 2h>- 4 z teorii i 4.5 z zadań, łącznie 4.5- i muszę przyznać, że nauka tych mało przydatnych rzeczy wyjątkowo mi podchodzi. Ale program jest sprytnie ułożony- najpierw ostra algebra z dużą ilością całek itp., następnie bardziej rozwinięty rachunek prawdopodobieństwa, a obok matma z macierzami, potem statystyka opisowa i wreszcie statystyka matematyczna łącząca wszystko powyższe. I w każdym następnym semestrze człowiek po cichu liczy, że to by było na tyle, jeśli chodzi o zagadnienia czysto matematyczne. I za każdym razem się 'przyjemnie' rozczarowuje.

  Matematyka - Zbiór podręczników akademickich
moze komuś przyda się jakiś e-book

proszę ściagać póki jeszcze są aktywne linki

Krysicki, Włodarski - Analiza Matematyczna w zadaniach cz. 1

Kod:

Krysicki, Włodarski - Analiza Matematyczna w zadaniach cz. 2

Kod:

Banaś, Wędrychowicz - Zbiór Zadan Z Analizy Matematycznej

Kod:

Gewert, Skoczylas - Analiza Matematyczna 1 Definicje Twierdzenia Wzory

Kod:

Gewert, Skoczylas - Analiza Matematyczna 1 Przykłady i Zadania

Kod:

Gewert, Skoczylas - Analiza Matematyczna 2 Definicje Twierdzenia Wzory

Kod:

Gewert, Skoczylas - Analiza Matematyczna 2 Przykłady i Zadania

Kod:

J.Stankiewicz K.Wilczek - Elementy Rachunku Prawdopodobienstwa i Statystyki Matematycznej

Kod:

Z.Hellwig - Elementy Rachunku Prawdopodobienstwa i Statystyki Matematycznej

Kod:

Jurlewicz Skoczylas - Algebra Liniowa 1 Definicje Twierdzenia Wzory

Kod:

Jurlewicz Skoczylas - Algebra Liniowa 1 Przykłady i Zadania

Kod:

Krysicki - Rachunek prawdopodobienstwa i statystyka matematyczna w zadaniach cz.I

Kod:

Krysicki - Rachunek prawdopodobienstwa i statystyka matematyczna w zadaniach cz.II

Kod:

Gewert, Skoczylas - Analiza Matematyczna 1 Kolokwia i Egzaminy

Kod:

S.Lanowy, F.Przybylak, B.Szlek - Rownania Rozniczkowe

Kod:

Stankiewicz Wilczek - Algebra Z Geometria Teoria Przyklady Zadania

Kod:

W.Stankiewicz - Zadania z Matematyki Dla Wyzszych Uczelni Technicznych czesc A

Kod:

W.Stankiewicz - Zadania z Matematyki Dla Wyzszych Uczelni Technicznych czesc B

Kod:

[ Dodano: 2007-10-31, 19:52 ]

  Rachunek prawdopodobieństwa i statystyka matematyczna
Rachunek prawdopodobienstwa i statystyka matematyczna w zadaniach część I - Krysicki

Jedna z lepszych książek do rachunku prawdopodobieńśtwa

format: pdf
rozmiar: 17,3 MB

Kod:

  Polskojęzyczne podręczniki
Kiedyś znalazłam coś takiego (dokładnie na forum Polskiego Stowarzyszenia Aktuariuszy):

I. Matematyka Finansowa
1. Kellison, Stephen G. The Theory of Interest Richard D. Irwin Inc. 1991 (2 wyd.),
2. (dodatkowo) Mc Cutcheon J.J., Scott W.F. An Introduction to the Mathematics of Finance Oxford 1991

II. Matematyka ubezpieczeń na życie
1. Bowers N.L., Gerber H.U., Hickman J.C., Jones D.A., Nesbitt C.J. Actuarial Mathematics The Society of Actuaries, 1986 (1 wyd), bez rozdziałów 2, 11 12, 13
2. (dodatkowo) Gerber, H.U. Life Insurance Mathematics Springer-Verlag 1995 (2 wyd.)
3. (dodatkowo) Skałba M. Ubezpieczenia na życie WNT 1999
4. (dodatkowo) Błaszczyszyn B., Rolski T. „Podstawy matematyki ubezpieczeń na życie WNT 2004

III. Matematyka ubezpieczeń majątkowych
. Bowers N.L., Gerber H.U., Hickman J.C., Jones D.A., Nesbitt C.J. Actuarial Mathematics The Society of Actuaries, Itasca 1986 (1 wyd), Rozdz 1,2 oraz 11-13
2. Otto W. „Ubezpieczenia majątkowe część I teoria ryzyka WNT 2004, seria „Matematyka w ubezpieczeniach
3. Przepisy prawne rezerwy i margines wypłacalności
4. Taylor J.M. General Insurance: A Summary of UK Actuarial Theory and Practice Oxford 1992 kalkulacja rezerw
5. (dodatkowo) Straub E. Non-Life Insurance Mathematics Springer-Verlag 1988
6. (dodatkowo) Panjer H.H. Willmott G.E. Insurance Risk Models Schaumburg 1992
7. (dodatkowo) Goovaerts M.J., Kaas R. Van Heerwaarden A.E., Bauwelinckx, T. Effective Actuarial Methods North Holland 1990 (w szczególności credibility theory), lub pozycja nowa: Kaas R., Goovaerts M., Dhaene J., Denuit M., Modern Actuarial Risk Theory Kluwer Academic Publishers 2001
8. (dodatkowo) Hogg R.V., Klugman S.A. Loss Distributions John Wiley and Sons 1984

IV. Prawdopodobieństwo i Statystyka
1. L. Gajek, M. Kałuszka Metody wnioskowania statystycznego, WNT 2000 (2 wyd.)
2. W. Niemiro Rachunek Prawdopodobieństwa i Statystyka Matematyczna Wydawnictwo SNS 1999
3. Witold Klonecki Statystyka dla inżynierów PWN 1999
4. Ryszard Zieliński "Siedem wykładów wprowadzających do statystyki matematycznej"
5. (dodatkowo) Hossack I.B, Pollard A.H., Zehnwirth B. Introductory Statistics with Applications in General Insurance Cambridge 1990
6. Alicja Jokiel-Rokita, Ryszard Magiera "Modele i metody statystyki matematycznej w zadaniach" Oficyna Wydawnicza GiS, Wrocław 2001
7. (dodatkowo) Jacek Jakubowski i Rafał Sztencel "Rachunek prawdopodobieństwa dla (prawie) każdego" SCRIPT, Warszawa 2002
8. (dodatkowo) Jacek Jakubowski i Rafał Sztencel "Wstęp do teorii prawdopodobieństwa", SCRIPT, Warszawa 2000

  [RS] KSIĄŻKI AKADEMICKIE DO MATEMATYKI I STATYSTYKI
Krysicki, Włodarski - Analiza Matematyczna w zadaniach cz. 1

KODHIHI Kod:
http://rapidshare.com/files/66107643/Krysicki.Wlodarski.-.Analiza.matematyczna.w.zadaniach.cz.I.pdf KODHIHIKUNIEC

Krysicki, Włodarski - Analiza Matematyczna w zadaniach cz. 2

KODHIHI Kod:
http://rapidshare.com/files/66112304/Krysicki.Wlodarski.-.Analiza.matematyczna.w.zadaniach.cz.II.pdf KODHIHIKUNIEC

Banaś, Wędrychowicz - Zbiór Zadan Z Analizy Matematycznej

KODHIHI Kod:
http://rapidshare.com/files/66114628/Banas.Wedrychowicz.-.Zbior.Zadan.Z.Analizy.Matematycznej.pdf KODHIHIKUNIEC

Gewert, Skoczylas - Analiza Matematyczna 1 Definicje Twierdzenia Wzory

KODHIHI Kod:
http://rapidshare.com/files/66115951/Gewert.Skoczylas.-.Analiza.Matematyczna.1.Definicje.Twierdzenia.Wzory.pdf KODHIHIKUNIEC

Gewert, Skoczylas - Analiza Matematyczna 1 Przykłady i Zadania

KODHIHI Kod:
http://rapidshare.com/files/66117172/Gewert.Skoczylas.-.Analiza.Matematyczna.1.Przyklady.I.Zadania.pdf KODHIHIKUNIEC

Gewert, Skoczylas - Analiza Matematyczna 2 Definicje Twierdzenia Wzory

KODHIHI Kod:
http://rapidshare.com/files/66117681/Gewert.Skoczylas.-.Analiza.Matematyczna.2.Definicje.Twierdzenia.Wzory.pdf KODHIHIKUNIEC

Gewert, Skoczylas - Analiza Matematyczna 2 Przykłady i Zadania

KODHIHI Kod:
http://rapidshare.com/files/66118670/Gewert.Skoczylas.-.Analiza.Matematyczna.2.Przyklady.I.Zadania.pdf KODHIHIKUNIEC

J.Stankiewicz K.Wilczek - Elementy Rachunku Prawdopodobienstwa i Statystyki Matematycznej

KODHIHI Kod:
http://rapidshare.com/files/66461718/J.Stankiewicz.K.Wilczek.-.Elementy.Rachunku.Prawdopodobienstwa.i.Statystyki.Matematycznej.pdf KODHIHIKUNIEC

Z.Hellwig - Elementy Rachunku Prawdopodobienstwa i Statystyki Matematycznej

KODHIHI Kod:
http://rapidshare.com/files/66462817/Z.Hellwig.-.Elementy.Rachunku.Prawdopodobienstwa.i.Statystyki.Matematycznej.pdf KODHIHIKUNIEC

Jurlewicz Skoczylas - Algebra Liniowa 1 Definicje Twierdzenia Wzory

KODHIHI Kod:
http://rapidshare.com/files/66463630/Jurlewicz.Skoczylas.-.Algebra.Liniowa.1.Definicje.Twierdzenia.Wzory.pdf KODHIHIKUNIEC

Jurlewicz Skoczylas - Algebra Liniowa 1 Przykłady i Zadania

KODHIHI Kod:
http://rapidshare.com/files/66464630/Jurlewicz.Skoczylas.-.Algebra.Liniowa.1.Przyklady.i.Zadania.pdf KODHIHIKUNIEC

Krysicki - Rachunek prawdopodobienstwa i statystyka matematyczna w zadaniach cz.I

KODHIHI Kod:
http://rapidshare.com/files/66465616/Krysicki.i.inni.-.Rachunek.prawdopodobienstwa.i.statystyka.matematyczna.w.zadaniach.cz.I.pdf KODHIHIKUNIEC

Krysicki - Rachunek prawdopodobienstwa i statystyka matematyczna w zadaniach cz.II

KODHIHI Kod:
http://rapidshare.com/files/66468287/Krysicki.i.inni.-.Rachunek.prawdopodobienstwa.i.statystyka.matematyczna.w.zadaniach.cz.II.pdf KODHIHIKUNIEC

Gewert, Skoczylas - Analiza Matematyczna 1 Kolokwia i Egzaminy

KODHIHI Kod:
http://rapidshare.com/files/66468633/M.Gewert.Z.Skoczylas.-.Analiza.Matematyczna.1.Kolokwia.i.Egzaminy._nieca_a_._300dpi_.pdf KODHIHIKUNIEC

S.Lanowy, F.Przybylak, B.Szlek - Rownania Rozniczkowe

KODHIHI Kod:
http://rapidshare.com/files/66469757/S.Lanowy.F.Przybylak.B.Szlek.-.Rownania.Rozniczkowe.pdf KODHIHIKUNIEC

Stankiewicz Wilczek - Algebra Z Geometria Teoria Przyklady Zadania

KODHIHI Kod:
http://rapidshare.com/files/66471294/Stankiewicz.Wilczek.-.Algebra.Z.Geometria.-.Teoria.Przyklady.Zadania.pdf KODHIHIKUNIEC

W.Stankiewicz - Zadania z Matematyki Dla Wyzszych Uczelni Technicznych czesc A

KODHIHI Kod:
http://rapidshare.com/files/66472255/W.Stankiewicz.-.Zadania.z.Matematyki.Dla.Wyzszych.Uczelni.Technicznych.czesc.A.pdf KODHIHIKUNIEC

W.Stankiewicz - Zadania z Matematyki Dla Wyzszych Uczelni Technicznych czesc B

KODHIHI Kod:
http://rapidshare.com/files/66476911/W.Stankiewicz.-.Zadania.z.Matematyki.Dla.Wyzszych.Uczelni.Technicznych.czesc.B.pdf KODHIHIKUNIEC

  Literatura
I. Matematyka finansowa

1. Kellison, Stephen G. “The Theory of Interest” Richard D. Irwin Inc. 1991 (2 wyd.),
2. (dodatkowo) Mc Cutcheon J.J., Scott W.F. An Introduction to the Mathematics of Finance” Oxford 1991
3. M.Podgórska, J.Klimkowska "matematyka finansowa" wyd. PWN
4. P.Jaworski, J.Micał "Modelowanie matematyczne w finansach i ubezpieczeniach" wyd.Poltext

II. Matematyka ubezpieczeń na życie

1. Bowers N.L., Gerber H.U., Hickman J.C., Jones D.A., Nesbitt C.J. “Actuarial Mathematics” The Society of Actuaries, 1986 (1 wyd), bez rozdziałów 2, 11 12, 13
2. (dodatkowo) Gerber, H.U. “Life Insurance Mathematics” Springer-Verlag 1995 (2 wyd.)
3. (dodatkowo) Skałba M. “Ubezpieczenia na życie” WNT 1999
4. (dodatkowo) Błaszczyszyn B., Rolski T. „Podtsawy matematyki ubezpieczeń na życie” WNT 2004

III. Matematyka ubezpieczeń majątkowych

1. Bowers N.L., Gerber H.U., Hickman J.C., Jones D.A., Nesbitt C.J. “Actuarial Mathematics” The Society of Actuaries, Itasca 1986 (1 wyd), Rozdz 1,2 oraz 11-13
2. Otto W. „Ubezpieczenia majątkowe – część I – teoria ryzyka” WNT 2004, seria „Matematyka w ubezpieczeniach”
3. Przepisy prawne – rezerwy i margines wypłacalności
4. Taylor J.M. General Insurance: “A Summary of UK Actuarial Theory and Practice” Oxford 1992 – kalkulacja rezerw
5. (dodatkowo) Straub E. “Non-Life Insurance Mathematics” Springer-Verlag 1988
6. (dodatkowo) Panjer H.H. Willmott G.E. “Insurance Risk Models” Schaumburg 1992
7. (dodatkowo) Goovaerts M.J., Kaas R. Van Heerwaarden A.E., Bauwelinckx, T. “Effective Actuarial Methods” North Holland 1990 (w szczególności credibility theory), lub pozycja nowa: Kaas R., Goovaerts M., Dhaene J., Denuit M., “Modern Actuarial Risk Theory” Kluwer Academic Publishers 2001
8. (dodatkowo) Hogg R.V., Klugman S.A. “Loss Distributions” John Wiley and Sons 1984

IV. Prawdopodobieństwo i Statystyka

1. L. Gajek, M. Kałuszka “Metody wnioskowania statystycznego”, WNT 2000 (2 wyd.)
2. W. Niemiro “Rachunek Prawdopodobieństwa i Statystyka Matematyczna” Wydawnictwo SNS 1999
3. Witold Klonecki “Statystyka dla inżynierów” PWN 1999
4. Ryszard Zieliński "Siedem wykładów wprowadzających do statystyki matematycznej"
5. (dodatkowo) Hossack I.B, Pollard A.H., Zehnwirth B. “Introductory Statistics with Applications in General Insurance” Cambridge 1990
6. Alicja Jokiel-Rokita, Ryszard Magiera "Modele i metody statystyki matematycznej w zadaniach" Oficyna Wydawnicza GiS, Wrocław 2001
7. (dodatkowo) Jacek Jakubowski i Rafał Sztencel "Rachunek prawdopodobieństwa dla (prawie) każdego" SCRIPT, Warszawa 2002
8. (dodatkowo) Jacek Jakubowski i Rafał Sztencel "Wstęp do teorii prawdopodobieństwa", SCRIPT, Warszawa 2000

*Zaczerpnięte z Forum Polskiego Stowarzyszenia Aktuariuszy

  Prognoza eur/usd sprzed roku

| Przekształcenie Fouriera jest rzeczywiście często wykorzystywane do
| tego celu w elektrotechnice i elektronice, ze względu na fakt, że
| parametry obwodów elektrycznych są mocno zależne od częstotliwości.
| Ale przekształcenie Fouriera ma więcej zastosowań, niekoniecznie
| związanych z czasem i częstotliwością.

To wciaz to samo  zastosowanie: rozłożenie danego przebiegu czasowego na
składowe tzw. harmoniczne czyli szereg sinusoid o okreslonej
czestotliwosci
i amplitudzie. Co ten przebieg/wykres reprezentuje, czy to jest zmiana
ceny
akcji czy pradu czy fal akustycznych czy sejsmicznych to sprawa absolutnie
nieistotna.



Miałem nadzieję, że w międzyczasie zerkniesz do literatury, ale widzę że
nie.
Do rzeczy:

1. Przekształcenie Fouriera stosuje się również do transformacji bez czasu.
Proste przykłady: interpolacja, analiza i kompresja obrazu (niezmiennego
w czasie), porównywanie kształtów. Nie jest prawdą, że analiza Fouriera
to rozłożenie przebiegu czasowego na harmoniczne. To tylko
szczególny przypadek jej zastosowania.

2. Przekształcenie Fouriera stosuje się nie tylko do funkcji okresowych.
Z równym powodzeniem można je wykorzystać i do funkcji nieokresowych,
wystarczy aby funkcja spełniała warunki Dirichleta. To obecnie podstawowe
zastosowanie praktyczne przekształcenia Fouriera, szczególnie w
zastosowaniach praktycznych. W takim przypadku NIE MA NIC, CO MOŻNA NAZWAĆ
HARMONICZNYMI. Nie ma również sensu mówienie o jakichkolwiek sinusoidach.

Pisząc na temat przekształcenia Fouriera nie sposób nie wspomnieć
przekształcenia Laplace'a. Przekształcenie Fouriera jest jego szczególnym
przypadkiem, łatwym obliczeniowo i interpretacyjnie i dlatego popularnym.

Kwestią zasadnicza jest czy tym sposobem mozna przewidywac przyszlosc.
Nikt
nie udowodnil, ze tak. Zreszta wyobrazmy sobie eksperyment: generujemy
wykres czasowy metoda losowa i analiza Furiera próbujemy przewidziec
przyszla jego czesc, nastepnie losowo ta czesc wygenerujmy. Jaki bedzie
wynik eksperymentu???



Ja staram się pomyśleć, zanim coś powiem lub napiszę. No dobra, lecę z

jakiejkolwiek techniki analitycznej. I tyle.

| Nie jestem pewien czy
| rozumiesz istote tej analizy, ale powinienes wiedziec, ze prog
istotnosci
| stat. to min.30 takich analiz (jedna jaskolka wiosny nie czyni). Tak
wiec
| jak zrobisz 30 prognoz na bazie anal.Furiera i 17 bedzie trafionych
(nie
| wspominajac o oczekiwanej skutecznosci lub stosunku przecietnej straty
do
| zysku) to bedziesz mial podstawy sadzic, ze cos w tym jest. Poki co to
| tylko
| przypadek.
|
| Czy mógłbyś to rozwinąć?
|
| --
| Andrzej Herman

Oczywiscie, ze moge tylko nie zarzucajcie mi potem ze sie wymadrzam(ani
tym
bardziej wywyzszam) bo tylko przypomne wiedze ogolnodostepna (a nie moja
wlasna ;-)).



No więc właśnie to Ci zarzucam. Dość przejrzyście zasugerowałem,
że piszesz od rzeczy i że warto troszkę poczytać. Pod koniec postu
umieściłem parę pozycji, z którymi powinieneś się zapoznać.

Jakiekolwiek wnioski na bazie statystyki musza sie opierac na minimum 30
elementach/zmiennych do badań. To absolutne minimum.



Nie masz racji. Podajesz kryterium cierpliwie wbijane do głów osób,
które nie mają pojęcia o statystyce, a z przyczyn zawodowych muszą
stosować metody statystyczne. Minimalna wielkość próbki zależy od
żądanej istotności wyników testu statystycznego, rozkładu testowanych
zmiennych, a także liczby stopni swobody testu. Magiczna liczba 30
wynika tylko z faktu, że na podstawie twierdzenia Lindberga-Leviego
rozkład chi2 można z bardzo dobrym przybliżeniem aproksymować
rozkładem normalnym. Test chi2 jest najpopularniejszym testem
stosowanym w praktyce, a ta aproksymacja znakomicie upraszcza tabelki.

Jak zobaczysz w ksiazce dywergencje na wskazniku(o stalych parametrach!) a
potem wybicie kursu na 350% to nie wyciagaj z tego zadnych wnioskow. Jak
bedzie tych dywergencji na akcjogramie 20 to tez nie ma podstaw, ze to
jakas
prawidlowosc. Dopiero kilkaset na wielu akcjogramach (najlepiej
wszystkich)
i na min.ok.40% znajdziesz wybicie ceny/zmiane trendu, przy czym sredni
zysk
bedzie min. 2 x wiekszy od sredniej straty (przy zal. systemie zamkniecia)
i
sredni wynik bedzie dodatni po uwzglednieniu kosztow to wtedy mozesz
sadzić,
ze znalazles prawidlowosc ktora powtorzy sie w przyszlosci i na ktorej
mozna
zarobic.



Tu zbliżyłeś się do prawdy na całkiem małą odległość, ale jednocześnie
całkowicie odbiegasz od pierwotnego tematu, czyli transformaty Fouriera
i poprawności jej zastosowania przez malina. Otóż było ono całkowicie
poprawne. Jestem też przekonany, że malin dokładnie wiedział co robi
i jaki to ma sens, na tyle go znam. Osobną sprawą jest użyteczność
przekształcenia Fouriera do prognozowania kursów. Rzeczywiście,
rozwinięcie w szereg harmoniczny jest w tym przypadku bezużyteczne,
ponieważ ma sens wyłącznie w odniesieniu do przebiegów okresowych.
Trzeba tę analizę wykonać we właściwy sposób, rozumiejąc zasady
interpretacji wyników. Wtedy staje jest doskonałym narzędziem
do oceny spodziewanego okresu trwania i zasięgu trendu.

Wróćmy do Twoich sugestii dotyczących wnioskowania o skuteczności technik

Dość blisko, ale na tyle daleko, że stosując Twoje sugestie można nieźle
nadwerężyć portfel. Masz wykształcenie elektroniczne, więc zapewne pojęcie
sprzężenia zwrotnego nie jest Ci obce. Stosowanie jakichkolwiek metod
analitycznych do oceny korelacji pomiędzy różnymi aspektami danych pozwala
wnioskować na temat innych próbek takich danych, o ile nie jest prowadzona
selekcja na podstawie uzyskanych wyników analiz. Prosto i czytelnie: Masz
pudełko z kulkami, czarnymi i białymi. Losowo wybierasz sobie kulkę.
Po pewnej ilości prób możesz oszacować proporcję czarnych do białych
w pudełku. I będzie to oszacowanie dobre, z istotnością zależną od
ilości prób. Wykonując test ponownie uzyskasz podobny rezultat,
o ile nie będziesz stosował selekcji. Jeśli będziesz zostawiał sobie białe
kulki, a czarne wrzucał do pudełka, to w kolejnym eksperymencie uzyskasz
inny wynik. Gra na dowolnym rynku nie jest bezinteresownym dociekaniem
naukowym, lecz oddziałuje na rynek. Poprzez grę oddziałują techniki
stosowane przez uczestników gry. Jeśli sprawdzisz jakąś technikę w sposób
który opisałeś, to oceń jeszcze jakie jest prawdopodobieństwo, że tylko
Ty byłeś na tyle sprytny, aby odkryć tę prawidłowość. Bo może jest tak,
że ja już ją parę lat wcześniej sprzedałem.

Literaturka na początek:
1. Większość prostych problemów natury matematycznej pozwoli
rozwiązać "Matematyka - poradnik encyklopedyczny", I. N. Bronsztejn,
K.A. Siemiendiajew, PWN 1997. W szczególności przystępnie jest opisana
całka Fouriera, oraz elementarz statystyki.
2. Spodoba Ci się "Matematyka - poradnik inżyniera", WNT, 1986. Dobrze
opisana transformacja Laplace'a oraz rachunek prawdopodobieństwa i metody
statystyczne.
3. Skoro parasz się problemami natury rynkowej, to nieocenioną pomocą
będzie "Ekonomia matematyczna", Emil Panek, wyd. Akademia Ekonomiczna
w Poznaniu, 2000.
4. Na koniec coś do poduszki: "Psychologia społeczna", E. Aronson,
T. Wilson, M Akert, wyd. Zysk i S-ka, 1997.

Przejrzałem ten tekst przed wysłaniem i niestety wychodzi na to,
że teraz ja się mądrzę. Sorki.

Z mojej strony chyba EOT.


  Wybór kierunku: słowo od starszych kolegów
Informatyka, Wydział Cybernetyki , WAT. A może ktoś wybierze się do Warszawy . Jeżeli myślicie o "studiowaniu" to zapomnijcie o tym kierunku.
Niestety, ale tutaj ciężko jest zasmakowac typowo studenckiego życia. Kierunku tego nie można porównać za bardzo do tych z PWr. W tym semestrze (III) dużo jest przedmiotów elektronicznych. Może zacznę krótko opisywać każdy przedmiot od I semestru, wtedy bedziecie mieli większy pogląd na całość.

I semestr:
#J.Angielski - trwa 4 semestry, dobór do grup według poziomu zdania matury. Egzamin po IV semestrze. Poziom nie jest wyśrubowany. Także wymagan nie ma wielkich.

#W-F - również 4 semestry. Ogólnie duży nacisk jest na W-F. Dopiero na 3 sem. można wybrać sekcje lub dalej kontynuować mieszankę(swoją drogą dość ciekawe sporty). Wielu prowadzących daje ostry wycisk. Znam ludzi, którzy mieli warunki z W-Fu, ale to przez nieobecnosci. Takze, jesli chodzisz to nie powinno być problemu.

#Logika i teoria mnogości - kończy się zaliczeniem ćwiczeń i wykładów. I tu zaczyna się typowa matma. Zaliczyć nie jest trudno. Za to ciekawy prowadzący ćwiczenia

#Algebra liniowa i geometra analityczna - z tym przycierpiałem. Do zaliczenia wykładów doszedłem dopiero na sesji poprawkowej, gdyż na ćwiczeniach noga mi sie powinęła :winka: Ogólnie dość niestworzone pojecia tam sie pojawiają.

#Podstawy Systemów komuterowych - bardzo ciekawy kurs. Poznajemy architekturę komputerów x86. Podstawy Assemblera. Dość ciężko przejść ćwiczenia. Wymagający prowadzący. Trzeba liczyć w systemie binarnym, ósemkowym i szesnastkowym jak mały komputerek . Na laborkach to pisze sie jakies proste programy, typu narysuj kwadrat, różne reakcje na dany klawisz. Kończy się egzaminem.

#Fizyka - I semestr to ćwiczenia i zaliczenie wykładów. II semestr to laborki i również zaliczenie. Na ćwiczeniach robi sie zadania z listy podanej przez prowadzącego, a laborki jak laborki sprawozdania, wejściówki itd. Nie jest tak strasznie, zalezy na kogo się trafi .

#Analiza matematyczna - przedmiot bardzo trudny. Są ludzie, którzy do tej pory nie zaliczyli egz z I semestru. I semestr to jakies granice, pochodne ekstrema itp. i proste całki. Natomiast II sem. jest jeszcze trudniejszy. Trzeba dużo posiedzieć nad tym po prostu.

#Wprowadzenie do programowania - czyli nauka języka C. Ćwiczenia, laborki + egzamin. Cwicz. i lab. miałem z dość ciekawym gościem, wiceprezesem Gemiusa. Koleś konkretny, ciekawe problemy wymyślał do implementacji.

II semestr
#Angielski
#W-F
#Fizyka
#Analiza matematyczna

#Rachunek prawdopodobieństwa - wykładowca ten sam co z Logiki. Przedmiot dość łatwy . Ćwiczenia + zaliczenie wykładów.

#Matematyka dyskretna - taka matematyka bardziej informatyczna bym powiedział. wykorzystanie matmy do rozwiązywania problemów z którymi spotyka się informa(np. teoria grafów, wykorzystanie funkcji tworzącej)Przedmiot realizowany również na III semestrze. Ćwiczenia + zaliczenie wykładów. Na III sem. egzamin(zobaczymy co wymyślą ).

#Algorytmy i struktury danych - język C++. Poznajemy podstawowe algorytmy sortujące, haszujące, drzewa, listy itp. itd. Laborki + ćwiczenia. Kończy sie egaminem.

#Urządzenia zewnętrzne komuterów - czyli jak działa drukarka, myszka, klawiatura, monitory CRT, LCD, plazma. Interesujące laborki, np. przeprogramowanie drukarki w ASM. Dodatkowo ćwiczenia z teorii.

#Podstawy elektroniki i miernictwa - koszmar, dosłownie koszmar. Egzamin zdałem dopiero za trzecim razem. Laborki ciężkie, rzucają człowieka na głęboką wodę od razu. Sprawozdania z kilkonastoma wykresami na papierze milimetrowym, zazwyczaj nie przyjmowane za pierwszym razem. Miałem nadzieję, że ten kurs to koniec z elektroniką, ale się myliłem.

III semestr czyli aktualny
#Angielski
#W-F
#Matematyka dyskretna
#Statystyka matematyczna - kontynuacja rachunku prawdopodobieństwa

#Podstawy automatyki - wykorzystanie modułu logicznego LOGO!. Budowanie na bramkach logicznych, przerzutnikach itp. schematów np. windy, domofonu, bramy automatycznej. Druga część laborek to badanie transmitancji układów za pomocą MATLABA. Tylko laborki + zaliczenie wykładu. Popier.... wykładowca(teksty typu: "nie spieszcie się macie jeszcze 30 sekund na oddanie sprawozdań" patrząc z uśmiechem na zegarek)

#Podstawy technologii komputerowych - hardcore. Poznasz co to tranzystor, jak działają bramki logiczne. Mnóstwo nauki, zapamiętywanie schematów bramek TTL, CMOS. Poznawanie układów scalonych serii 74**. Po nocach mi się one śnią :/. Laborki, ćwiczenia i na koniec egamin.

#Programowanie niskopoziomowe - w tym semestrze tylko wykład i laborki(trwa jeszcze IV sem.) . Na laborkach crack'ujemy programy (np. WinRar'a). Projekt zaliczeniowy to scrack'ować wybrany przez siebie program.

#Teoretyczne podstawy informatyki - laborki, ćwiczenia + egzamin. Maszyna Turinga, komputery kwantowe, obliczanie złożoności algorytmów w C++.

#Programowanie obiektowe - czyli C++. Typowa obiektówka(klasy, dziedziczenie...), na każdych ćwiczeniach nowy problem + implementacja tego na laborkach.

#Projektowanie podzespołów komputerowych - laborki to "zabawa" na Multisimie. Tworzenie koderów, dekoderów, liczników, multiplekserów. Ćwiczenia to teoretyczne rozwiązanie tego co robi się na laborkach (minimalizacja układów wykorzystując algebre Boole'a, tablice Karnaugha...)

Ogólnie podsumowując III semestr to jest cięzko, głównie dzięki dużej ilości laborek, a co za tym idzie sprawozdania, wejściówki. Także mnóstwo nieprzespanych nocy z tym schodzi. Rozpisałem się troszkę , ale bedziecie mieli pojęcie na co się piszecie. Zapraszam wszystkich. Atmosfera studiowanie naprawdę jest ok, nie ma czegoś takiego jak wyścig szczurów. Chcesz pomocy to ją uzyskasz. Pozdrawiam

  Quetelet, czyli liczby rządzą światem


Quetelet, czyli liczby rządzą światem

Kilka lat temu na jednym z internetowych forów ktoś zadał pytanie, jaki przedmiot akademicki dyskutanci wspominają najgorzej
Na niemal pół tysiąca odpowiedzi w ponad czterystu wskazano statystykę.

Jak głosi definicja, statystyka to nauka o metodach liczbowej analizy zbiorowości, której celem jest poznanie prawidłowości rządzących zjawiskami masowymi. Na zbiorowość, o której mowa, mogą się składać zarówno ludzie bądź przedmioty, jak i cząsteczki lub zwierzęta. Większość uczestników akademickich zajęć nie od razu pojmuje, że metody statystyczne mają zastosowanie do zagadnień, które ich interesują. Jeszcze 200 lat temu używali ich astronomowie, fizycy i demografowie. Dziś stały się nieodzownym narzędziem w przemyśle, naukach doświadczalnych, ekonomii i wreszcie w naukach społecznych. Do tych ostatnich wprowadził je Belg Lambert Adolphe Jacques Quetelet (1796–1874).

Już jako nastolatek Quetelet wykazywał wszechstronne zdolności. Pisał wiersze, sztuki teatralne, tłumaczył łacińską poezję. Utrzymywał się jednak z uczenia matematyki. W wieku 23 lat obronił doktorat z geometrii analitycznej. Wkrótce zainteresował się astronomią. Aby pogłębić wiedzę i zapoznać się rachunkiem prawdopodobieństwa, udał się do Francji. Zetknięcie z tamtejszymi badaniami nad statystyką przestępstw spowodowało, że w młodym Belgu odżyły dawne humanistyczne ciągoty. Choć od 1828 roku kierował obserwatorium astronomicznym w Brukseli, gros energii poświęcił zagadnieniom społecznym, które badał za pomocą metod statystycznych wręcz żywcem przeniesionych z nauk ścisłych. Ukoronowaniem tych prac było ogłoszenie w 1835 roku zbioru studiów O człowieku i rozwoju jego zdolności, albo fizyka społeczna.

Kariera statystyki nie byłaby możliwa bez prostego systemu zapisu liczb, narzędzi do liczenia i bez przekonania, że nadają się one do opisu rzeczywistości, i to nie tylko fizycznej.

JAK ZAPISYWAĆ LICZBY

Powiedzenie o liczbach rządzących światem ukuli pitagorejczycy, a powtarzał je m.in. Platon. O ile dla Platona liczby były odzwierciedleniem idei doskonalszych niż materialna rzeczywistość, o tyle dla Queteleta – narzędziem poznania rzeczywistości takiej, jaką ona jest. Grecy w minimalnym stopniu wykorzystywali liczby w praktyce. Na przeszkodzie stanął brak elastycznego systemu ich zapisu.

W ateńskim systemie zapisu odrębne znaki posiadały liczby: 1, 5, 10, 50, 100, 500, 1000, 5000, 10000 i 50000. Zapis liczb pośrednich polegał na dopisywaniu po prawej stronie liczby głównej odpowiedniej ilości znaków. Liczbę 13 zapisywano jako (III, gdzie znak ( oznaczał 10, a III – 3. Podobny charakter miały liczby rzymskie, z tą komplikacją, że obok dodawania stosowano także odejmowanie. W liczbie IX, kreska po lewej stronie sygnalizuje, że od 10 należy odjąć 1. Oba systemy sprawdzały się przy zapisie konkretnej liczby, jednak gdy należało wykonać działanie, okazywały się niepraktyczne.

Używany dziś system nazywamy arabskim, choć pochodzi z Indii, a Arabowie jedynie go spopularyzowali. Szczególną rolę odegrał Abu Jahar Muhammad ibn Musa al-Kwarizmi (783–830), matematyk urodzony w Chiwie, a działający w Bagdadzie. Był autorem dwóch traktatów, z których jeden opisywał zasady indyjskiego systemu zapisu liczb, a drugi poświęcony był rozwiązywaniu równań. Oba doczekały się łacińskich przekładów w XII wieku, a później były wielokrotnie kopiowane. Jak to zwykle bywało, kopiści popełniali błędy, które z czasem utrwaliły się w praktyce językowej. Taka jest geneza słów algebra oraz algorytm. To ostatnie jest zniekształconą formą nazwiska autora.

Dalsze uproszczenia zapisu wprowadzono w renesansowej Europie. Znaki "+" i "-" zastąpiły litery "m" (minus) i "p" (piu – dodać) w końcu XV stulecia. W połowie XVI wieku wprowadzono znak równości "=". Flamand Simon Stevin w 1582 roku ogłosił dzieło poświęcone ułamkom dziesiętnym i zaproponował sposób ich zapisu, a Francuz Franc‚ois Viéte zastosował literowy zapis wyrażeń algebraicznych. Tak powstał nowy język, wolny od dwuznaczności słów.

MASZYNY UŁATWIAJĄ LICZENIE

Ekspansja liczb, która trwa od XVII wieku do dziś, nie byłaby możliwa, gdyby ludzkość nie dysponowała urządzeniami ułatwiającymi liczenie. Najbardziej archaicznym są dłonie. Zgodnie z metodą opisaną przez Bedę Czcigodnego (673–735) za pomocą dłoni można "zapisywać" liczby od 1 do 9999. Na lewej ręce małym, serdecznym i środkowym palcem oznacza się jedności, a dwoma pozostałymi dziesiątki. Na prawej ręce kciuk i palec wskazujący symbolizują setki, podczas gdy pozostałe palce zapisują tysiące. Różne ułożenie rąk względem tułowia pozwala doliczyć do miliona.

Dłonie nie są narzędziem wystarczającym. Stąd konieczność zastosowania abakusa, przyrządu znanego wielu kulturom. Była to plansza, często cały stół, o powierzchni podzielonej równoległymi liniami, między którymi układano kamienie lub wykonane na wzór pieniędzy metalowe żetony (calculi). Jeśli – a tak było najczęściej – urządzenie miało służyć liczeniu pieniędzy, każda kolumna odpowiadała jednostce pieniężnej. Mnożenie na abakusie przypominało mnożenie pisemne. Obliczenia trwały długo, a bardziej skomplikowane operacje bywały koszmarem. Potwierdza to nie byle kto, bo sam Johannes Kepler, pisząc na kartach Nowej astronomii: Drogi czytelniku, jeśli zmęczyła cię ta nudna procedura, pomyśl o mnie, który wykonał ją co najmniej 70 razy.

Człowiekiem, który spowodował, że liczenie stało się szybsze, był szkocki matematyk i astrolog John Napier (1550–1617). Aby ułatwić sobie obliczenia, odkrył logarytmy oraz skonstruował tzw. kości Napiera – przyrząd przyspieszający mnożenie i dzielenie wielocyfrowych liczb. Logarytmy pozwalały zastąpić mnożenie i dzielenie dodawaniem i odejmowaniem. Zamiast mnożyć, wystarczy w tablicy logarytmicznej (lub na suwaku wynalezionym w 1620 roku) znaleźć logarytm mnożnej i mnożnika, dodać je do siebie i rozlogarytmować sumę. Podobnie jest w wypadku dzielenia, tyle że od logarytmu dzielnika należy odjąć logarytm dzielnej, a różnicę rozlogarytmować.

Urządzenia mechaniczne nie potrafiły sprostać wynalazkom Napiera. Za pierwsze uchodzi niezachowany zegar rachunkowy Wilhelma Schickharda, skonstruowany w 1623 roku dla Keplera. Przetrwała za to machina arytmetyczna Pascala (1623–1662). Zbudowana w 1642 roku, miała przyspieszyć obliczenia, które młody Pascal wykonywał dla ojca, poborcy podatków.

ISTOTA REWOLUCJI NAUKOWEJ

Początków postrzegania świata w kategoriach liczb i wielkości poszukiwać należy w epoce odrodzenia, a jego pionierami byli artyści. Przykładem takiego sposobu myślenia jest perspektywa linearna w renesansowym malarstwie. Dostosowanie wielkości umieszczonych na obrazie postaci do ich ulokowania w przestrzeni, a nie znaczenia w hierarchii, jest niczym innym jak zastosowaniem zasad geometrii. Nowy sposób widzenia rzeczywistości oddaje obraz Piero della Franceski Biczowanie Chrystusa (1450), na którym Chrystus umieszczony został w głębi i jest mniejszy od postaci pierwszoplanowych, których znaczenie dla tematyki obrazu jest drugorzędne.

W tych samych kategoriach można ujmować historię księgowości. Do XIV wieku wydatki i wpływy rejestrowano w sposób nieprzejrzysty. Z następujących po sobie wpisów ujętych w formę narracyjną trudno było się zorientować, czy operacje przyniosły straty czy zyski. Jak wiele narzędzi kupieckich, księgowość dwustronna była pomysłem włoskim. Początkowo wpływy zapisywano w pierwszej części księgi, a wydatki na końcu. Z czasem zdecydowano się na zestawianie operacji na dwóch sąsiednich stronach: po jednej stronie – winien, po drugiej – ma. Metodę tę spopularyzował franciszkanin Luca Paccioli. Twierdził on zresztą z przekonaniem, że wszystkie dziedziny ludzkiej wiedzy, od nauk kupieckich przez astrologię, architekturę, taktykę wojenną po dialektykę i teologię, są przesycone matematyką.

Dzieło Pacciolego było zapowiedzią ekspansji matematyki w XVII stuleciu. Nie miejsce tu na opisywanie osiągnięć uczonych tej miary co Kartezjusz, Newton, Pascal czy Huyghens. Dość powiedzieć, że dla młodzieży szlacheckiej arytmetyka była synonimem artylerii, a geometria – fortyfikacji. Tym samym widzenie świata w kategoriach liczby i interpretowanie go w duchu zasad mechaniki wyszło poza wąski krąg uczonych, artystów i kupców. Nie były więc szokiem słowa Galileusza: księga natury pisana jest w matematycznym języku, jej znakami pisarskimi są trójkąty, koła i inne figury geometryczne, bez których pomocy ani słowa z niej zrozumieć niepodobna.

Galileusz zapowiadał nie tylko nowy sposób opisu świata, ale także nowy sposób dochodzenia do ustaleń. Logiczną spekulację i opinie autorytetów miał zastąpić (lub przynajmniej uzupełnić) eksperyment, świadomie zaplanowany dla potwierdzenia. To właśnie odróżniało go od pospolitego doświadczenia, czyli uczenia się na błędach. Eksperyment wymagał pomiarów, a więc ujmowania zjawisk w kategoriach liczbowych wyrażających prędkość, wielkość czy ciężar.

NARODZINY STATYSTYKI

Początków statystyki poszukuje się w trzech źródłach: rachunku prawdopodobieństwa, angielskiej szkole arytmetyki politycznej lub opisach państw sporządzanych od XVI wieku przez włoskich, a potem niemieckich politologów. Dla autorów tych ostatnich wzorem był Arystotelesowski Ustrój polityczny Aten, jedyny zachowany spośród 158 opisów państw, które wyszły spod pióra Stagiryty. Kto choćby niedokładnie przeczytał Arystotelesa, ten wie, że próżno u niego szukać liczb. Podobnie było z dziełami jego naśladowców, z których najgłośniejszymi byli działający w drugiej połowie XVI wieku Giovanni Botero, o 100 lat późniejszy Niemiec Hermann Conrig oraz jego uczeń Gottfried Achenwall (1719–1772). Ten ostatni uprawianą przez siebie gałąź nauki ochrzcił mianem statystyki, pochodzącym od włoskiego słowa stato, czyli państwo Dla uporządkowania wywodów ujmowano opisy w tabele, dlatego kierunek ten ochrzczono mianem statystyki tabelarycznej.

Podwaliny rachunku prawdopodobieństwa stworzył w połowie XVII wieku Pascal, usiłując rozwiązać problem zadany przez pechowego hazardzistę. W XVIII i pierwszej połowie XIX stulecia dzięki osiągnięciom wielu matematyków rachunek prawdopodobieństwa awansował do rangi pełnoprawnego działu matematyki. Praktyczne zastosowania znajdował w matematyce ubezpieczeniowej oraz w astronomii. W tej ostatniej zmagano się wówczas z szacowaniem poprawności wyników obserwacji, które były obciążone błędami wynikającymi z niedokładności ludzkiego oka i przyrządów. Właśnie na potrzeby astronomii opracowano metodę najmniejszych kwadratów, pozwalającą na podstawie dużej liczby obciążonych błędem pomiarów oszacować poszukiwaną wartość. Przy okazji Carl Friedrich Gauss odkrył, że rozkład błędów pomiarowych ma kształt podobny do symetrycznego kopca, a wartość położona w jego środku jest bliska poszukiwanemu parametrowi.

Trzecim źródłem współczesnej statystyki jest arytmetyka polityczna, kierunek badań nad gospodarką stworzony w drugiej połowie XVII stulecia w Anglii pod wpływem doktryny merkantylizmu. Jeden z jej twórców William Petty tak charakteryzował jej cele: zamiast używać jedynie słów w stopniu wyższym i najwyższym oraz uciekać się do argumentów spekulacyjnych, wstąpiłem na drogę [...] wyrażania swych myśli w kategoriach liczby, wagi i miary, stosując li tylko argumenty pochodzące od doświadczenia zmysłów i rozważając jedynie te przyczyny, które posiadają widoczną podstawę w naturze.

Na przeszkodzie realizacji zapowiedzi stanął brak wiarygodnych liczb. Londyński kupiec John Graunt, autor wydanego w 1662 roku dzieła o zaludnieniu Londynu, zauważył, że liczby podawane w rejestrach ruchu naturalnego ludności nie są w pełni wiarygodne. Trudności nie odstraszyły arytmetyków politycznych, którzy brak danych zastępowali pomysłowymi oszacowaniami. Mimo kontrowersyjnych metod przekonanie, że liczby pozwalają na poznanie obiektywne, przyniosło ciekawe wyniki.

Anglik Arbuthnot i niemiecki pastor Süssmilch zaobserwowali prawidłowość, że liczba urodzonych chłopców przewyższa liczbę dziewczynek w stałej proporcji 105 do 100. Chłopców rodzi się więcej, ale też ich śmiertelność w dzieciństwie jest większa. W efekcie w wieku zawierania małżeństw proporcje płci się wyrównują. Czyż nie jest to dowód, że "boski porządek" – takich słów użył Süssmilch – ma na celu wspieranie związków monogamicznych? Boże, moje myśli podążają za Twoimi – miał stwierdzić Newton. Te same słowa powtarzali arytmetycy polityczni, umacniając się w przekonaniu, że za pomocą liczb można odkryć prawidłowości natury, o których nie śniło się badaczom stosującym metody opisowe.

GDY ZASTUKA RACHMISTRZ

Ludność była obsesją merkantylistów. Od jej liczby zależeć miało bowiem bogactwo kraju. Niestety, nawet arytmetycy polityczni mieli na ten temat pogląd zaledwie mglisty. Graunt podejmował badania z zamiarem odkrycia, czy zaludnienie Londynu i Anglii zwiększa się czy zmniejsza. Petty i jego naśladowcy opierali konkluzje na rejestrach podatkowych, których świadectwo było bardzo wątpliwe. Niepewność można było zweryfikować jedynie przez powszechne spisy ludności. W Szwecji stosowną ustawę uchwalono w 1748 roku. Kolejne spisy miano przeprowadzać co trzy lata. Wkrótce okazało się, że spis przeprowadzić stosunkowo łatwo, ale prawdziwym problemem jest podsumowanie danych.

Skoro dwumilionowa Szwecja miała takie problemy, to co działoby się w dwudziestomilionowej Francji?

Aby uniknąć kłopotów, matematyk Pierre Laplace już w 1782 roku zaproponował przeprowadzenie spisu częściowego w wybranych regionach kraju, tylko w tych parafiach, których księża uchodzili za starannych. Uzyskane w ten sposób dane miano następnie uogólnić na całą Francję, stosując zasady rachunku prawdopodobieństwa. Pomysł uznano za zbyt śmiały. W 1800 roku pierwszy konsul Napoleon Bonaparte polecił prefektom departamentów przeprowadzić szczegółowy spis ludności i gospodarki kraju. Przedsięwzięcie okazało się niewypałem wskutek zbyt szczegółowego kwestionariusza i wygórowanych oczekiwań władz. Minister spraw wewnętrznych Lucjan Bonaparte zażądał wyników w ciągu dwóch miesięcy, a dostał je po... dwóch latach. Niecierpliwy Napoleon rozwiązał urząd statystyczny w 1812 roku, gdy nie doczekał się w ciągu ośmiu dni danych o stanie krajowego przemysłu. Na powtórne jego powołanie trzeba było czekać 21 lat.

W Anglii spisy ludności przeprowadzano od 1801 roku. Obok danych demograficznych zbierano informacje na temat struktury zawodowej – była to rzecz istotna dla oceny procesów społecznych zachodzących w okresie rewolucji przemysłowej. Rezultaty nie zadowoliły jednak polityków i ekonomistów. Malkontenci zarzucali autorom spisu wyliczanie w formularzach rzemieślników wytwarzających instrumenty muzyczne, podczas gdy wszystkich tkaczy – zarówno chałupników, jak i pracowników fabryk – ujmowano w jednej kategorii.

Niedostatki oficjalnej statystyki skłoniły do powołania w latach trzydziestych XIX wieku towarzystw statystycznych, których zadaniem było zbieranie danych liczbowych o różnych aspektach sytuacji społecznej i gospodarczej. Aliis exterendum (do roztrząśnięcia przez innych) – brzmiało motto Londyńskiego Towarzystwa Statystycznego. Hasło miało przekonać, że inicjatorzy nie mają ukrytych celów politycznych, lecz chcą jedynie uzyskać obiektywne dane.

CZŁOWIEK PRZECIĘTNY

W tym czasie Quetelet był już uznanym statystykiem, autorem artykułów poświęconych zarówno cechom fizycznym, jak i moralnym współczesnych społeczeństw. Była wśród nich analiza rozmiarów klatki piersiowej 5 tys. szkockich poborowych oraz wzrostu 10 tys. poborowych belgijskich. Jego uwagi nie uszły tendencje ujawniające się w danych. Zarówno wzrost, jak i rozmiary klatki piersiowej przedstawione na wykresie miały podobny kształt jak rozkład błędów w astronomicznych pracach Gaussa. Nie było mowy o błędach pomiarowych. Quetelet uznał to za dowód ważnego prawa natury. Tak – prawa natury, a nie prawa boskiego. Zmiana interpretacji w porównaniu z poprzednim stuleciem jest symptomatyczna. Najbardziej typowe, a więc położone w środku, obserwacje to, zdaniem Queteleta, parametry charakteryzujące określoną populację, np. Szkotów czy Belgów. Fakt, że w jednym kraju poborowi różnią się między sobą, Quetelet przypisywał przyczynom zmiennym, za które uznawał np. pochodzenie społeczne i zamożność. Podobnie jak Gauss za poszukiwaną wartość Quetelet uznawał średnią. Człowiek przeciętny, idealny miernota, stał się obiektem nowej nauki – fizyki społecznej.

Człowiek przeciętny miał też cechy odpychające. Od 1827 roku we Francji publikowano statystyki kryminalne, które stały się podstawą analiz ochrzczonych przez współczesnych mianem statystyki moralnej. Okazało się, że liczba przestępstw, ludzi skazanych oraz częstotliwość różnego rodzaju czynów powtarza się z roku na rok z zadziwiającą stałością. Wstrząśnięty tym Quetelet sugerował, że zachowaniem ludzi rządzą siły niezależne od ich woli. Choć sam deklarował wiarę w możliwość poprawy ludzi poprzez modyfikację ich instytucji, obyczajów, stanu oświaty i w ogólności wszystkiego, co wpływa na ich sposób bycia, dla opinii publicznej był to szok. Protestowali moraliści, dowodząc, że każda jednostka ma wolną wolę, a zależności ukazane przez Queteleta to tylko złudzenia. Ale pojawili się także entuzjaści tez belgijskiego statystyka, starający się za pomocą liczb charakteryzować tak ulotne rzeczy jak talent literacki.

STATYSTYKA EMPIRYCZNA

W epoce entuzjazmu statystycznego, która trwała od ok. 1830 roku do końca XIX stulecia, tylko wyjątkowo robiono użytek z rachunku prawdopodobieństwa. Panowało przekonanie, że należy posługiwać się danymi kompletnymi lub co najmniej zbiorami wielu tysięcy obserwacji, gwarantującymi uzyskanie wiarygodnych rezultatów dzięki prawu wielkich liczb. Dane czerpano ze spisów, te zaś były kosztowne. Chcąc poszerzyć problematykę badań, trzeba było opracować metody pozwalające ocenić istotność wyników i tym samym wykluczyć wpływ przypadku. Z tej potrzeby narodziła się statystyka matematyczna, dająca podstawy do wnioskowania o całej zbiorowości na podstawie jej części, czyli próby.

Powiązanie rachunku prawdopodobieństwa z badaniami statystycznymi nastąpiło u schyłku XIX wieku wraz z zaprzęgnięciem metod liczbowych do badań nad dziedziczeniem. Ich inicjatorami byli przyrodnicy Francis Galton, W. F. R. Weldon oraz zafascynowany antropologią matematyk Karl Pearson. Wszystkich łączyła głęboka wiara w darwinowską naukę o ewolucji gatunków i przekonanie o możliwości udoskonalenia gatunku Homo sapiens, jeśli tylko w sposób racjonalny uda się zaprogramować jego reprodukcję. Pearson opracował techniki pozwalające stwierdzić istnienie związku między cechami. Choć twierdził, że do wyciągania wiarygodnych wniosków nie jest potrzebna wiedza o całej zbiorowości, to zakładał, że dla zbadania danej zbiorowości trzeba przeprowadzić wiele obserwacji.

W tym samym czasie Norwegowie zastosowali statystykę matematyczną w badaniach społeczno-gospodarczych. Anders Nikolaus Kiaer pierwszy zwrócił uwagę, że dokładność wyników nie zależy od wielkości próby, lecz od sposobu jej wyboru. O tym, jak trudno było zmienić utrwalone przekonanie, świadczy fakt, że jego opinia ogłoszona w 1895 roku spotkała się z powszechnym niedowierzaniem.

STATYSTYKA I PRZEMYSŁ

Konieczność pożegnania z wielkimi próbami, choćby za cenę zmniejszenia precyzji, była oczywista dla przedstawicieli nauk eksperymentalnych i przemysłu. Antropolog mógł spędzić lata na mierzeniu czaszek, astronom mógł powtórzyć obserwacje kilkadziesiąt razy. W goniącym za zyskiem browarze nie było ani czasu, ani pieniędzy na powtarzanie setki razy tego samego eksperymentu. I to właśnie z browaru Guinessa wyszedł asumpt do badania zachowania się parametrów obliczonych na podstawie małych prób. W 1899 roku zatrudniono w nim Williama S. Gosseta z zadaniem matematycznej oceny eksperymentów przeprowadzanych w celu poprawy smaku piwa. Ponieważ żadne przedsiębiorstwo nie chce informować konkurencji o swych działaniach, Gosset publikował prace metodologiczne o właściwościach małych prób pod pseudonimem Student. W latach dwudziestych XX wieku jego metody zastosowano w agronomii.

W Stanach Zjednoczonych, gdzie w wielu już branżach przemysłu wprowadzono produkcję taśmową, kluczowy problem stanowiła jakość. Jeszcze kilka dziesięcioleci wcześniej inżynierowie wierzyli, że wprowadzenie precyzyjnych maszyn oraz metod pomiaru pozwoli wykonywać długie serie identycznych części, z których można składać końcowe produkty. Praktyka dowiodła, że nawet najdoskonalsze maszyny rozregulowują się. Ogromny wolumen produkcji nie pozwalał testować wszystkich części schodzących z linii produkcyjnej. Trzeba więc było stworzyć procedury pozwalające na bieżącą kontrolę i interwencję, zanim liczba źle wykonanych elementów narazi producenta na straty finansowe i prestiżowe.

W produkujących sprzęt łączności Bell Telephone Laboratory zatrudniono w tym celu fizyka Waltera Shewharta. Zgodnie z jego metodą z każdej partii pobierano niewielką próbę, by zmierzyć parametry i porównać je z normą. Jeśli odchylenia przekraczały założone granice tolerancji, uznawano, że proces produkcyjny jest nieustabilizowany, i poszukiwano przyczyn tego stanu rzeczy. Ta prosta technika upowszechniała się już w latach trzydziestych XX wieku, ale prawdziwą karierę zrobiła w czasie drugiej wojny światowej, gdy od jakości materiałów wojennych zależało zwycięstwo.

Po wojnie metody kontroli jakości znalazły powszechne zastosowanie także w przemyśle japońskim. Ich popularyzator w tym kraju Amerykanin W. Edwards Deming w 1960 roku został odznaczony Medalem Świętego Skarbu. Nie przypadkiem w głównym holu centrali Toyoty wiszą trzy portrety: założyciela firmy, obecnego jej prezesa i właśnie Deminga.

POLITYKA W CIENIU LICZB

Metody statystyki matematycznej trafiły do badań preferencji konsumenckich oraz opinii publicznej. W tej pierwszej dziedzinie prekursorem był Amerykanin George H. Gallup. W drugiej zaś godne wspomnienia są sondaże amerykańskiego czasopisma "Literary Digest". Począwszy od 1916 roku przed wyborami prezydenckimi redakcja zadawała kilku milionom respondentów pytanie, kto wyjdzie z nich zwycięsko. Za każdym razem prognozy się potwierdzały. Kosa trafiła na kamień w 1936 roku, gdy na podstawie liczącej 2,3 mln respondentów próby przewidywano wysokie zwycięstwo republikanina Landona nad demokratą Rooseveltem. Tymczasem zwyciężył Roosevelt, i to z przygniatającą przewagą – uzyskał większość w 46 stanach, podczas gdy jego rywal zaledwie w dwóch.

Wynik pokrywał się z prognozą opierającego się na dużo mniejszej próbie Gallupa. Pomyłka oznaczała bankructwo "Literary Digest" i sławę (oraz pieniądze) dla Gallupa. Przyczyną błędnej prognozy była niereprezentatywna próba. Ankiety wysłano prenumeratorom czasopisma oraz posiadaczom samochodów i telefonów, a ich poglądy polityczne zdecydowanie odbiegały od opinii społeczeństwa. Potwierdziło się twierdzenie Kiaera, że nie wielkość, lecz sposób doboru próby decyduje o jakości rezultatów. Przez następne 12 lat Gallup uchodził za jasnowidza. Ale i jego sława zbladła, gdy w 1948 roku wybory wygrał skazany przezeń na porażkę Harry Truman.

Mimo spektakularnych wpadek eksperyment statystyczny coraz bardziej ingeruje w nasze życie. Co dzień bombardują człowieka setki informacji liczbowych, których pochodzenia nawet się nie domyśla, a więc nie potrafi ich krytycznie ocenić. Dla wielu liczba stała się fetyszem, tak jak dla pewnego polityka, który deklarował, że zmieni zdanie w kluczowej sprawie, jeśli tylko sondaże pokażą, że tak chce więcej niż 60 proc. respondentów. Istnieją trzy rodzaje kłamstwa: kłamstwo, kłamstwo okropne i statystyka. A wszystkiemu winien Quetelet.

  Kara śmierci
No to ja pozwolę sobie wkleić dwa felietony, w których obalone są wszystkie argumenty przeciwników ks

Kara śmierci jest przedłużeniem obrony koniecznej. Jeśli napastnik w wyniku ataku na uczciwego człowieka ryzykuje własnym życiem, które może stracić w wyniku udanej obrony koniecznej, nawet jeśli sam nie będzie winnym żadnego zabójstwa, to tym bardziej powinien być zagrożony utratą życia w sytuacji, gdy jego atak się powiedzie i zamorduje swoją ofiarę. Kara śmierci daje dodatkowe możliwości obrony koniecznej, które można wykorzystać w czasie trwania ataku.

Kara śmierci daje możliwość bezkrwawej obrony. Jeśli człowiekowi wolno zabić napastnika, który grozi mu śmiercią, to tym bardziej wolno mu bronić się groźbą zabicia. Taka groźba musi być realna, czyli obrońca musi być gotowy ją wykonać gdy napastnik go nie posłucha i taka groźba musi być skuteczna nawet jeśli obrońca zginie.

Kara śmierci jest karą zgodną z moralnością. Kościół katolicki w swoim tradycyjnym nauczaniu zawsze akceptował karę śmierci. W przykazaniu "nie zabijaj" słowo "zabić" nie dotyczy zabijania na wojnie i kary śmierci - te formy zabijania były określane innym słowem niż słowo użyte w przykazaniu. Przykazanie dotyczy tylko zabójstwa osoby niewinnej.

Kto godzi się na istnienie armii, której żołnierze będą zabijać na wojnie żołnierzy wrogiej armii (czyli będą wykonywać na nich natychmiastową karę śmierci, bez sądu, za atak na państwo), ten musi zaakceptować karę śmierci wydawaną przez sąd za zabójstwo po sprawiedliwym procesie.

Kara śmierci jest cywilizowaną formą sprawiedliwej zemsty. Jeśli wolno człowiekowi w stanie natury ścigać i zabić morderców, którzy zabili członków jego rodziny, których miał pod ochroną, to tym bardziej wolno mu ustanowić sądy, które sprawiedliwie ocenią zajście i wydadzą wyrok śmierci zgodnie z powszechnie znanym prawem.

Winą za zabójstwo w wyniku wykonania wyroku śmierci nie można obciążać ani prawodawcę wpisującego karę śmierci do kodeksu karnego, ani sędziego wydającego wyrok śmierci, ani kata, który wyrok wykonuje. Pełną winę za to zabójstwo ponosi sam stracony przestępca, który dopuścił się w pełni świadomie czynu zagrożonego karą śmierci.

Jeśli nikt nie będzie popełniał przestępstw zagrożonych karą śmierci, to nie będzie w ogóle zabijania w wyniku wykonywania wyroków śmierci. A więc istnienie kary śmierci nie oznacza zabijania, ale oznacza ograniczanie zabijania. Istnienie kary śmierci nie determinuje w sposób konieczny tego, że jakikolwiek wyrok śmierci będzie wykonany, a więc nie determinuje zabijania. Wykonanie wyroku jest zdeterminowane dopiero połączeniem istnienia kary śmierci i zachowaniem się morderców.

Większość ludzi czuje się bezpieczniej w państwie, w którym kodeks karny przewiduje karę śmierci za zabójstwo z premedytacją. Dlatego ludzie popierają karę śmierci co potwierdzają liczne sondaże.

Z rzetelnie przeprowadzanych statystyk wynika, że istnienie kary śmierci w kodeksie karnym wpływa na zmniejszenie się ilość przestępstw zagrożonych tą karą. Kara śmierci skutecznie odstrasza morderców przed dokonywaniem przez nich rozbojów i napadów z bronią w ręku.

Możliwość pomyłkowego skazania przez sąd na śmierć nie jest argumentem przeciw karze śmierci, ale jest to argument za tym, że procedura sądowa powinna być udoskonalana. Możliwość pomyłkowego przekroczenia warunków obrony koniecznej nie podważa sensu prawa do zabicia w samoobronie.

W kodeksie karnym musi istnieć kara maksymalna, czyli taka, po wykonaniu której nie można przestępcy już bardziej ukarać. Jedynie kara śmierci spełnia ten warunek. Jest to konieczne by zawsze istniała jakaś większa kara, którą można ukarać przestępcę, niż kara, której w danym momencie podlega. Jeśli karą maksymalną jest dożywocie, to nie ma czym ukarać przestępcę skazanego na tą karę, który zamorduje strażnika w więzieniu. Gdyby nie było kary śmierci, to przestępca skazany na dożywocie byłby całkowicie bezkarny.

Kara śmierci za zabójstwo z premedytacją jest karą sprawiedliwą i jest i była stosowana przez człowieka od zawsze niezależnie od rozwoju cywilizacyjnego i obszaru kulturowego. Nikomu nie wolno podważać tak długiej, sprawiedliwej i głęboko ugruntowanej tradycji. Kara śmierci jest karą naturalną i wynika z prawa naturalnego. Kara śmierci jest oddaniem mordercy tego co mu się należy.

Kara śmierci może pełnić funkcje lecznicze dla sumienia mordercy. Często zbrodniarz sam uświadamia sobie wielkość swoich zbrodni i domaga się wymierzenia kary śmierci, bo czuje, że tylko ta kara zmyje jego winy. I należy wtedy spełnić jego żądanie, bo jeśli sam traktuje karę śmierci jako pokutę, to zadośćuczynienie jego woli być może pomoże mu w zbawieniu.

Kara śmierci i tak będzie zawsze wykonywana przez mafię, która z niczym się nie liczy. Mafia działająca na terenie państwa, które jest od niej dużo łagodniejsze może przejąć większość spraw związanych ze stosowaniem przemocy od tego państwa. Członkowie mafii dokonujący mordów powinni być ze społeczeństwa eliminowani, bo kierować swoją organizacją mogą nawet będąc w więzieniu.

Groźny terrorysta mordujący w zorganizowanej grupie może zawsze zostać wyciągnięty z więzienia przez swoich kompanów w drodze terrorystycznego szantażu. W związku z tym policja mając na uwadze bezpieczeństwo obywateli, w państwie, w którym nie ma kary śmierci, ma tendencje do wystrzelania terrorystów w trakcie akcji, a nie do pojmania ich żywcem. W ten sposób sprawiedliwość przenosi się z sali sądowej na ulicę. A na ulicy dużo łatwiej o pomyłkę niż w sądzie. To jest bardzo niebezpieczne dla sprawiedliwości.

1. Temat roli kary śmierci w utrzymywaniu porządku publicznego jest dziś niezwykle aktualny. Nastąpiło bowiem zderzenie dwóch , rozmaitych postaw. Tzw. "europejczycy" usiłują za wszelką cenę usunąć z europejskich kodeksów karę śmierci - podczas gdy opinia publiczna wypowiada się zdecydowanie za zaostrzeniem sankcji-przy czym w sprawie kary śmierci ok. 67% wypowiada się za jej utrzymaniem, ok. 20% przeciwko, a reszta nie ma wyrobionego poglądu.

Jest to dziwne o tyle, że "europejczycy" są - jak twierdzą - demokratami. W tym jednak przypadku zdecydowanie odmawiają uznania, że "większość ma rację", "głos Ludu - głosem Boga" itd. Mają rację co do zasady: większość nie powinna mieć nic do gadania, bo większość zazwyczaj się myli. Jeśli jednak założyć, że większość nie ma racji w tak prostej - i dla wszystkich zrozumiałej - kwestii jak kara śmierci - to jak zakładać, że większość ma rację w sprawach np. Konstytucji - nieporównanie bardziej skomplikowanych? Kto rezygnuje z referendum w sprawie kary śmierci - ten powinien uczciwie powiedzieć: "Nie jestem zwolennikiem Demokracji!"

Inaczej głosy rozkładają się w parlamentach. Np. w Wielkiej Brytanii zwolenników utrzymania kary śmierci jest procentowo jeszcze więcej, niż w Polsce - natomiast kara śmierci została zniesiona i kolejne kadencje Parlamentu nie potrafią jej przywrócić, choć skutki braku kary śmierci są zatrważające. Wygląda to tak, jak gdyby Masoneria (masonami jest ogromna większość parlamentarzystów- z tym, że we Francji jest to z reguły lewicowy Wielki Wschód - podczas gdy loże brytyjskie są o wiele bardziej zrównoważone politycznie) postanowiła, że zniesie karę śmierci - i traktuje to jako jedno z ważniejszych swoich zadań.

Podobnym - acz zabawnym - przykładem są pasy bezpieczeństwa w samochodach. Parlamenty uchwalają nakaz ich stosowania niemal bez dyskusji - podczas gdy referenda z reguły ten obowiązek znoszą. Jest to ciekawy przykład pokazujący, że tam, gdzie sprawy odczuwane są przez ludzi osobiście i są powszechne - ludzie na ogół mają intuicje słuszne. Tam natomiast, gdzie społeczeństwo uda się porozbijać na skłócone grupki o sprzecznych interesach lub też materia staje się bardziej abstrakcyjna - głos Ludu z reguły zawodzi.

Przeciwko karze śmierci wysuwane są liczne argumenty - czasami wręcz humorystycznie absurdalne. W naszych rejonach używa się sloganu, że "zniesienie kary śmierci zapobiega temu, by ewentualna dyktatura (w domyśle: komunistyczna) nie mogła dowolnie skracać obywateli o głowę". Absurdalność tego argumentu - pozornie prostego i zrozumiałego - tkwi w tym, że jeśli taki tyrański rząd dojdzie do władzy, a kara śmierci będzie w owym czasie zniesiona - to ją po prostu przywróci! W dodatku, skoro za karą śmierci wypowiada się ogromna większość społeczeństwa, dyktatura zarobi dzięki temu dodatkowe punkty w opinii publicznej!!

Przykład ten pokazuje, jak "europejczycy" w samobójczym szale niszczenia wszystkiego, co stworzyło naszą (nie ich?) cywilizację - potrafią ogłupić ludzi, którzy takie argumenty traktują serio. Dopóki sami przez chwilę nic pomyślą, oczywiście...

Innym argumentem, używanym często, jest możliwość pomyłki sądowej. Trzeba powiedzieć jasno i otwarcie: taka możliwość istnieje! Co więcej: ze sprawozdań wydaje się, że raz na 20-30 lat istotnie w którymś kraju naszej cywilizacji zostaje za morderstwo skazana osoba, która z tym czynem nie miała nic wspólnego. Pomyłki się zdarzają...

Trzeba jednak powiedzieć, że prawdopodobieństwo śmierci w wyniku pomyłki sądowej jest setki tysięcy razy mniejsze, niż od śmierci w wyniku np. wyrzucenia przez okno jakiegoś ciężkiego przedmiotu - a z tego powodu nie każemy wszystkim trzymać wszystkich okien zamkniętych!!

Podobnie: budując np. dużą fabrykę kwasu siarkowego zdajemy sobie sprawę, że przy jej budowie najprawdopodobniej zginie, statystycznie biorąc, jeden-dwóch robotników - a podczas jej pracy też będą wypadki śmiertelne... Tym niemniej nie zakazujemy budowy fabryk!! Natomiast nasze bezpieczeństwo - zależące, jak za chwilę wykażę, od istnienia kary śmierci -jest chyba, do Diabła, ważniejsze, od kwasu siarkowego!! Nieprawda-ż?

Inny argument: wykonywanie wyroków śmierci nie ma żadnego wpływu na przestępczość, co dowodzą liczne statystyki - jest po prostu... fałszywy. (gorąco proszę wszystkich, którzy tego typu argumenty słyszą, by mówcę chwytali za guzik- i nie puszczali, dopóki ów nie poda choć jednej takiej rzetelnej statystyki!! Mam już 53 lata, studiowałem nieco i prawo i socjologię - i jedyna praca, jaką znam na ten temat (co prawda z 1947 rokuj dowodzi (przy użyciu skomplikowanych technik statystycznych), że kara śmierci ma tak odstraszający efekt, że zabicie (tak: używajmy właściwych słów - my zbrodniarza zabijamy, a nie "usuwamy spomiędzy żywych"...) jednego mordercy oszczędza średnio 4,3 życia potencjalnych ofiar. Wydaje się że władza ma obowiązek dbać jednak o życie bogobojnych obywateli - a nie zbrodniarzy, którzy przez mord postawili się sami poza nawiasem społeczeństwa.

Kolejne kłamstwo - stosowane w krajach katolickich - brzmi: Kościół rzymski, w oparciu o przykazanie "Nie zabijaj" domaga się zniesienia kary śmierci...

Jest to fałsz. Kościół Rzymski nigdy nie był przeciwny karze śmierci - (zresztą gdyby nie kara śmierci w ogóle nie byłoby nie tylko Kościoła Rzymsko-katolickiego, ale i całego chrześcijaństwa, opartego przecież o Odkupienie - gdyż Chrystus nie mógłby zostać skazany przez Piłata...) - sam ją zresztą wielokrotnie zalecał. Inne Kościoły również: sam Kalwin skazywał na śmierć odszczepieńców! Mimo zdecydowanego zwrotu Kościoła Rzymskiego w lewo od pontyfikatu Jana XXIII w tej sprawie stanowisko to nie uległo zmianie - i jeszcze w 1993 roku Komisja kard. Ratzingera potwierdziła, że rządy maja prawo do stosowania kary śmierci - rzecz jasna, w usprawiedliwionych przypadkach.

2. Teraz więc słów kilka o tym, w jakich.

Warunki są dwa:

1 ) kara śmierci może być wymierzona wyłącznie za przestępstwo poważne. Więcej: bardzo poważne. Za morderstwo - przede wszystkim. Za zbrodnię zdrady stanu - gdy postępek mógł ściągnąć na kraj wojnę, rewolucję lub inną klęskę, w wyniku czego zginęłoby wiele osób. Za przestępstwo tak poważne, że nie ukaranie go zdecydowane mogłoby doprowadzić do rozprzężenia porządku w państwie (np. rabunki w okresie grożącym rewolucją).

Motywacja jest prosta: kara śmierci musi być czymś wyjątkowym w przeciwnym razie przestanie być czynnikiem odstraszającym, co więcej: skazywanie na karę śmierci za drobniejsze przestępstwa mogłoby spowodować, że przestępca w ucieczce mordowałby - gdyż już byłoby mu wszystko jedno...

Tu uwaga odnośnie tradycyjnego systemu brytyjskiego, gdzie za first degree murder kara śmierci była automatyczna; wydaje się, że jest rzeczą słuszną, by mordercy pozostawić cień nadziei: jeśli skruszony odda się w ręce sprawiedliwości i nie będzie groził życiu innych ludzi - może liczyć na łaskę. W przeciwnym razie morderca w obronie życia będzie zabijał - i będą dodatkowe ofiary. Oczywiście, jeśli zezwierzęcona bestia zabija i tak - to trzeba ją zabić. Wyrokiem sądowym, jeśli trafi w ręce wymiaru sprawiedliwości.

2) kara śmierci może być wymierzona wyłącznie za przestępstwo popełnione umyślnie - czyli np. morderstwo z premedytacją.

Karanie -nawet za świadome (ale nie zaplanowane) zabójstwo mija się z celem. Wyobraźmy sobie męża, który zastaje nieoczekiwanie ukochaną żonę z kochankiem; jeśli zabije kochanka (lub nawet oboje)skazywanie go na karę śmierci mija się kompletnie z celem, gdyż nikogo to nie odstraszy: w momencie popełniania czynu zabójca kompletnie nic zastanawia się, czy za zabójstwo jest dożywocie, kara śmierci czy 10 lat. Nawiasem mówiąc sądy w krajach romańskich potrafią w takich przypadkach zabójcę wręcz... uniewinnić. (Wydaje się to pewną przesadą: zupełny brak kary powoduje czasem, że zabójcę gryzie sumienie i nawet popełnia samobójstwo; odcierpienie, choćby i symbolicznej, kary "oczyszcza" to sumienie i pozwala wrócić do równowagi; lewica nazywa to "re-socjalizacją").

Jeśli natomiast przestępstwo było planowane, kara śmierci bezwzględnie może być - i powinna zostać zastosowana. Rozważymy to bardziej szczegółowo.

3. Prawicę różni od Lewicy stosunek do człowieka. O ile Lewica traktuje człowieka jak małe dziecko - Prawica domaga się, by traktować go jako istotę dorosłą i odpowiedzialną. Lewica uwielbia urzędowo zmieniać lub ograniczać decyzje jednostki - Prawica pozostawia wiele swobody i dla decyzji ma szacunek.. Jeśli ktoś chce skoczyć z okna, zażywać narkotyki, zawrzeć niekorzystną dla siebie umowę - to jego sprawa, a nie władzy państwowej! Lewica, oczywiście, okna zasłania siatkami (jak w więzieniu, nawiasem. mówiąc...) narkotyków użycza pod kontrolą (narodowi socjaliści wręcz karzą za ich zażywanie), a umowę (nawet testament!) można próbować unieważnić jako "sprzeczną z interesem społecznym".

Konsekwentnie Lewica ogranicza ludzi tysiącami przepisów utrudniających - jak krowie wejście w szkodę - zejście na złą drogę; Prawica puszcza ich na szeroką i głęboką wodę. I, równie konsekwentnie: Lewica nie karze ludzi zbyt surowo (czy można ukarać śmiercią krowę, nawet jeśli urwawszy się z postronka rozdeptała dziecko???) natomiast Prawica powiada: masz wolną wolę, jesteś odpowiedzialny więc za złe uczynki będziemy cię karali.

Jeśli ktoś planuje mord, to wkalkulowuje również to, że za to grozi kara śmierci...

... tu odwołam się do porównania. Przez las biegnie linia kolejowa. Kowalski wie, że w południe przejeżdża nią pociąg. Kładzie mimo to głowę na torach. Ok. 12 00 machina parowa przejeżdża po szynach i tę głowę mu ucina...

Czy powiemy, że zawinił maszynista? albo budowniczy kolei? Nic: powiemy, że Kowalski chciał, by mu głowę cięto - i tyle. Nikt, poza Kowalskim, nie jest za to odpowiedzialny - nieprawda-ż?

Dokładnie to samo jest z karą śmierci: Kowalski wie, że za morderstwo grozi kara śmierci? Wie! Mimo to z zimną krwią morduje. Rusza machina sprawiedliwości - i mu głowę obcina. Koniec dyskusji: ani kat, ani sędzia, ani prokurator nie są temu winni... Prawica po prostu szanuje wolę mordercy: widać - tak samo, jak Kowalski - chciał, byśmy go powiesili; jego wola -jego wybór...

Można powiedzieć, że morderca mógł liczyć, że go nie schwytają. .. Można! Kowalski też mógł liczyć, że dziś akurat pociąg nie przejedzie - albo, że maszynista zdoła go wyhamować... Ale nic z tego nie wynika.

Co do lewicowych pomysłów typu: "To nie morderca jest winien, tylko społeczeństwo, które go tak ukształtowało" (pomysłów, które z wolnego człowieka robią właśnie krowę lub osła, za którego odpowiada właściciel) - to najlepszy odpór dał im przed stu laty pewien sędzia z Wirtembergii.

Otóż w owych czasach, gdy lewicowe teoryjki stawały się już modne, stanął przed nim morderca. Człowiek bez sumienia i zahamowań: kradł od młodości, następnie rabował, gwałcił, mordował - dla zaspokojenia drobnych nawet zachcianek. Jego adwokat wywodził jednak, że wychował się on był w środowisku, które tolerowało, a nawet popierało przemoc, gwałt, rabunek i zabójstwa; tak więc - konkludował postępowy mecenas - to nie podsądny, lecz społeczeństwo winne jest (przynajmniej w dużej części) za czyny oskarżonego!!

I oto w uzasadnieniu wyroku sędzia uznał całkowicie argumenty obrony!

Jest prawdą - powiedział ów sędzia - że to społeczeństwo, w którym wzrastał oskarżony, jest winne temu, że popełniał on niecne czyny. Jednakże on, sędzia, wychowywany był w społeczeństwie, które surowo potępia kradzieże, rabunki, gwałty i mordy; tak więc to nie sędzia, lecz społeczeństwo jest winne, że oto właśnie wydał on wyrok śmierci!!

To rozumowanie pokazuje, że argument Lewicy jest nie tyle fałszywy - ile w ogóle nie dotyczy sprawy. Oskarżonego skazujemy, by przykład odstraszył innych, by wyrównać moralną szalę win, by pozbyć się zagrożenia ze strony tego osobnika-a to, czy "społeczeństwo" ponosi też jakąś winę, jest bez najmniejszego znaczenia! Ta sprawa nie jest w ogóle przedmiotem procesu sądowego - bo to nie "społeczeństwo" zabiło, lecz skazany. Gdyby "społeczeństwo" rzuciło kamieniem i kogoś zabiło - to by znalazło się ono - a nie kamień! - przed obliczem sądu; gdybyśmy uniewinnili tego mordercę, to potraktowalibyśmy go właśnie jak martwy kamień - a nie jak istotę ludzką. Zwracam uwagę, że nie jest tu istotne, czy człowiek ma wolną wolę - czy nie; nasza etyka, reguły naszej cywilizacji nakazują traktować go jako istotę wolną wolą obdarzoną. I kropka. Czyniąc inaczej, ubliżamy (według naszych pojęć) jego człowieczeństwu. Jeśli ktoś uważa, że nie jest człowiekiem, tylko "cząstką kolektywu" - to niech jedzie do Chin. Choć ostatnio i tam etyka konfucjańska bierze znów górę nad rozumowaniem tzw. legistów (korekta: sic!).

Tu przeciwnicy kary śmierci usiłują zazwyczaj twierdzić, że istnienie kary śmierci nikogo nie odstrasza. O statystykach już pisałem. Teraz argumenty praktyczne.

Sam parokrotnie siedziałem w więzieniu razem z przestępcami zawodowymi. Wiem więc z autopsji, że ludzie ci na ogół (nie wszyscy, zgoda!) znakomicie kalkulują...

4. Tu mała dygresja o kalkulacjach.

Przeciwnicy - nie tylko kary śmierci, ale i surowości kar, twierdzą, że surowość kar nie odstrasza; odstrasza za to ich nieuchronność.

Zapewne w dużej mierze mają rację: nieuchronność jest też ważna...

...ale, u Licha, nie najważniejsza!

By to udowodnić załóżmy, że za np. pobicie obowiązuje grzywna w wysokości, powiedzmy, jednego dolara. I koniec. Czy ma ktoś wątpliwości, że liczba pobić by mocno wzrosła - nawet, gdyby były wykrywalne w 100%?!!? Ba! Można rzec, że wykrywalne by były - bo raptownik robiłby sobie zdjęcie z nogą na powalonym przeciwniku, sam by szedł na policję, płacił tego dolara - i pokwitowaniem (wraz ze zdjęciem) przechwalałby się przed znajomymi!!

Tym co odstrasza jest tzw. "Nadzieja matematyczna" na wyrok...

"Nadzieja matematyczna" - to po prostu uciążliwość wyroku mnożona przez prawdopodobieństwo jego zafasowania. Jeśli bandzior ocenia, że szansa wpadki przy włamaniu wynosi 20%, a grozi mu za to 5 lat - to "nadzieja matematyczna" wynosi rok więzienia.

Proszę zauważyć, że każdy zawodowiec doskonale wie - choćby z autopsji - iż szansa wpadki istnieje. I jakkolwiek nisko by ją w swym zadufaniu szacował, to dwa razy większy wyrok daje w efekcie dwa razy większy efekt odstraszający.

Oczywiście, że trzeba radykalnie zwiększyć wykrywalność przestępstw; sęk w tym, że zrobić to jest bardzo trudno. Natomiast surowość wyroków (niekoniecznie poprzez lata więzienia!!) można zwiększyć natychmiast. Oczywiście: do pewnych granic. Z tych samych powodów, dla jakich nie należy szafować karą śmierci za drobne przestępstwa, nie należy też szafować ciężkimi wyrokami za jeszcze drobniejsze!! We wszystkim trzeba znać miarę.

5. Kalkulacja zawodowca wygląda tak: Nowak ma jutro wyjść z więzienia. Podchodzi doń Zieliński - kumpel po fachu - i powiada: "Stary, zrób mi po wyjściu to-i-to". A tamten na to: "Słuchaj: to ci zrobię, bo za to jest tylko dwójka; a tego nie, bo w razie czego przy******lą mi piątala".

Czy ktoś ma wątpliwości, że przestępcy wkalkulowują karę w swoje postępowanie?

Innymi słowy: dziś można wynająć mordercę za 20 milionów - bo w Polsce "obowiązuje moratorium" na wykonywanie kar śmierci. Gdyby zamordowanie człowieka karane było "czapą" bez większego gadania - wynajęcie mordercy kosztowałoby zapewne ze 100 milionów. Albo jeszcze drożej.

Czułbym się więc wielokrotnie bardziej bezpieczny... I tyle.

Tak nawiasem: więźniowie odczuwają paniczny lęk przed karą śmierci: jeśli są wierzący - boją się kary po śmierci; jeśli są niewierzący - jest to dla nich kres wszystkiego. I - uwaga: więźniowie niemal bez wyjątku są za utrzymaniem kary śmierci!! Dlaczego?

O, to bardzo proste: nikt nie lubi siedzieć w jednej celi z mordercą...

Gdyby, według recept PT Humanistów, znieść karę śmierci i zastąpić ją, powiedzmy, dożywociem, to w celi z pospolitym złodziejem, wysoko ceniącym swoje wyjątkowe zdolności (a tak: dobry złodziej to artysta w swoim zawodzie - i ceni się wysoko!!) siedziałby typ, który może go w nocy, ot tak, dla rozrywki - pokrajać i zjeść na surowo i nic mu zrobić nie można!

Nie można - bo dożywocie jest karą najwyższą! Oczywiście, może on zamordować nie tylko współ-więźnia - ale strażnika, policjanta, sędziego i adwokata; bo co mu kto zrobi? Najwyższa możliwa kara, to dwa tygodnie karceru...

Żadne tłumaczenie, że "można mordercę zamknąć do klatki z pancernymi ścianami" - nic nie daje. Morderca musi jeść. Musi wydalać - a jeśli zatka się odpływ, to ktoś musi wejść do celi i naprawić rury! A jeśli zachoruje -to mamy go nie leczyć?? Polecam tu film "Milczenie owiec"... A zresztą: z każdej klatki jest wyjście. W niektórych krajach zdarzają się rewolucje, trzęsienia ziemi i tym podobne wydarzenia.

Pierwszymi zagrożonymi są współwięźniowie - i strażnicy.

Na zakończenie tej partii rozważań: jako internowany wraz z podejrzanym towarzystwem "solidarnościowców" przekonałem się ze zdumieniem, że głoszone przeze mnie pod celą poglądy, że człowiek powinien być karany zgodnie z kodeksem, podzielają: internowani policjanci, strażnicy więzienni i przestępcy kryminalni; natomiast "soliduraki" uważały, jak jeden głupek, że w stosunku do przestępców należy być tolerancyjnym!!

Sytuacja, w której złodziej twierdzi, że jak w kodeksie jest dwójka to on nie protestuje i chce odsiedzieć dwa lata - a przyszły kandydat. do władzy dowodzi, że temu złodziejowi dzieje się krzywda i społeczeństwo nie powinno go traktować tak okrutnie - byłaby humorystyczna... gdyby nic fakt, że ci niewydarzeni faceci istotnie dorwali się do władzy. Czego skutki widzimy na ulicach.

6. Przeciwnicy kary śmierci twierdzą, że być może wysokość kary odstrasza- ale kara śmierci jest karą wyjątkową - i nie działa , tak samo, jak inne.

Przeprowadzę teraz tzw. dowód nie wprost zwany fachowo, reductio ad absurdum:

Przypuśćmy przez chwilę, że przeciwnicy kary śmierci mają rację w obydwu punktach:

1 ) kara śmierci jest karą straszną i wyjątkową;

2) zamiana kary śmierci na inną nie powoduje zwiększenia liczby morderstw w społeczeństwie.

W takim razie od dnia - powiedzmy - 1 kwietnia znosimy karę śmierci zastępując ją np. 25 latami wiezienia.

Zgodnie z założeniem (2) liczba morderstw nie wzrosła. No to za trzy miesiące proponujemy zmniejszenie 25 lat więzienia - do 15. Skoro zamiana straszliwej i wyjątkowej kary śmierci na 25 nie spowodowała zwiększenia liczby mordów - to po cholerę stosować tak ostre środki?

A po dalszych trzech miesiącach zredukujemy te 15 lat do np. 7. Potem do dwóch. A potem do jednego dnia. Od czego liczba morderstw nie ma prawa wzrosnąć...

Ostatnie zdanie jest z pewnością fałszywe. To zaś oznacza, że co najmniej jedno z założeń jest fałszywe.

Fałszywe jest, oczywiście założenie (2). Nawet, gdybyśmy nie mieli statystyk, pokazujących, że kara śmierci odstrasza - to i tak udowodniliśmy niniejszym, że odstraszać musi...

Jednak celem kary śmierci nie jest wyłącznie odstręczanie. Gdyby tak było - nie mielibyśmy prawa jej stosować. Co więcej: byłoby wówczas wszystko jedno, czy po morderstwie powiesimy mordercę -czy kogokolwiek innego...

7. Kara śmierci ma przede wszystkim wymiar moralny. Morderca płaci cenę za swój - za swój!! - czyn. Mordercy w zasadzie, skłonni są to przyznać - jeśli w ogóle przyznają się do morderstwa. Najlepszym przykładem, jest Eligiusz Niewiadomski - morderca Gabryela Narutowicza - który przed sądem wręcz domagał się by go na śmierć skazano. Kryminaliści zazwyczaj przyznają to dopiero przed egzekucją - gdy już wiedzą, że nie mają szans na łaskę; przedtem walczą jeszcze o swoje nędzne życie.

Przeciwnicy kary śmierci zapominają o tym, że każdemu trzeba wymierzyć - sprawiedliwość.

Wyobraźmy sobie, że siedzę sobie na tarasie swojego domu. W sąsiednim domu w ogródku dziewczynka bawi się lalką. Nagle zza krzaków wyskakuje bandyta z tasakiem i unosi go w górę, by rozpłatać dziecku głowę.

Powiedzmy, że żyjemy w wolnym kraju - i przypadkiem mam przy sobie pistolet. Chwytam, go, strzelam - i bandzior pada martwy. Rodzice dziecka mi dziękują - a ja nie mam żadnych wyrzutów sumienia - nieprawda-ż? A teraz wyobraźmy sobie, że w moim kraju nie wolno posiadać broni (lub też po prostu nie miałem jej pod ręką); bandyta rozpłatał dziewczynce głowę - i schwytała go policja.

Czyż nie jest niesprawiedliwym, że bandyta, który tylko chciał zabić dziecko - karę śmierci poniósł - natomiast ten, który zamordował, odsiedzi tylko kilka lub kilkanaście lat w więzieniu (nawiasem pisząc: w Europie "dożywocie" oznacza średnio 7 lat więzienia).

Czyż nie byłoby niesprawiedliwe, że śmierć na miejscu ponoszą włamywacz, który nie zatrzymał się na powtórny okrzyk strażnika lub człowiek, który ucieka przed policją często z błahego powodu - natomiast morderca zabijający z zimną krwią - nie?

Kara śmierci za najwyższe przewinienia - to po prostu przywrócenie naturalnego ładu w społeczeństwie - ładu zaburzonego przez mordercę przecież. Poczucie to jest tak silne, że w niektórych okresach zabijano nawet zwierzęta, jeśli przyczyniły się do śmierci człowieka! Tak - nawet zwierzęta, choć nie obdarzamy ich posiadaniem wolnej woli...

8. Utrzymanie kary śmierci oznacza jednak nie tylko wyrównanie rachunków z mordercą - ale i ochronę nas wszystkich.

Nie chodzi tylko o to, co jest oczywiste, że wykonanie kary śmierci oznacza, że przynajmniej ze strony tego bandyty nic nam nie grozi. Pamiętajmy, że w Indiach tygrysy zazwyczaj nie napadają na ludzi; gdy jednak trafi się tygrys-ludojad, natychmiast wyruszają nań łowy - bo skoro raz przełamał tabu, to może być groźny dla wszystkich. Z podobnych właśnie powodów w Europie zabijano i zwierzęta domowe, które (choćby przypadkiem) zabiły człowieka. To samo z mordercą: tabu zakazujące zabijania bliźnich jest bardzo silne - i dlatego ten, co raz je przełamał, staje się wielekroć groźniejszy od innych.

Nie chodzi też tylko o to, że potencjalni mordercy zawahają się i oszczędzą potencjalne ofiary. To jest też, oczywiście, bardzo ważne. Ale nie tylko o to...

Chroni nas to też przed fanatykami politycznymi (nie przed religijnymi!!); taki facet wierzy w nieuchronność Rewolucji Powszechnej - więc bez zmrużenia oka podkłada bombę pod dworzec wypełniony ludźmi; żadne ofiary nie są zbyt wielkie dla Rewolucji... a dożvwocie? He-he-he: przecież za trzy lata płomień Rewolucji ogarnie kraj - a on nie tylko zostanie zwolniony z celi, ale jeszcze i ministrem zostanie. Najprawdopodobniej: ministrem policji...

Czy do takiego przemówi inny - poza stryczkiem - argument?

Są i inne, mniej znane argumenty. Wnikliwy polityk, Stanisław Michalkiewicz; podkreśla na przykład, że jeśli Polska zniesie karę śmierci, a np. Białoruś i Ukraina nie - to wtedy gangsterzy z tamtych krajów będą ściągać odruchowo (lub świadomie) do Polski, jako do miejsca, w którym znacznie bezpieczniej prowadzi się najbardziej ryzykowne formy gangsteryzmu...

Ktoś mógłby powiedzieć, że dla gangstera perspektywa dożywocia (albo i 201at) odsiadki jest też odstraszająca. Otóż, jak już wiemy - nie! Ale gdyby nawet była, to dochodzi jeszcze jeden ważny czynnik:

Gdy w państwie nie obowiązuje kara śmierci, to zdecydowany szef gangu staje się znacznie silniejszy od szefa państwa - BO ON MOŻE DOWOLNEGO CZŁOWIEKA UKARAĆ ŚMIERCIĄ - A TAMTEN NIE!!

Dlatego kraje, w których zniesie się karę śmierci, w sposób nieunikniony stają się prędzej lub później łupem rozmaitych mafii.

Szef gangu może spokojnie oświadczyć ministrowi: "Zrób Pan to-i-to - bo jak nie, to zabiję Pana; albo Pana córkę" Jak wiemy z filmu "Ojciec chrzestny" dobrze jest jeszcze przed tym obciąć łeb ulubionemu koniowi ministra - i położyć mu ją na łóżku. Skutek - wyśmienity!

Powiedzmy jednak, że ten, co obcinał koniowi łeb, zostanie schwytany - i skazany nawet na dożywocie. Co szkodzi szefowi gangu posłać następnego do naczelnika więzienia - z propozycją nie do odrzucenia: "Wypuść Pan mojego człowieka, bo jak nie..."

A w razie potrzeby trzeciego lub czwartego. W razie oporu - można naczelnika usunąć - np. podkładając małą bombkę. Któryś kolejny naczelnik się załamie...

W ten sposób bezkarne gangi opanują kraj - a ściślej biorąc: opanuje go najsilniejszy. I można się tylko modlić, by uczynił to jak najszybciej (ponownie wprowadzając karę śmierci, oczywiście!!) - zanim w ten cały rozgardiasz wkroczą obcy, by zaprowadzić swój porządek. Niestety: na ogół nie bywają to Rzymianie, tylko Hunowie...

Nie są to tylko rozważania teoretyczne. Wydarzenia takie są w Polsce na porządku dziennym - gangi stały się ważnym czynnikiem politycznym.. Przerastają zresztą aparat państwowy do tego stopnia, że swoich ludzi nie wypuszczają z więzień siłą ani gwałtem: raczej przekupują sędziów, prokuratorów i polityków. Europa!!

9. W Europie też jest to samo - acz jeszcze kilkanaście. lat temu panowały tam metody barbarzyńskie.

Najlepszym przykładem jest sprawa Baader-Meinhoff. Ulryka Meinhoff i Andrzej Baader byli przywódcami potężnej (kilkadziesiąt - ale znakomicie zorganizowanych i ideowych osób) Frakcji Czerwonej Armii. RAF mordowała i porywała ludzi, podkładała bomby - i po osiągnięciu niepokoju społecznego miała zamiar przejąć rządy w całej Republice Federalnej Niemiec. Pieniądze i broń brała od StaSi - i nigdy się nie dowiemy, czy nie wiedzieli o tym, że jeśli by udało im się rozwalić państwo federalne - to i tak przyjdą komuniści i ich rozwalą w pierwszej kolejności...

Otóż policji udało się tę bandę złapać - prawie całkowicie. Tak czy owak ich proces odbył się w niesłychanie silnie strzeżonym budynku i dostali najwyższy wymiar kary - tj. dożywocie...

Co zrobili pozostali na wolności członkowie RAF?

Porwali samolot - i zagrozili zastrzeleniem wszystkich pasażerów, jeśli władze RAF nie wypuszczą ich koleżanek i kolegów...

Mało kto pamięta, jak zareagowały władze RFN.

Otóż na drugi dzień, dziwnym przypadkiem, wszyscy uwięzieni członkowie gangu Baader-Meinhoff - jeszcze poprzedniego dnia weseli, grający w ping-ponga, pełni nadziei na uwolnienie - "popełnili samobójstwo". Nawet pistolety skądś zdobyli...

Praktycznie nikt w Niemczech nic miał i nie ma wątpliwości, że tych ludzi z zimną krwią zamordowano. I było to zasadne: gdyby tego nie zrobiono, RAF porywałaby dalsze samoloty (lub wpadłaby na lepsze pomysły - porwanie samolotu to był pomysł już ograny...) i byłyby setki i tysiące ofiar.

I dlatego nikt ani wtedy, ani dziś nie żąda w Niemczech wykrycia sprawców tego mordu; nie pyta: kto wydał ten dramatyczny rozkaz?...

Popełnili samobójstwo - i koniec.

Tak postąpiły, rządzone przez Lewicę, Niemcy. Ja, jako prawicowiec, kazałbym trzymać się prawa: niechby porwano jeszcze ze dwa samoloty, zgwałcono córkę naczelnika więzienia i wysadzono w powietrze dworzec - to by Niemcy wprowadziły karę śmierci.

To znaczy: kara śmierci w Niemczech istnieje - bo przecież ją wykonano... ... tyle, że potajemnie - i bez wyroku sądowego.

Czy nie lepiej, by po prostu figurowała w Kodeksie??!?

10. W Polsce kara śmierci jest jeszcze w Kodeksie Karnym - acz Lewica usiłuje ją znieść. Boi się wprost - no, bo wybory - ale próbuje okrężnie. Np. gdy dzięki czujności posłów UPR nie przyjęto całego Protokołu Rady Europy, wyłączając z niego Paragraf 6 (właśnie o karze śmierci...) - próbuje się ją przemycić poprzez "pakiet ustaw europejskich" zawierający' "zakaz stosowania kar okrutnych i kaleczących". A czy-ż kara śmierci nie okalecza - w dodatku trwale? Póki co - walka trwa i musimy ją wygrać. Dla bezpieczeństwa nas - i naszych dzieci. Jak bowiem Mamy być bezpieczni od rabusiów, złodziei i gwałcicieli - gdy ci widzą, że nawet mordercy są praktycznie bezkarni??? No, to oni muszą być proporcjonalnie karani jeszcze mniej. I są!! I to jest konsekwentne i logiczne!! W tej walce Lewica (przypomnijmy, że amnestię w 1990 roku przyjęto na wniosek posła Jana-Marii Rokity z Unii Demokratycznej; na tym człowieku ciąży krew ludzi pomordowanych przez hordy zbirów powypuszczanych przedwcześnie z więzień - obecnie pałeczkę przejęły UP i część SLD) użyła jeszcze jednej broni. Nie zakazanej - bo... nie istniejącej.

Nazywa się ona: "Moratorium na wykonywanie wyroków, śmierci". By zrozumieć, o co chodzi, zacytuję swój "List Otwarty do Ministra Sprawiedliwości:

JE Jerzy Jaskiernia
Ministerstwo Sprawiedliwości RP
Wasza Ekscelencjo!

Zgodzi się W. Ekscelencja zapewne, że na to, by tryumfowała sprawiedliwość, a Prawo było przestrzegane - przede wszystkim Prawa przestrzegać muszą urzędnicy państwowi.

Fundamentem ustroju sprawiedliwości jest wykonywanie wyroków wydawanych przez sądy. O ile wiem każdy obywatel RP nie tylko urzędnik jest zobowiązany do udzielenia pomocy przy egzekucji prawomocnych wyroków.
Pragnąłbym więc- i proszę to traktować jako list otwarty - otrzymać od Ministerstwa Sprawiedliwości następujące informacje:

1) Ile osób otrzymało od - powiedzmy - 6 lat prawomocne wyroki śmierci ? Proszę o nazwiska, numery akt - i krótką charakterystykę sprawy.

2) W stosunku do ilu z tych przestępców (nazwiska) Prezydent Rzeczpospolitej skorzystał z prawa łaski.

3) Co się dzieje z pozostałymi? Czy, jeśli przebywają w więzieniu, to korzystają z przepustek?

4) Kto już poniósł - a jeśli nie poniósł, to ponieść powinien -konsekwencje karne za odmowę wykonania prawomocnego wyroku sądowego? Przypominam, że Art. 152 KK mówi: "Kto utrudnia lub udaremnia postępowanie karne, pomagając sprawcy przestępstwa uniknąć odpowiedzialności karnej (--) podlega karze pozbawienia wolności do lat 5".

5) Ponieważ wszędzie mówi się o rzekomym "moratorium" na wykonywanie wyroków śmierci - chciałbym dostać od W. Ekscelencji oficjalne stwierdzenie, czy taki "akt" istnieje- i jaki jest jego prawny status? Czy nic jest przypadkiem nielegalna zmowa niektórych osób dla podkopania podstaw wymiaru sprawiedliwości i - w konsekwencji - podstaw, Rzeczpospolitej?

Przepraszam za formę, ale ponieważ Ministerstwo Sprawiedliwości publicznie domaga się większych uprawnień i środków do zwalczania przestępczości chciałbym wiedzieć, czy uczyniono wszystko, by przynajmniej w stosunku do złapanych przestępców wykonywane były prawomocne wyroki. Pozwalam sobie zauważyć, że jeśli państwo nie może karać "śmiercią przestępców" - a przestępcy mogą karać śmiercią i nas, swoich niesubordynowanych towarzyszy - to ZAWSZE MAFIE OKAŻĄ SIĘ SILNIEJSZE OD PAŃSTWA.

Przy okazji chciałbym wnieść zażalenie na postanowienie (z art. 10-11 br.) Prokuratury Rejonowej w Gdańsku, która w spr. 5 Ds. 3/95 odmówiła wszczęcia postępowania wyjaśniającego, kto doprowadził do zwolnienia na przepustkę odsiadujących w więzieniu w Przeróbce mordercy i rabusia - który, korzystając z przepustki, wymordowali w Olsztynie rodzinę lekarza. Osłanianie przez podległą W. Ekscelencji prokuraturę ludzi, stwarzających zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego (bo czymże innym jest wypuszczenie na wolność morderców???) - to zaiste żałosny przyczynek do bezsilności Prawa w Polsce.