Ujawnienie prawdy !
Kara śmierci -- wymierzona na ulicy. :)
Powinieneś wiedzieć o tym,
że ujawnianie prawdy jest ***najcięższym***
przestępstwem w Rzeczypospolitej Polskiej!

Wyrok zapada zaocznie, postępowanie jest
ultra ściśle tajne, a odwołanie (na Ziemi)
nie przysługuje!!  Wyrok uprawomacnia się
przed zapadnięciem. :) Dowiadujesz się o nim
w czasie egzekucji. :)

Dlatego mądrzy ludzie -- kłamią. :) :) :) :)
Za to w naszym Kraju nic nie grozi. :)
Tak twierdzi na przykład Radca Prawny PZU,
z Białegostoku. :) Nagranie wypowiedzi
oczywiście na żądanie -- zaprezenczę. :)

O tym, że pisze prawdę -- być może dowiedziałbyś
się, gdybyś czytał nekrologi, bo właśnie przeciwko
mnie toczy się aktualnie sprawa tego rodzaju. :)
Egzekucji oczekuję spokojnie:
Po co żyć wśród takich ludzi?

Lc. :)

Co mi grozi za ujawnienie na forum
publicznym prawdziwych inforamcji
o nagiminnym łamaniu prawa w pewnej
placówce Zoz-u publicznego z nazwiskiem
lekarza który jest za to odpowiedzialny
i z nazwiskiem dyrektorki, która to
wszystko toleruje !

ALFA




     

  Przywracanie do służby żołnierzy zawodowych
Witam wszystkich walczących
Mam pytanie do Pana Łukasza uchylenie decyzji administracyjnej przez sąd skutkuje na przyszłość od daty uprawomocnienia wyroku "tak orzekł sąd administracyjny".Jak zatem wywalczyć zaległe należności finansowe. W moim przypadku to okres 20-tu miesięcy pozostawania poza służbą tyle trwało postępowanie przd WSA a następnie NSA. Proszę o poradę.



Witam,
Zgodnie z art. 287 ustawy z dnia 30 sierpnia 2002 r. Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (Dz.U.02.153.1270) w przypadku gdy sąd w orzeczeniu uchyli zaskarżoną decyzję (pkt 1), bądź stwierdzi nieważność aktu albo ustali przeszkodę prawną uniemożliwiającą stwierdzenie nieważności aktu (pkt 2), stronie która poniosła szkodę, służy odszkodowanie od organu, który wydał decyzję.

Jeśli chce Pan otrzymać bardziej szczeółowe wyjaśnienia dotyczące cywilnego powództwa o odszkodowanie za szkodę wynikłą z wydania niezgodnej z prawem ostatecznej decyzji administracyjnej (o wypowiedzeniu stosunku służbowego) proszę o kontakt za pośrednictwem poczty email (lukasz.bierylo@e-prawnicy.pl). Dodam, że prowadzimy takie sprawy w imieniu żołnierzy, którzy są w takiej jak Pan sytuacji.

Pozdrawiam,
Łukasz Bieryło
Kancelaria Radcy Prawnego
Zbigniewa T. Popławskiego "CAUSA"
ul. Sienkiewicza 79 A, 15-756 Białystok
Telefon: (0-85) 654 59 45
(0-85) 654 59 46
Faks: (0-85) 664 21 22
lukasz.bierylo@e-prawnicy.pl
www.e-prawnicy.pl

  Nie będzie referendum w sprawie odłączenia Łomży od wojewódz

Po burzliwej dyskusji, radni postanowili nie podejmować uchwały w tej sprawie. Uczynili to jednak dopiero po wystąpieniu radcy prawnego Mieczysława Jagielaka, który stwierdził , że przygotowany w tej sprawie projekt uchwały nie ma podstaw prawnych i jest niezgodny z ustawą o samorządzie lokalnym. Podczas sesji radni zdecydowali, że mieszkańcy Łomży wypowiedzą się w sprawie chcą mieć hipermarket przy skrzyżowaniu ulic Zawadzkiej i Sikorskiego. Radni przez kilka godzin debatowali nad tym pomysłem. Referendum odbędzie się 12 listopada, czyli w dniu wyborów samorządowych, ale będą oddzielne lokale wyborcze i inne komisje, powołane przez prezydenta Łomży. Aby referendum mogło dojść do skutku, dzisiejszą uchwałę łomżyńskich radnych musi zaakceptować - jako organ nadzorczy - wojewoda podlaski. Zdaniem radcy prawnego Urzędu Miejskiego, mimo doszlifowania dokumentu na dzisiejszej sesji, mimo poprawek - służby prawne wojewody nie będą miały większego problemu, by ją podważyć. Prezydent Jerzy Brzeziński oszacował, że koszt organizacji referendum lokalnego wyniesie około 40 tys. zł.

Źródło: www.radio.bialystok.pl

  jebać białystok...
Władze Białegostoku chcą wyjaśnić, czy logo miasta to plagiat

Władze Białegostoku będą domagać się wyjaśnień od firmy odpowiadającej za promocję miasta. Białostoccy internauci odkryli, że nowe logo miasta jest bardzo podobne do znaku nowojorskiej organizacji homoseksualistów.

Informacja o podobieństwie znaków dotarła do mediów za pośrednictwem jednego z miejskich portali społecznościowych (www.wbialymstoku.pl). Jeden z forumowiczów zestawił w swoim poście nowe logo stolicy Podlasia oraz organizacji skupiającej m.in. homoseksualistów i bisekusalistów z Nowego Jorku (The Lesbian, Gay, Bisexual and Transgender Community Center). Oba logotypy przedstawiają słoneczka w żółto-czerwonych kolorach.

Autorem nowego logo Białegostoku oraz kampanii promocyjnej "Wschodzący Białystok", skierowanej do mieszkańców miasta, jest krakowska firma Eskadra. Firma ta wygrała też przed miesiącem przetarg na opracowanie i przeprowadzenie za ponad 2,7 mln zł zewnętrznej kampanii promocyjnej miasta.

Chcą wyjaśnień

Poproszona o komentarz w tej sprawie rzeczniczka białostockiego magistratu Urszula Sienkiewicz-Nogal powiedziała, że władze próbują się skontaktować z Eskadrą i będą domagać się od niej wyjaśnień. Według rzeczniczki, władze miasta chcą zorganizować na początku przyszłego tygodnia konferencję prasową na ten temat z udziałem pracowników Eskadry albo wystosować oficjalne oświadczenie w tej sprawie.

Sienkiewicz-Nogal zaznaczyła, że sprawę już badają radcy prawni urzędu. Magistrat najprawdopodobniej skonsultuje się także ze specjalistami od prawa autorskiego - zaznaczyła.


     

  Jak wyżej
Może źle sie wyraziłem; radce prawnego...
Najpierw sie trzeba przekonać kto jest zaintersowany, czy są jakieś pomysły itp. itp. ...
Liczba osób na założenie to nie problem, bo można nawet wśród znajomych, kolegów z klasy, grupy czy nawet rodziny wymusić podpisy , chodzi nam o ludzi zaangażowanych....
Siedziba - Białystok [/b]

  Wniosek o upadłość ZNTK Łapy odrzucony
Wniosek o upadłość ZNTK Łapy odrzucony

Z powodu braków formalnych Sąd Rejonowy - gospodarczy - w Białymstoku zwrócił zarządowi Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego SA w Łapach wniosek o ogłoszenie upadłości spółki - poinformowano we wtorek PAP w sądzie.

Prezes ZNTK Jacek Łupiński powiedział we wtorek PAP, że radca prawny firmy uzyskał w sądzie potwierdzenie, że wniosek został zwrócony, ale sąd nie chciał udzielić spółce telefonicznie informacji jakie uchybienia są we wniosku. Sąd ma we wtorek lub środę wysłać ZNTK szczegółową informację, która jest dopiero opracowywana.

Wniosek o ogłoszenie upadłości prezes Łupiński złożył w piątek. Tłumaczył, że nie można było już dłużej z tym czekać, bo fiaskiem zakończyły się dotychczasowe rozmowy na temat poszukiwania inwestora strategicznego, załoga już trzeci miesiąc nie dostaje wynagrodzeń. Firma nie ma bieżących zleceń, ma 30 mln zł długu, 3,7 mln zł to należności wobec załogi. ZNTK to spółka giełdowa.

Źródło: PAP

  Kandydaci Libertas
okręgr 3 Olsztyn

1 BENDER Ryszard Janusz nauczyciel akademicki, Lublin, nie należy do partii politycznej
2 PSZENNY Sławomir pracownik administracji, Działdowo, nie należy do partii politycznej
3 JABŁOŃSKA Elżbieta prawnik, Perki Wypychy, nie należy do partii politycznej
4 PRZYMĘCKI Jakub Piotr radca prawny, Olsztyn, nie należy do partii politycznej
5 FEDOROWICZ Tomasz prawnik, Białystok, nie należy do partii politycznej
6 CHYBOWSKI Marek Tadeusz lekarz weterynarii, Tomaszkowo, nie należy do partii politycznej
7 DANIŁOWSKI Michał Jerzy student, Zambrów, nie należy do partii politycznej
8 TARNACKA Irena przedsiębiorca, Elbląg, nie należy do partii politycznej
9 NOWACKI Bogdan Mieczysław nauczyciel, Ełk, nie należy do partii politycznej
10 SRZEDNICKI Dariusz Marek publicysta, Białystok, nie należy do partii politycznej

  Nowy zawód prawniczy - Doradca prawny
Witam

Nazywam się Radek i wraz z grupą znajomych (jesteśmy aplikantami sądowymi) pracujemy nad projektem ustawy o doradztwie prawnym, który stworzy przesłanki do wykonywania zawodu przez absolwentów prawa bez konieczności odbywania jakichkolwiek aplikacji.

Na temat zakresu wykonywania tego zawodu podejmujemy dyskusje z różnymi środkowiskami bo zdajemy sobie sprawę, że dublowanie uprawnień i mnożenie zwodów prawniczych jest złem koniecznym. Każdy by wolał żeby był jeden ogólnodostępny zawód adwokata ale niestety nie widzimy innej drogi bo korporacje same od środka się nie zmienią. Przy założeniu, że minium uprawnień doradcy prawnego to usługi stricte doradcze jak sporządzanie opinii prawnych i projektów umów zaś maximum to uprawnienia radców i adwokatów razem wziętych to i tak miejsca na kompromis jest dosyć dużo.

Na nasz apel odpowiedzieli zainteresowani z Katowic, Wrocławia, Warszawy, Krakowa. Lublina, Szczecina, Torunia, Białegostoku i wielu innych mniejszych miast.

Na chwilę obecną usługi doradztwa w prowadzeniu działalności gospodarczej i w zarządzania (PKD) może świdczyć każdy bez względu na wiedzę i wykształcenie. Dlaczego zatem doradztwem prawnym niejako ex lege nie mieliby się zajmować ludzie, którzy skończyli wyższe studia prawnicze i ubezpieczyli swoja działalność?

Obecne prace nad nowelizacją (projekt PiS i NRA) zakładają wysokie kary pieniężne dla osób, które zajmuja się udzielaniem porad prawnych a nie są adwokatami lub radcami prawnymi.

Chciałbym poznać Państwa opinię na ten temat i ewentualną możliwość wsparcia naszych starań.

Pozdrawiam

exlege@op.pl

  Czesław Warsewicz - prezes PKP IC
Nie zauważyłem, żeby portale informacyjne podchwyciły temat. Natomiast zawsze za Pulsem Biznesu wieści z Intercity i Wars przekazuje blok ekonomiczny TVN 24. Janik też miał swoją prasę i telewizję. W Rzeczpospolitej pisał dla niego red. Grzegrzółka, ale Janik oprócz tego robił konferencje prasowe. W 1998 walnął sobie w Rzepie całostronicowy wywiad z uśmiechniętym zdjęciem po środku, gdzie przedstawiał swoją wizję PKP przyszłości. Rok potem już go nie było. Potem był Variant Logistic, VL Spedycja, Kopalnia Piasku Kuźnica Warężyńska, rok aresztu na Smutnych w Łodzi. Dzisiaj toczy się proces o wyłudzenie 40 mln zł z Cargo a Janik działa w Samoobronie w Krakowie.

ABW spieprzyła sprawę janikowych weksli na 850 mln, z którymi łaził po Polsce niejaki Krzysztof Antoni Pazik vel Krzysztof Pazik vel Aaron Paz i zakładał spółki z kolejowymi związkowcami a niedawno kupował upadły szpital kolejowy w Krakowie. Może to te weksle posłużą Warsewiczowi do zabezpieczenia kredytów? Wcale bym się nie zdziwił, bo gentelmeni lubią naiwnych megalomanów.

Oprócz Krzysztofa Pazika i Małgorzaty Kucharskiej z wekslami był też inny hochsztapler. Tadeusz Skoczyński obywatel USA, wtedy w wieku naszych dzisiejszych menadżerów z IC i Wars. On obiecywał kredyty rządu Stanów Zjednoczonych na modernizację linni Warszawa - Białystok, zakup Pendolino i budowę na terenie stacji Białystok Fabryczny Międzynarodowego Centrum Handlu ze Wschodem. Wcześniej kandydował w Podlaskiem do sejmu. Posługiwał się paszportem USA i wizytówką bez adresu z numerem skrytki pocztowej w New Yorku. Sam jako firma Elba Onyx przygotował umowę z PKP, którą mieli podpisać Jachimek i Janik. Biuro Prawne DG PKP umowę spółki z ograniczoną odpowiedzialnością uzgodniło. PKP dostała w tej spółce aż 10% udziałów. Wszystko nakręcano przy poparciu radcy handlowego ambasady USA i osób z bliskiego otoczenia premiera Buzka.

Zastanawiam się, kto dzisiaj podszedł naszego świtowego menadżera od kapliczek? Bo okazja jest wyśmienita. EURO 2012 i kupa szmalu do zgarnięcia, no i możliwość zrealizowania janikowych weksli z 1999 r.

Panie Twaróg. Sądząc z rozmowy w dniu 28 kwietnia w pizzerii Patagonia w Krakowie, ma pan zadatki na dziennikarza śledczego. Zajmij się pan tym aspektem nadmuchiwanego balonu. Zdobędzie pan większą sławę i uznanie niż jako rzecznik Warsewicza i Terka. O Grzegrzółce z Rzeczpospolitej już wszyscy zapomnieli. No chyba, że chodzi tylko o pieniądze?

Ps. Sprawę zakupu 20 pociągów TGV, 80 wagonów restauracyjnych i iluś tam nowych lokomotyw polecam szczególnej uwadze ABW. Macie już doświadczenie z Janikiem, Pazikiem i Skoczyńskim.

  Projekt: Obywatelska Inicjatywa Uchwałodawcza
Wstępnie ten jeden punkcik mógłby brzmieć:

§ 36
1.Z wnioskiem o podjęcie uchwały przez Radę może wystąpić:
a) Prezydent
b) radny
c) komisje Rady
d) kluby radnych
e) grupa co najmniej xxx osób posiadających czynne prawo wyborcze do organów
miasta, na zasadach i w trybie określonych przez Radę

Punkcik (e) skopiowałem ze statutu Katowic. Dotychczasowe brzmienie § 36 ust. 1 :
Z wnioskiem o podjęcie uchwały przez Radę może wystąpić radny, Prezydent, komisje Rady, kluby radnych.

W Bydgoszczy(361tys. ludności na 2007r.):

1. Inicjatywę uchwałodawczą posiada:
...
każdy mieszkaniec Bydgoszczy poparty przez co najmniej 1000 innych mieszkańców Bydgoszczy
w sprawach, które zostały ustawowo zastrzeżone do wyłącznej kompetencji Rady Miasta lub
Prezydenta Miasta.

Kalisz (108tys. na 2007):
Inicjatywa uchwałodawcza przysługuje :
...
Grupie co najmniej 200 mieszkańców Miasta Kalisza posiadających prawa wyborcze, w trybie określonym odrębną uchwałą Rady.

Koszalin (106tys. na 2007):
1.Z inicjatywą podjęcia uchwały mogą wystąpić:
...
grupa co najmniej 1000 mieszkańców. Procedurę wykonywania inicjatywy
uchwałodawczej przez grupę mieszkańców określi Rada w odrębnej uchwale

Rzeszów (170tys. na 2008):
1.Inicjatywa uchwałodawcza przysługuje:
...
500 mieszkańcom Rzeszowa.
2.Z inspiracją podjęcia inicjatywy uchwałodawczej w określonej sprawie - w stosunku do podmiotów wymienionych w ust. 1 – mogą występować organizacje społeczne
i zawodowe, Rady Osiedli działające na terenie Miasta oraz mieszkańcy.

Toruń (206tys. na 2007):
5.Wniosek mieszkańców musi zawierać projekt uchwały zaopiniowany przez radcę prawnego lub adwokata w zakresie zgodności projektu z prawem, uzasadnienie oraz listę osób popierających pozwalającą stwierdzić, że jest to mieszkaniec Miasta Torunia oraz fakt poparcia. Każda strona listy musi zawierać w nagłówku jednoznaczne stwierdzenie czego wniosek dotyczy i wskazywać imię i nazwisko osoby występującej w imieniu wszystkich wnioskodawców. Lista musi zawierać czytelne dane wnioskodawców tj. imię i nazwisko, adres, nr PESEL oraz podpis.
5a. Projekt mieszkańców powinien zostać rozpatrzony przez Radę, nie później niż w terminie trzech miesięcy od dnia jego złożenia. Przed jego rozpatrzeniem Przewodniczący występuje do Prezydenta, właściwych komisji Rady i innych instytucji o opinię.

Białystok (294tys. na 2007):
1.Z inicjatywą podjęcia uchwały mogą wystąpić:
...
Projekt wnoszony przez Prezydenta lub przez grupę 2.000 mieszkańców, z zastrzeżeniem ust. 4, wymaga opinii właściwej komisji Rady.

  piwnice po wyroku SN
Piwnice są też nasze, a nie własnośc wspólna jak nektóre Zarządy chciały.

" Dobra wiadomość dla członków spółdzielni mieszkaniowych starających się o uwłaszczenie mieszkań razem z piwnicami. Sąd Najwyższy uznał właśnie, że wszelkie uchwały zarządów spółdzielni, które ograniczają własność lokatorów do takich pomieszczeń w blokach jak piwnice są nieważne.

Z zapytaniem do Sądu Najwyższego w tej sprawie zwrócił się Sąd Apelacyjny w Białymstoku. Chodzi o uchwałę Spółdzielni Mieszkaniowej Rodzina Kolejowa w Białymstoku, w której przy przekształcaniu mieszkań we własność nie wlicza się piwnic.

Przypomnijmy, że do końca roku o uzyskanie lokalu na własność mogą się starać lokatorzy posiadający spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu i spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu.

"Rodzina Kolejowa" w Białymstoku, jak też niektóre inne spółdzielnie w regionie i kraju, odmawiają lokatorom uwłaszczenia piwnic. "Dzisiejsza odpowiedź Sądu Najwyższego przesądza załatwienie wszystkich spraw, gdzie problem piwnic występuje" - mówi radca prawny Henryk Nowak. Jest on pełnomocnikiem kilku lokatorów starających się o uwłaszczenie także piwnic.

W dwóch sprawach dotyczących pięciu lokatorów ze spółdzielni mieszkaniowej w Hajnówce Sąd Okręgowy, a potem Sąd Apelacyjny w Białymstoku, w kwestii piwnic stanął po stronie zarządu spółdzielni. Teraz kasacja będzie rozpatrywana w Sądzie Najwyższym.

Sąd Apelacyjny w Białymstoku prowadzi jeszcze dwie sprawy odnośnie piwnic ze Spółdzielni "Rodzina Kolejowa", a Sąd Okręgowy jedną sprawę związaną z Białostocką Spółdzielnią Mieszkaniową. Ale w tych przypadkach sądy zawiesiły postępowanie do czasu rozstrzygnięcia tego zagadnienia przez Sąd Najwyższy.

Zdaniem radcy prawnego Henryka Nowaka "dzisiejsze postanowienie definitywnie przesądza kwestię piwnic na korzyść lokatorów". (kjs) "

  Noworoczne niespodzianki...
[quote="JAGOR"]Olsztynianie, trzymajcie się za kieszenie! Władze, niemal wszystkich spółdzielni mieszkaniowych w Olsztynie, podjęli uchwały o podwyżkach funduszy remontowych i eksploatacyjnych od nowego roku. Według nich, są to podwyżki groszowe. Jednak mnożąc te "grosze" przez metraże mieszkań, wychodzą niezłe kwoty. Niejaki pan Przedwojski, prezes Jarot, zapewne te podwyżki przeznaczy na pokrycie kosztów związanych z bezprawnym usunięciem poprzedniego przewodniczącego Rady Nadzorczej p. Owoca, który w dwóch instancjach w sądach, sprawy przegrał (oczywiście przegrał Prezes Przedwojski), a teraz czeka na kasację wyroku. Część pieniędzy Przedwojski przeznaczy na podwyżki dla swojej żony i córeczki, które są pracownicami Spółdzielni (obie z pensją ok. 4 tys zł).

Niestety podwyżki płac w SM Jaroty i tak będą, pomimo oddalonej przez SĄD NAJWYŻSZY w dniu 9.12.2004r kasacji SM Jaroty od wyroku Sądu Apelacyjnego w Białymstoku przywracającego prawa członkowskie p. Owocowi.
Upór Zarządu, korzystającego z usług radców prawnych zatrudnionych z opłat członkowskich, może świadczyć tylko o złej woli udowodnienia innym członkom swoich racji niezależnie od funkcjonującego prawa. Koszty postępowania sądowego są, na wstępie, trudną do pokonania barierą dla członków dochodzących swoich racji lecz mimo tego kilka ważnych spraw zostało wygranych. Satysfakcja byłaby większa gdyby Zarząd ponósł koszty przegranych w Sądach spraw i swojego nastroju nie poprawiał autoreklamą w piśmie "JAROTY" ( podobno w "piśmie mieszkańców śpółdzielni"- jak mówi nadtytuł ) i piosenką na stronie
http://www.smjaroty.olsztyn.pl
też na koszt Spółdzielców.

Pozdrawiam!

PS Gdyby szanowni członkowie SM JAROTY chcieli poznać kilka pikantnych przykładów " gospodarności " swojego Zarządu /np. dlaczego cena 1m sześc. śmieci z niecałych 10zł skoczyła na 24zł przy jednocyfrowej stopie inflacji / to wystarczy wnikliwie czytać sprawozdania ...Zarządu!
Miłej lektury

  Nurzec - co się tam dzieje?
Znalazłem coś takiego w sieci, zacytuję w całości:

"Mobbing w Nadlesnictwie Nurzec

Od dłuższego czasu w Nadleśnictwie Nurzec dochodzi do stosowana mobbingu przez Nadlesniczego w stosunku do podwładnej Pani Ilony Czujkowskiej.
O tej sprawie była już wielokrotnie informowana Dyrekcja Generalna Lasów Państwowych oraz Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Białymstoku.
W konsekwencji podjętych wtedy przez Dyrekcje działań pan Chursowicz zawarł z panią Czujkowską pisemne porozumienie, na mocy którego pani Czujkowska miała mieć zapewnione ze strony Nadleśniczego warunki do normalnego, godnego wykonywania obowiązków na powierzonym jej stanowisku.
Pomimo tego porozumienia wciąż napływały niepokojące sygnały od Zarządu Międzyzakładowego ZZ „Budowlani” w Nadleśnictwie Nurzec oraz od członka Związku – pani Czujkowskiej, świadczące o tym, iż Pan Chursowicz nie przestrzega zawartego porozumienia, w dalszym ciągu podejmując wobec pani Czujkowskiej działania spełniające znamiona mobbingu określone w art. 943 § 2 Kodeksu pracy.
W związku z powyższą sprawa Przewodniczący ZZ „Budowlani” Zbigniew Janowski wystosował pismo do Andrzeja Matysiaka Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych o zajęcie stanowiska w tej sprawie.
W piśmie czytamy: „(...) Pan Chursowicz systematycznie, w formie gróźb lub prób wykazania niekompetencji pani Czujkowskiej, nakłania panią Czujkowską do rezygnacji z zajmowanego stanowiska.
Jako przykład takiego działania ze strony Nadleśniczego może służyć rozmowa z panią Czujkowską z dnia 10 lipca b.r. w trakcie której nakłaniał panią Czujkowską do rezygnacji z zajmowanego stanowiska na rzecz stanowiska niższego
szczebla, motywując to niezgodnością z obowiązującym prawem wykonywania jednocześnie obowiązków Zastępcy Nadleśniczego i sprawowania funkcji członka Zarządu Międzyzakładowego ZZ „Budowlani” w Nadleśnictwie Nurzec.
Należy podkreślić, iż opinia prawna sporządzona przez radcę prawnego na zlecenie Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku, na którą powoływał się Pan Chursowicz w rozmowie z panią Czujkowską, stwierdza, iż przepisy prawa nie przewidują ograniczeń w sprawowaniu funkcji związkowych przez pracowników ze względu na zajmowane przez nich stanowiska.
Z tego względu należy uznać, iż rozmowa z dnia 10 lipca br. była jeszcze jednym przejawem niedopuszczalnego nacisku na panią Czujkowską ze strony pana Chursowicza.
Pani Czujkowska zrezygnowała jednak po odbyciu przedmiotowej rozmowy z pełnienia funkcji związkowej w ZZ „Budowlani”, chcąc uniknąć ewentualnych zarzutów ze strony Nadleśniczego dotyczących braku obiektywizmu w wykonywaniu niektórych obowiązków służbowych w związku z pełnieniem funkcji związkowej.
Szanując decyzję pani Czujkowskiej, uważam, że została podjęta pod naciskiem i wpływem manipulacji ze strony przełożonego, które nie powinien mieć miejsca.
Ponadto Nadleśniczy stosuje mobbing wobec pani Czujkowskiej także w inny sposób, m.in. poprzez eliminowanie pani Czujkowskiej z zespołu współpracowników polegające na izolowaniu jej od spraw dotyczących Nadleśnictwa, niedopuszczanie do udziału w kontaktach Nadleśnictwa ze środowiskiem lokalnym – samorządem i innymi instytucjami państwowymi, wydawanie podwładnym pani Czujkowskiej poleceń w sprawach z zakresu obowiązków pani Czujkowskiej, nie informując jej o tym. Działania te mają na celu ośmieszenie pani Czujkowskiej w opinii załogi, doprowadzenie do jej izolacji od reszty pracowników i wywołanie w opinii pozostałych pracowników wrażenia niekompetencji i braku orientacji pani Czujkowskiej w sprawach służbowych.
Opisane wyżej działania nie stanowią jedynie oceny wydarzeń dokonanej przez Związek, lecz są udokumentowane i należy traktować je jako fakty.
Dalsze działania mobbingowe doprowadzić mogą do znacznego uszczerbku na zdrowiu pani Czujkowskiej, która już w chwili obecnej odczuwa negatywnie na zdrowiu stres wywołany szykanami, którym poddawana jest nieustannie w pracy.
Zgodnie z Kodeksem pracy pracodawca zobowiązany jest do przeciwdziałania mobbingowi.
Sądzę, iż obecna sytuacja w Nadleśnictwie Nurzec to niemalże wzorcowy przykład mobbingu i nie może być dłużej tolerowana.
Dlatego też zwracam się do Pana Dyrektora z prośbą o podjęcie zdecydowanych działań zmierzających do jej definitywnego rozwiązania, gdyż – jak się okazało – zawarcie porozumienia pomiędzy panem Chursowiczem a panią Czujkowską nie zagwarantowało zaprzestania dalszych działań mobbingowych ze strony pana Chursowicza".
Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać, a zawarte w niej zapewnienia ze strony Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych, dają nadzieję, że podjęte działania i decyzje ostatecznie rozwiążą ten problem."

źródło: http://www.zzbudowlani.pl...id_artykulu=189

  Metropolia Śląska
POLSKA Dziennik Zachodni

Supermiasto: 2010

Do końca marca gotowe będą założenia ustawy aglomeracyjnej, na którą czekają miasta w centrum naszego województwa.
Przygotuje je zespół prawników i ekspertów z województwa śląskiego.
Jeszcze przed wakacjami projekt trafi do Sejmu.
Rząd chce, aby ustawa weszła w życie z początkiem 2010 roku.

Wbrew wcześniejszym zapowiedziom nowa ustawa dotyczyć będzie nie tylko aglomeracji śląskiej, ale całego kraju.
Siłą rzeczy będzie ona miała jednak charakter prośląski, bo jest przygotowywana w naszym regionie.

- Ustawa powinna mieć charakter uniwersalnym, choć w oczywisty sposób jej beneficjantami będą przede wszystkim obszar Śląska i Zagłębia oraz Trójmiasta - mówi odpowiedzialny z ramienia rządu za koordynację prac doradca wicepremiera Grzegorza Schetyny - Marek Wójcik.

Przedstawiciele zespołu roboczego, w którym prym wiodą trzej znani śląscy prawnicy (Zenon Klatka, Czesław Martysz i Ernest Knosala), chcą aby beneficjentami ustawy mogły zostać tylko obszary liczące ponad milion mieszkańców. W praktyce jej dobrodziejstwem mogą więc zostać objęte tylko Górny Śląsk, Trójmiasto, a przy dobrej woli gmin sąsiadujących także Wrocław, Poznań, Łódź i Kraków. Koncepcja rządu Prawa i Sprawiedliwości, aby metropoliami zostały na przykład Białystok, Kielce czy Rzeszów trafi więc do lamusa. Takie ujęcie osłabiłoby zresztą znaczenie powołanych do życia aglomeracji.

Eksperci tworzący ustawę zdają sobie sprawę, że poruszają się po bardzo niepewnym gruncie. Wiedzą bowiem, że jedna zła propozycja, może wywołać fale sprzeciwów i skompromitować całą ideę tworzenia wielkich organizmów miejskich. Muszą oni bowiem pogodzić z jednej strony interesy bardzo silnych i zdeterminowanych w dążeniu do jak największej samodzielności śląskich samorządów, a z drugiej nie narazić się rządowi.

Najważniejszym elementem ustawy będzie wyznaczenie kompetencji aglomeracji oraz wskazanie źródeł ich finansowania.
Na razie wiadomo, że obszary aglomeracyjne zajmowałaby się wspólnym planowaniem przestrzennym, organizacją transportu, zaopatrzeniem w energię i ochroną środowiska.

Pieniądze na realizację tych celów pochodziłby z trzech źródeł: składek członkowskich, udziału w dochodach z podatków i zysków z prowadzonych przedsięwzięć.
Pojawiły się sugestie, że aglomeracje mogłyby mieć udział w podatkach od dochodów osób fizycznych i prawnych.

Wczoraj, w kuluarach spotkania, członkowie zespołu przygotowujący projekt wyrażali poważne obawy, czy cała misternie przygotowywana konstrukcja prawna nie zawali z chwilą przejęcia jej w ręce polityków.

- Śląscy parlamentarzyści mają liczną, ale merytorycznie słabą reprezentację w Sejmie i Senacie - powiedział nam jeden z prawników. - Boję się więc, że w Warszawie nie będą umieli obronić tego, co wypracujemy w naszym regionie.

Projekt utworzenia aglomeracji ze śląskich i zagłębiowskich miast zaprezentowaliśmy po raz pierwszy na łamach naszej gazety. Od tej pory konsekwentnie pilotujemy projekt utworzenia supermiasta z 16 miast na prawach powiatu położonych w centrum naszego regionu, określanych jako konurbacja śląsko-dąbrowska.

Obecne prawo daje miastom możliwość powoływania związków komunalnych w celu realizacji określonych zadań - takich jak organizacja komunikacji, czy gospodarka wodno-ściekowa. Utworzenie aglomeracji pozwoliłoby nie tylko na wspólne realizowanie poszczególnych zadań samorządów, ale również o wspólne występowanie o dofinansowanie ze źródeł unijnych.

Witold Pustułka - POLSKA Dziennik Zachodni

  GZM - metropolizacja, unifikacja...? Jakie konsekwencje?
Supermiasto: 2010
"Dziennik Zachodni" 16 luty 2008

Do końca marca gotowe będą założenia ustawy aglomeracyjnej, na którą czekają miasta w centrum naszego województwa. Przygotuje je zespół prawników i ekspertów z województwa śląskiego. Jeszcze przed wakacjami projekt trafi do Sejmu. Rząd chce, aby ustawa weszła w życie z początkiem 2010 roku.

Wbrew wcześniejszym zapowiedziom nowa ustawa dotyczyć będzie nie tylko aglomeracji śląskiej, ale całego kraju. Siłą rzeczy będzie ona miała jednak charakter prośląski, bo jest przygotowywana w naszym regionie.

- Ustawa powinna mieć charakter uniwersalnym, choć w oczywisty sposób jej beneficjantami będą przede wszystkim obszar Śląska i Zagłębia oraz Trójmiasta - mówi odpowiedzialny z ramienia rządu za koordynację prac doradca wicepremiera Grzegorza Schetyny - Marek Wójcik.

Przedstawiciele zespołu roboczego, w którym prym wiodą trzej znani śląscy prawnicy (Zenon Klatka, Czesław Martysz i Ernest Knosala), chcą aby beneficjentami ustawy mogły zostać tylko obszary liczące ponad milion mieszkańców. W praktyce jej dobrodziejstwem mogą więc zostać objęte tylko Górny Śląsk, Trójmiasto, a przy dobrej woli gmin sąsiadujących także Wrocław, Poznań, Łódź i Kraków. Koncepcja rządu Prawa i Sprawiedliwości, aby metropoliami zostały na przykład Białystok, Kielce czy Rzeszów trafi więc do lamusa. Takie ujęcie osłabiłoby zresztą znaczenie powołanych do życia aglomeracji.

Eksperci tworzący ustawę zdają sobie sprawę, że poruszają się po bardzo niepewnym gruncie. Wiedzą bowiem, że jedna zła propozycja, może wywołać fale sprzeciwów i skompromitować całą ideę tworzenia wielkich organizmów miejskich. Muszą oni bowiem pogodzić z jednej strony interesy bardzo silnych i zdeterminowanych w dążeniu do jak największej samodzielności śląskich samorządów, a z drugiej nie narazić się rządowi.

Najważniejszym elementem ustawy będzie wyznaczenie kompetencji aglomeracji oraz wskazanie źródeł ich finansowania. Na razie wiadomo, że obszary aglomeracyjne zajmowałaby się wspólnym planowaniem przestrzennym, organizacją transportu, zaopatrzeniem w energię i ochroną środowiska.

Pieniądze na realizację tych celów pochodziłby z trzech źródeł: składek członkowskich, udziału w dochodach z podatków i zysków z prowadzonych przedsięwzięć. Pojawiły się sugestie, że aglomeracje mogłyby mieć udział w podatkach od dochodów osób fizycznych i prawnych.

Wczoraj, w kuluarach spotkania, członkowie zespołu przygotowujący projekt wyrażali poważne obawy, czy cała misternie przygotowywana konstrukcja prawna nie zawali z chwilą przejęcia jej w ręce polityków.

- Śląscy parlamentarzyści mają liczną, ale merytorycznie słabą reprezentację w Sejmie i Senacie - powiedział nam jeden z prawników. - Boję się więc, że w Warszawie nie będą umieli obronić tego, co wypracujemy w naszym regionie.

Projekt utworzenia aglomeracji ze śląskich i zagłębiowskich miast zaprezentowaliśmy po raz pierwszy na łamach naszej gazety. Od tej pory konsekwentnie pilotujemy projekt utworzenia supermiasta z 16 miast na prawach powiatu położonych w centrum naszego regionu, określanych jako konurbacja śląsko-dąbrowska.

Obecne prawo daje miastom możliwość powoływania związków komunalnych w celu realizacji określonych zadań - takich jak organizacja komunikacji, czy gospodarka wodno-ściekowa. Utworzenie aglomeracji pozwoliłoby nie tylko na wspólne realizowanie poszczególnych zadań samorządów, ale również o wspólne występowanie o dofinansowanie ze źródeł unijnych.

Witold Pustułka
POLSKA Dziennik Zachodni

przemek dnia Nie 0:29, 17 Lut 2008, w całości zmieniany 1 raz

  Trybunał Stanu wybrany przez Sejm
.

Trybunał Stanu wybrany przez Sejm

man, PAP 2007-11-14, ostatnia aktualizacja 2007-11-14 11:49:02.0

Sejm wybrał w środę dwóch zastępców i 16 członków Trybunału Stanu. Wcześniej posłowie odrzucili wniosek klubu PiS o rozłączne głosowanie nad składem Trybunału.

Wniosek ten miał związek z zastrzeżeniami,

jakie PiS miał wobec kandydata LiD,

prezydenta Krakowa - Jacka Majchrowskiego.

Ostatecznie Majchrowski został wybrany

do składu Trybunału Stanu.

Głosowano na całą listę kandydatów zgłoszonych przez kluby na zasadzie parytetu. Za takim składem Trybunału Stanu opowiedziało się 422 posłów, nikt nie był przeciw, a 8 wstrzymało się od głosu.Wcześniej posłowie odrzucili wniosek klubu PiS o rozłączne głosowanie składu Trybunału. Wniosek ten miał związek z zastrzeżeniami, jakie PiS miało wobec Majchrowskiego. PiS chciało, aby w osobnym głosowaniu zdecydować o kandydaturze Majchrowskiego, a w kolejnym - o pozostałych kandydaturach. Posłowie tej partii przypominali, że prokuratura chce Majchrowskiemu postawić zarzuty, a także, że w czasach PRL był on zarejestrowany przez wywiad. Ostatecznie jednak wszystkie kandydatury głosowano łącznie, a prezydent Krakowa został wybrany na członka Trybunału Stanu.Zastępcami przewodniczącego Trybunału Stanu zostali: prezes Naczelnej Rady Adwokackiej Stanisław Rymar (kandydat klubu PO) i adwokat z Wrocławia Andrzej Grabiński (obecny członek TS; kandydat PiS). Ponadto sędziami Trybunału zostali: adwokat z Wrocławia Lech Adamczyk; obecny zastępca przewodniczącego Trybunału Stanu Kazimierz Barczyk; adwokat i b. senator Anna Bogucka-Skowrońska; obecny wiceminister sprawiedliwości Andrzej Duda; prof. prawa z Warszawy Ewa Gruza; doktor habilitowany nauk prawnych z Białegostoku Dariusz Kijowski; radca prawny, były wiceminister sprawiedliwości Sylweriusz Królak; profesor prawa, prezydent Krakowa Jacek Majchrowski; adwokat ze Śląska Janusz Margasiński; komisarz wyborczy w Warszawie Józef Medyk; adwokat z Gdańska Roman Nowosielski; prawnik z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego Krystyna Pawłowicz; profesor prawa Andrzej Jan Szwarc; sędzia z Tarnowskich Gór, b. poseł Krzysztof Śmieja; obecny zastępca przewodniczącego Trybunału Stanu Jarema Trzebiński i łódzki adwokat Andrzej Wosiński.Trybunał składa się z przewodniczącego, jego dwóch zastępców i 16 członków wybieranych spoza grona posłów i senatorów. Zastępcy przewodniczącego Trybunału oraz co najmniej połowa członków Trybunału Stanu powinni mieć kwalifikacje wymagane do zajmowania stanowiska sędziego. Przewodniczącym Trybunału Stanu jest Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego. W skład Trybunału mogą wejść wybrani obywatele polscy korzystający z pełni praw publicznych, niekarani sądownie, niezatrudnieni w organach administracji rządowej.Zgodnie z ustawą, Trybunał Stanu wybierany jest na okres kadencji Sejmu - z tym, że dotychczasowy Trybunał zachowuje swoje kompetencje do czasu wyboru nowego składu. Za naruszenie Konstytucji lub ustawy w związku z zajmowanym stanowiskiem odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu ponoszą: prezydent, premier oraz ministrowie, prezes NBP, prezes NIK, członkowie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych.man, PAP

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA

.

  Górnośląski Związek Metropolitalny / Silesia
Sprawa Aglomeracji Śląskiej utknęła w miejscu
Przemysław Jedlecki
2007-07-22, ostatnia aktualizacja 2007-07-22 21:52

Ministerialne prace nad stworzeniem Aglomeracji Śląskiej idą ślamazarnie. Wojewoda przestał wierzyć w skuteczność MSWiA i zlecił przygotowanie ustawy dwójce śląskich prawników. Czy to ocali pomysł stworzenia metropolii?

Fot. Dawid Chalimoniuk / AG
Tomasz Pietrzykowski, wojewoda śląski

Pomysł, by połączyć kilkanaście miast regionu w jedną metropolię, pojawił się wiele lat temu. Marzycielskie wizje zmieniały się jednak w konkretny plany dopiero w zeszłym roku. To wtedy, tuż przed wyborami samorządowymi, ówczesny szef MSWiA Ludwik Dorn zapowiedział uchwalenie ustawy, która miałaby umożliwić powstanie wielkiego śląskiego miasta.

Orędownicy Aglomeracji Śląskiej - pochodzący zresztą z różnych partii politycznych - tłumaczyli, że dzięki temu region będzie mógł się wspólnie promować, zabiegać o inwestorów i wsparcie Unii Europejskiej na najważniejsze inwestycje.

W MSWiA powstał specjalny zespół, który miał zająć się ustawą o aglomeracjach (oprócz Śląska i Zagłębia mają powstać w kilkunastu innych miejscach w Polsce m.in. w Lublinie i Białymstoku). Ostatni raz eksperci spotkali się w ministerstwie w marcu. Teraz efektom ich pracy przyglądają się ministerialni urzędnicy, potem mają się rozpocząć konsultacje między poszczególnymi resortami. Wreszcie projekt będzie musiał zaakceptować rząd. Wszystko może potrwać parę miesięcy i - jak informują urzędnicy - tej procedury nie da się ominąć.

Jednak śląscy politycy, którzy kibicują powstaniu Aglomeracji Śląskiej, od dawna narzekali, że wszystko toczy się zbyt wolno. - Sprawa utknęła w miejscu. Przewidywaliśmy, że to się tak skończy. MSWiA boi się nowości - mówi Marek Wójcik, poseł PO.

W dodatku zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami wojewody Tomasza Pietrzykowskiego AŚ powinna zacząć działać już w 2009 roku. Czas jest tu szczególnie ważny, jeśli Śląsk chce rywalizować o inwestycje z innymi wielkimi polskimi miastami. Im szybciej powstanie Aglomeracja, tym szybciej uda się ją wypromować, ściągnąć do niej inwestycje i unijne pieniądze.

Pietrzykowski zlecił prof. Czesławowi Martyszowi, prezesowi Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Katowicach, oraz mecenasowi Zenonowi Klatce, prezesowi Krajowej Rady Radców Prawnych, przygotowanie projektu ustawy o ustroju aglomeracji śląskiej. - Nie chcemy jeszcze ujawniać szczegółów. Bazujemy jednak m.in. na przepisach aglomeracji niemieckich i statucie Górnośląskiego Związku Metropolitalnego - mówi profesor.

Zdradza, że część przepisów będzie dotyczyła tylko Śląska i Zagłębia, a część będzie można później wykorzystać przy tworzeniu prawa dla innych polskich metropolii.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, iż wojewoda pokaże gotowy projekt, gdy dojdzie do przekonania, że sprawa na dobre utknęła w MSWiA. Będzie jednak potrzebował wsparcia polityków, tak by przeforsować go w Sejmie.

Udało nam się dowiedzieć, że Pietrzykowski chce prosić o pomoc m.in. marszałka Sejmu Ludwika Dorna, ministra Jerzego Polaczka i posła Krzysztofa Mikułę. - Niestety, wojewoda wciąż nie rozpoczął rozmów z nami na ten temat. Ale z pewnością będziemy popierać plan tworzenia metropolii - deklaruje poseł Wójcik.

Pietrzykowski nie chciał komentować naszych informacji, a z Mikułą nie udało nam się skontaktować.

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice

  Biografie członków Unii Wolności
Adam Frankowski- urodzony 21 maja 1956 roku w Białymstoku, polityk. Jego ojciec był członkiem NSZZ "Solidarność", a matka redaktorką jednej z podziemnych gazet. Jego ojciec w okresie stanu wojennego był internowany. Adam rozpoczął naukę w Szkole Podstawowej nr.4 w Białymstoku, po zakończeniu liceum, wyjechał do Krakowa gdzie ukończył wydział Prawa i Administracji na Uniwersytecie Jagiellońskim. W czasie studiów działał w Studenckim Komitecie Solidarności. Po ukończeniu studiów, wstąpił do "Solidarności". W Solidarności zajmował się między innymi wydawaniem gazet podziemnych. Pracował w Biurze Informacji Prasowej Solidarności oraz w podziemnym tygodnikiem "Polityka Polska". Blisko współpracował z Tomaszem Wołkiem. W roku 1981 został internowany, w więzieniu spędził ponad 5 miesięcy. Po wyjściu z więzienia kontynuował. Po zakończeniu komunizmu, rozpoczął prace adwokacką. W roku 1990 za namową Tadeusza Mazowieckiego wstąpił do Unii Demokratycznej, oraz rozpoczął prace w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji za kierownictwa Ministra Kozłowskiego, w MSWiA był podsekretarzem stanu i szefem departamentu administracji publicznej. W roku 1991 po upadku rządu Mazowieckiego i rezygnacją Mazowieckiego z funkcji przewodniczącego Unii Demokratycznej został wybrany na następce Mazowieckiego na stanowisku przewodniczącego UD. Po zdobyciu 3 miejsca w wyborach do parlamentu, Unia Demokratyczna weszła w skład koalicji rządowej ZChN-UD-KLD-PSL-PChD. A sam Frankowski został Wicepremierem i Ministrem Spraw Wewnętrznych i Administracji. W Listopadzie 1991 roku, po połączeniu Unii Demokratycznej i Kongresu Liberalno Demokratycznego został przewodniczącym nowo powstałej Unii Wolności.



prof. Tomasz Heisman urodzony 20 grudnia 1958 roku w Łodzi. Polski prawnik, działacz opozycyjny. Syn Marii z rodu Kowalczyk i Avrama. Ojciec jest wybitnym prawnikiem obecnie prowadzi kancelarie w Tel-Avivie. Matka również prawniczka zmarła w sowieckim więzieniu gdzie była zamknięta za swoją działalność opozycyjną. Sam wyjechał z kraju razem z ojcem gdy miał 14 lat. Zamieszkał w Stanach gdzie ukończył szkołę a następnie rozpoczął studia na wydziale prawa uniwersytetu Stanforda. Studia ukończył w roku 1973 i uzyskał tytuł doktora nauk prawnych w 1975 obronił habilitacje a do końca lat 70 został profesorem. Początkowo otworzył kancelarię prawną w Nowym Jorku, jednak śmierć matki i początek ruchów rewolucyjnych w Polsce nakłonił go do powrotu. Wrócił tuż po zakończeniu stanu wojennego, dołączył do Łódzkiej Solidarności. Potem otrzymał pracę profesorską na UJ gdzie wykłada do dziś. Tam poznał Jana Rokitę. Wielokrotnie aresztowany przez SB za działalność konspiracyjną. W 1991 r. za namową Rokity wstąpił do Unii Demokratycznej. Prywatnie mąż Amerykanki Lucy Mills z którą ma córkę Ellen. Opublikował około 80 prac naukowych w Polsce i zagranicą głównie z prawa karnego i konstytucyjnego.



Rafał Domian (ur. 3 maja 1950 roku w Bydgoszczy.) - polski polityk, ekonomista, trener piłkarski, działacz społeczny. Minister Sportu i Turystyki w rządzie Pawła Wysockiego.

W 1973 roku uzyskał tytuł magistra na wydziale Zarządzania i Finansów w Szkole Głównej Planowania i Statystyki. W 1976 uzyskał tytuł MBA na Saint John's University w Nowym Jorku. Dwa lata po uzyskaniu tego tytułu zdobył licencję trenerską. Był asystentem trenera Zawiszy Bydgoszcz, a w sezonie 1981/1982 samodzielnie prowadził drugoligową drużynę. Karierę trenerską przerwała mu jednak jego działalność opozycyjna. Był szefem kujawsko-pomorskiego oddziału Solidarności. W czasach stanu wojennego był internowany. Swoją młodość poświęcił na walkę z socjalistycznym reżimem. W międzyczasie był doradcą finansowym zakładu "Romet" w Bydgoszczy. Poseł na sejm 1 kadencji, Minister Sportu i Turystyki, Prezes KL-D.
Jest żonaty z Anną, ma dwójkę dzieci. Jego bratem jest Krzysztof Domian - prawnik, właściciel największej kancelarii prawniczej w Gdańsku.


  Powołano do życia "Ogólnopolskie Stowarzyszenie ...&
W dniu 30 października 2007 r. została wysłana do Trybunału Konstytucyjnego skarga konstytucyjna przygotowana przez Kancelarię Radcy Prawnego „CAUSA" z Białegostoku na zlecenie Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pokrzywdzonych Żołnierzy w Krakowie. Celem skargi jest stwierdzenie niezgodności art. 78 ust. 2 pkt 2 i art. 78 ust. 2 pkt 3 ustawy z dnia 30 czerwca 1970 r. o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych (Dz. U. z 1997 r. Nr 10, poz. 55 z późn. zm.) z Konstytucją i międzynarodowymi aktami praw człowieka.

Zaskarżone przepisy wojskowej ustawy pragmatycznej z 1970 r. stanowiły podstawę prawną wypowiedzeń stosunków służbowych - a w konsekwencji zwolnienia ze służby - znacznej części żołnierzy zawodowych. Wykorzystywane były m. in. w toku zapoczątkowanej w 2001 roku reformy Sił Zbrojnych RP, podczas której reorganizacji uległo wiele jednostek wojskowych, w tym głównie administracji wojskowej oraz wyższego szkolnictwa wojskowego.

W skardze skierowanej do TK zarzucono m. in. iż przepisy ustawy pragmatycznej, na podstawie których wypowiadano żołnierzom stosunek służbowy zawodowej służby wojskowej, dają przełożonym organom wojskowym nadmierny zakres swobody i uznaniowości co do kryteriów zwolnień (które to kryteria nie dają się jednoznacznie zweryfikować), co w konsekwencji doprowadziło do stosowania prawa z naruszeniem konstytucyjnych praw wielu żołnierzy zawodowych. Taka treść przepisów dopuszcza także możliwość dokonywania dowolnej wręcz jej wykładni przez organy władzy państwowej a w konsekwencji wydawania decyzji sprzecznych z prawem. Obecna wykładnia treści zaskarżonych przepisów, której dokonują organy władzy publicznej jest niezgodna z wolą ustawodawcy i sprzeczna z sensem przepisu. Jej stosowanie przy wydawaniu decyzji administracyjnych i orzeczeń sądowych skutkuje naruszeniem wyrażonej w art. 7 Konstytucji zasady legalizmu, która nakazuje działanie na podstawie i w granicach przepisów prawa. W dalszej konsekwencji działania organów oparte na tak rozumianych przepisach naruszają także prawo równego dostępu do służby (art. 60 Konstytucji oraz art. 25 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych w zw. z art. 87 ust. 1 Konstytucji), a także prawo wyboru i wykonywania zawodu (art. 65 ust. 1 Konstytucji).

Ewentualne stwierdzenie niezgodności kwestionowanych przepisów z Konstytucją i wiążącymi Polskę międzynarodowymi konwencjami praw człowieka pozwoli, zgodnie z art. 190 ust. 4 Konstytucji, na weryfikację w szczególnych trybach postępowania orzeczeń wydanych w sprawach indywidualnych na podstawie obowiązujących przepisów prawa, których niezgodność z Konstytucją stwierdził później Trybunał.

Więcej szczegółów w serwisie E-prawnicy.pl

  Dofinansowanie wczasów z ZFŚS
Może w końcu będzie można uzyskać dofinansowanie z ZFŚS na wczasy tu w kraju lub za granicą, a nie tylko dofinansowanie dla dzieci na kolonie - tak sobie firma wymysliła bo z reguły na stacjach pracują młode osoby które nie mają potomstwa, a to znaczy że firma zaoszczędziła nawet na ZFŚS !!!!!!!!!!!

Ciekawy artykuł, a w szczególności:

"Pracodawcy w regulaminach wynagradzania czy regulaminach funduszu socjalnego mogą sami ustalić na co przeznaczać pieniądze z funduszu. Niekoniecznie muszą więc wyrażać zgodę na dofinansowanie wczasów zarówno za granicą, jak i w kraju - twierdzi Maryla Kodem.

Z takim twierdzeniem nie zgadza się Elżbieta Wichrowska-Janikowska. W jej przekonaniu, a także zgodnie z art. 18 kodeksu pracy, postanowienia umów o pracę oraz innych aktów prawnych, na podstawie których powstaje stosunek pracy, nie mogą być mniej korzystne dla pracownika niż przepisy prawa pracy. A takie mniej korzystne byłyby właśnie postanowienia regulaminów wynagradzania czy funduszu, które wykluczałyby możliwość korzystania z jednej z form działalności socjalnej.
Pracodawcy nie mogą wybrać rodzaju działalności socjalnej, którą będą dofinansowywać - potwierdza Anna Martuszewicz z Departamentu Prawnego Głównego Inspektoratu Pracy.

Mandat od inspektora

W jej przekonaniu, gdyby pracodawca chciał wyłączyć ze swojej działalności np. dofinansowywanie wypoczynku, byłoby to prawnie wątpliwe. Fundusz jest bowiem przeznaczony na finansowanie działalności socjalnej, co wynika wprost z art. 1 ustawy o funduszu. Ta z kolei jest zdefiniowana w art. 2 tej ustawy. Definicja ta nie dopuszcza ograniczenia tej działalności tylko do niektórych jej form.

Jeśli inspektorzy pracy stwierdzą w kontrolowanych firmach nieprawidłowości w tej kwestii, uznają, że pracodawca popełnił wykroczenie. To z kolei zagrożone jest mandatem w wysokości 1 tys. zł.

Pracownicy, mimo wątpliwości pracodawców, już ustawiają się do nich z wnioskami o dofinansowanie zagranicznego wypoczynku. Co więcej chcieliby, aby ich szefowie zwrócili im część poniesionych kosztów na wczasy za granicą spędzane od 2003 roku do kwietnia 2007 roku, czyli do czasu opublikowania wyroku TK.
Miałam nadzieję, że te dyskryminujące przepisy zostaną zmienione. Dlatego zbierałam rachunki z biur podróży za wczasy poza granicami kraju. Podobnie, jak wielu moich kolegów - twierdzi nasza czytelnicza Krystyna Więcław z Białegostoku.

Takie żądania nie mają jednak uzasadnienia. W opinii Haliny Kwiatkowskiej, radcy prawnego w kancelarii Chałas i Wspólnicy z Krakowa, wyrok Trybunału ma wpływ jedynie na wypłatę dofinansowania wczasów za granicą z ZFŚS tylko od chwili jego publikacji. W związku z tym, w jej przekonaniu, osoby, które spędziły urlop za granicą w trakcie obowiązywania niekonstytucyjnych przepisów, nie mogą starać się o częściowy zwrot poniesionych kosztów."

Cały artykuł http://finanse.wp.pl/POD,...l?P%5Bpage%5D=1

Uważam że jeśli ten artykuł został żetelnie napisany to prawdopodobnie firma będzie musiała się dostosować, a nie udawać że mądre głowy z puławskiej inaczej coś wymyśliły Bo powołując się na powyższy artykuł "Fundusz jest bowiem przeznaczony na finansowanie działalności socjalnej, co wynika wprost z art. 1 ustawy o funduszu. Ta z kolei jest zdefiniowana w art. 2 tej ustawy. Definicja ta nie dopuszcza ograniczenia tej działalności tylko do niektórych jej form", sądzę że trzeba zbierać kwity z wczasów i domagać się bezwzględnie dofinansowania z ZFŚS, a jeśli puławska się nie zgodzi bo będzie gadać że Ci się nie należy bo tylko dofinansowują wypoczynek dzieci na koloniach to "Jeśli inspektorzy pracy stwierdzą w kontrolowanych firmach nieprawidłowości w tej kwestii, uznają, że pracodawca popełnił wykroczenie. To z kolei zagrożone jest mandatem w wysokości 1 tys. zł".

Ludzie nie dajcie się, firma z puławskiej jest cholernie bogata, kasy mają jak lodu (była w rankingu Wprost, chyba w pierwszej 300). Zapewne ciekawostką poliszynela będzie że ZFŚS biura (bo to przecież inna firma i mają swój odrębny fundusz), będzie dofinansowywał wczasy

  Strona WWW ma być rejestrowana jako czasopismo
Normalnie ktoś w tym kraju wariuje ...
Narazie nie mam zamiaru nic takiego robić, ale kto wie ...

podaję za : http://www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll ... 0/70830029

Internet jak gazeta
Białystok. Stworzyłeś stronę internetową ze zdjęciami rodziny? Prowadzisz dziennik internetowy? Musisz je zarejestrować w sądzie, inaczej grozi ci grzywna lub wyrok.

Burzę w polskim internecie wywołało postanowienie Sądu Najwyższego, który uznał, że rejestracji podlegają nie tylko papierowe wydania gazet, ale także strony internetowe. W praktyce oznacza to, że będzie trzeba zarejestrować w sądach prawie wszystkie polskie witryny.
Sądy w Polsce nie mają obowiązku kierować się orzecznictwem Sądu Najwyższego, ale w praktyce powszechnie cytują je przy wydawaniu wyroków.
Jeżeli zapadną pierwsze wyroki oparte o nowe orzecznictwo, czeka nas masowa panika i tłumy przed sądami okręgowymi w całym kraju. Już obecnie przeciążone sądy kompletnie się zatkają.

A jeżeli nie zarejestruję?
Polskie prawo prasowe opiera się o ustawę z 1984 roku - nie ma tam wzmianki o internecie czy też blogach. Jednak Sąd Najwyższy uznał, że publikacje w sieci obowiązuje ta sama ustawa, co np. "Gazetę Współczesną". A czytamy w niej: "kto wydaje dziennik lub czasopismo bez rejestracji lub zawieszone - podlega grzywnie lub karze ograniczenia wolności".
Właściciele stron będą zatem musieli złożyć w swoim sądzie okręgowym wniosek o rejestrację, podać tytuł periodyku, adres redakcji, dane redaktora naczelnego oraz dane o wydawcy i informację o tym, jak często ukazują się na stronie nowe informacje.
Jeżeli uaktualniamy stronę więcej niż raz na tydzień, nasza witryna jest według prawa dziennikiem. Jeżeli aktualności pojawiają się rzadziej (ale co najmniej raz na rok), strona jest czasopismem. Opłata za złożenie wniosku wynosi 40 zł. Przed rejestracją nie uchroni nas umieszczenie strony na zagranicznym serwerze.
Jako właściciel tytułu prasowego mamy obowiązek publikować sprostowania, mamy jednak także prawa - każdy Kowalski, który zarejestruje swego bloga, może wysłać pismo do władz, na które, według prawa prasowego, muszą one odpowiedzieć.

Chcą nas kontrolować!
Internauci są zbulwersowani orzeczeniem Sądu Najwyższego. Zareagowała na nie już "Partia Piratów", walcząca m.in. o prawa obywatelskie w internecie:
"Sytuację tę uważamy za największy absurd XXI w., który działa na szkodę społeczną" - można przeczytać w jej apelu o zmianę prawa prasowego.
Suchej nitki na orzecznictwie nie pozostawia Igor Janke, felietonista "Rzeczpospolitej", szef niezależnego forum Salon24.pl:
- Nie wierzę w to, że wszyscy nagle hurmem zaczną rejestrować swoje witryny - mówi Igor Janke. - Sądy są na to nieprzygotowane, to byłaby wręcz śmieszna sytuacja. Niestety, jest ona również groźna - powstaje kolejne narzędzie kontroli, które niczemu nie służy, niczego nie usprawnia. To głupota, której przyczyną jest fatalne prawo prasowe. Sędziowie najwidoczniej nie rozumieją, czym jest internet.

Na razie czekają
Pikanterii dodaje fakt, że witryny rządowe i samorządowe w przytłaczającej większości nie są zarejestrowane. Dotyczy to także podlaskich urzędów, m.in. strony białostockiego magistratu - www.bialystok.pl. W urzędzie marszałkowskim nie potrafiono nam odpowiedzieć na pytanie, czy strona jest zarejestrowana, ale obiecano, że zostanie to sprawdzone. Nie są zarejestrowane także strony podlaskich gmin.
Jednak nasi urzędnicy nie są wyjątkiem - niezarejestrowana jest również strona Komendy Głównej Policji czy też... samego Sądu Najwyższego!
- Na razie powiadomiliśmy naszego radcę prawnego - mówi Andrzej Piaskowski z biura informatyzacji Sądu Najwyższego.
Wniosek o rejestrację złożył za to miejski portal www.bialystokonline.pl. Mimo że jego właściciel nie popiera interpretacji SN.
- To kontrowersyjny pomysł - mówi o orzecznictwie Artur Gawryluk, właściciel portalu bialystokonline.pl. - Nasze prawo nie jest dostosowane do nowych technologii. Nie wiadomo nawet, w jaki sposób ścigano by tych, którzy nie zarejestrują swojej witryny. Przecież sprawa dotyczy nie tylko portali internetowych, ale również pasjonatów, którzy prowadzą swoje strony, np. pisząc blogi.
W tej chwili wszyscy czekają na uzasadnienie orzeczenia Sądu Najwyższego. Pojawi się ono 10 września, gdy sędziowie złożą pod nim podpisy.


  Z Doliny Rospudy...
Zgoda na budowę obwodnicy przecinającej bagna nad Rospudą to kompromitacja ministra środowiska i dowód na niezdecydowanie premiera, który nie ma pojęcia, jak wybrnąć z ekologicznego konfliktu. Całe szczęście, że mamy w kraju inteligentnych i zdeterminowanych ekologów.
Gdybyśmy żyli w poukładanym kraju, minister Jan Szyszko, postawiony przed koniecznością wyboru pomiędzy racjami przyrody i argumentami mieszkańców Augustowa, wybrałby racje przyrody. W końcu taka jest jego rola w rządzie.
Przypomnijmy, bo gdzieś się ta wiedza gubi: podstawowym zadaniem profesora Szyszki jest obrona bagien i lasów, ptaszków, zwierząt i roślinek, które przeszkadzają rodzimym specom od modernizacji kraju w radosnym wandalizmie. Minister środowiska ma hamować inwestycje szkodliwe dla przyrody, poszukiwać alternatywnych rozwiązań. I być najważniejszym strażnikiem przyrody w kraju. Cena bywa wysoka. W 2000 r. rozwścieczeni planami rozszerzenia Białowieskiego Parku Narodowego mieszkańcy Hajnówki obrzucili ówczesnego ministra Antoniego Tokarczuka jajkami.
Jeżeli prof. Szyszko nie chce brać odpowiedzialności za przyrodę, niech przejdzie na placówkę, gdzie się ze środowiskiem nie cackają. Jest kilka takich – choćby regionalne zarządy gospodarki wodnej, które hojną ręką i za unijne pieniądze leją beton w rzeki i potoki.
Prof. Szyszko na stanowisku pozostał i uległ presji mieszkańców Augustowa. Może w nagrodę augustowianie nie obrzucają go jajkami. Jakimi względami społecznymi by tego nie motywował – wsparł wandalizm. Te bagna są naprawdę pięknym i godnym ochrony zakątkiem kraju. A doniesienia "Dziennika” w sprawie innej kuriozalnej decyzji ministra – przesuwającej nawet wbrew drogowcom planowaną wschodnią obwodnicę Warszawy głęboko w las – potwierdzają, że bardziej niż na ministra środowiska nadaje się on na dyrektora konsorcjum produkującego asfalt. Sytuacja byłaby przynajmniej jasna.
Minister środowiska przeciwko środowisku. Bracia Kaczyńscy wikłają się w sprzecznościach, prezydent jest zdecydowanie przeciw, ale nie zamierza hamować budowy, premier najwyraźniej nie wie, jak pogodzić sprzeczne interesy. Do akcji wkraczają funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego, co wygląda, jakby rząd rozpaczliwie poszukiwał korupcyjnego haka, zamiast powiedzieć: "stop, nie tędy droga".
Te paradoksy uświadamiają, z jak skomplikowaną materią mamy do czynienia nie tylko na bagnach Rospudy, ale wszędzie, gdzie przyroda wchodzi w zwarcie z potrzebami rozwijającego się społeczeństwa. Podobnych punktów zapalnych będzie w modernizowanym pośpiesznie kraju coraz więcej.

Kontenery na tory

Nietrudno zrozumieć mieszkańców Augustowa. Życie przy trasie, którą toczą się tysiące tirów dziennie, nie tylko grozi śmiercią – przede wszystkim degraduje i upokarza. Irytuje natomiast, że podczas rozmów o przyszłości tego miasta poruszamy się ciągle w zaklętym kręgu, wyznaczonym łatą geodety-drogowca.
W dyskusji o przyszłości Rospudy umyka jak dotąd istotny nie tylko dla tego konfliktu szczegół: trasa kolejowa. Augustów leży na linii Wilno–Trakiszki–Białystok. Ta trasa jest jedną z polskich bram na wschód. Do Suwałk prowadzi dodatkowo zniszczona trasa kolejowa przez Olsztyn i Ełk.
Ekolodzy wraz z kolejarzami od prawie dziesięciu lat dobijają się o realizację ogólnopolskiego programu "Tiry na tory", który odciążyłby polskie drogi. Pomysł wydaje się oczywisty. Dodajmy, że jeszcze w tym roku Ministerstwo Transportu zamierza uruchomić kosztem 50 mln zł specjalną trasę kolejową Suwałki–Białystok–Rzepin, z taborem przystosowanym do przewozu samochodów na platformach. Alleluja?
Diabeł tkwi w szczegółach. Jak piekielnie drogie jest przewożenie ciężarówek na specjalnych platformach, pokazują pobieżne wyliczenia. Według Adriana Furgalskiego z Zespołu Doradców Gospodarczych "Tor", specjalisty od transportu kolejowego, zakup niewielkiego taboru do przewozu tirów to koszt 30 mln zł. Szacowany deficyt trasy to około 9 mln zł rocznie. – Ale tu niespodzianka. Za te 30 mln zł pociągami pojedzie co najwyżej 40 tirów na dobę – precyzuje Furgalski.

Przez Augustów przejeżdża ponad dwa tysiące tirów na dobę. 40 z 2000 daje 2 procent.

Dlatego Furgalski jest przekonany, że mieszkańcy nawet nie zauważą nowej inwestycji. Co więcej, ma obawy, czy znajdą się firmy chętne do wykupienia tej usługi. Obawy są uzasadnione, bo pomysł nie sprawdza się w Europie poza Szwajcarią i Austrią.

– Potwierdzam. Wstępna analiza pokazuje, że to się dla naszej spółki nie opłaca. Szacujemy, że zainteresowanie będzie małe, a deficyt bardzo duży. Nie jesteśmy w stanie zaoferować atrakcyjnych stawek dla właścicieli tirów – zapowiada Jacek R. Wnukowski, rzecznik spółki PKP Cargo odpowiedzialnej za kolejowy transport ciężarówek.

Furgalski wierzy jednak w przyszłość kolei. I przedstawia rozwiązanie inne, nie tak kosztowne, a mające według niego znacznie większe szanse powodzenia. – Kolej może pomóc mieszkańcom Augustowa i innych miast zniszczonych przez transport ciężarowy. Pod jednym warunkiem: trzeba postawić na transport kontenerowy. Pociągi nie muszą wtedy przewozić całych samochodów. To jest przyszłość – zapewnia.

Jak dotąd w Polsce działa jedynie pięć terminali kontenerowych. Kolejny, prywatny, powstaje w Gliwicach. O terminalu suwalskim na razie głucho.

Wszystko więc wskazuje na to, że najlepsza z ekologicznego punktu widzenia alternatywa dla zniszczonego tirami Augustowa pozostanie alternatywą na papierze. A przecież ktoś pracuje w ministerstwach odpowiedzialnych za transport. Czytają tam gazety, spotykają się z ekspertami. Dlaczego nikomu nie przyszło dotąd na myśl, że w wyczekujących jak kania dżdżu inwestycji Suwałkach przydałby się terminal dla kontenerów, taki jak choćby w Pruszkowie? Jeśli wierzyć Furgalskiemu, szybciej zarobiłby na siebie niż ekskluzywny pomysł dla czterdziestu tirów na dobę.
Nadal nie potrafimy wykorzystać znakomicie rozwiniętej struktury kolejowej do odciążenia polskich dróg. Pomysły na kolej grzęzną również dlatego, że zajmuje ona coraz podrzędniejszą rolę w świadomości społecznej. Tak sobie ustawiliśmy dyskusję o transporcie w ciągu minionych siedemnastu lat, że czołowe miejsce zajmuje w niej samochód. Pociąg został zepchnięty na plan dalszy.

Płacą za to cenę między innymi augustowianie.

To nieznośne lewactwo

Ekologia zawsze istniała obok polityki. Na przykładzie Rospudy widać to wyraźnie. Nie tylko dlatego, że – jak usiłuje demaskować w zdumiewająco nieprawdziwym tekście doradca ministra środowiska Tadeusz Burger ("Rzeczpospolita", 20 lutego 2007) – Adam Wajrak przestał protestować przeciwko zagrożeniom Tatrzańskiego Parku Narodowego, kiedy do władzy doszedł SLD. A znowuż jak w 1998 r. (za AWS) szła batalia o górę św. Anny, przypomina cytowany w tym samym tekście znany ekolog Olaf Swolkień, to Wajrak wyszydzał przypiętych do drzew "zielonych". Pal licho, że obaj panowie piszą nieprawdę, a pamięć Burgera nadaje się do remontu – tekstów piętnujących ekologicznych wandali za czasów SLD napisał Wajrak dziesiątki. Można sprawdzić w archiwum "GW".
Gorszy jest brak konsekwencji: Burger nie wspomina, że jego pracodawca dostał posadę nie tylko z powodu wiekopomnych zasług dla leśnictwa polskiego. Profesor Szyszko jest od wielu lat politykiem bezwzględnie lojalnym wobec braci Kaczyńskich. Dzięki temu w 1997 r. objął po raz pierwszy ministerstwo, dzięki temu jest ministrem obecnie. Nie może być bowiem w Polsce tak, żeby ochroną środowiska zajmował się niezależny fachowiec. Minister środowiska przede wszystkim musi być politykiem.
Właśnie ta strategia zadecydowała o wyroku na Rospudę. Enigmatyczne stanowisko premiera i prezydenta rodzi przypuszczenie, że bracia znaleźli się w klinczu i nie wiedzą, jak z niego wybrnąć. Z jednej strony augustowianie, z drugiej ekolodzy.
Ci ostatni są a priori traktowani jak wrogowie, element szkodliwy, wsteczny, a na dodatek podejrzany politycznie. Ekolodzy to lewactwo, a my z lewactwem współpracować nie będziemy. Dodajmy ciągłe traktowanie ekologów jak niesfornych gówniarzy, którzy przychodzą i psują dobrą zabawę. Czy nie dlatego wariant alternatywny dla obwodnicy augustowskiej, czyli droga przez Raczki, został przez ministra potraktowany od razu jako pomysł bzdurny i niewart dyskusji?

Nie tylko Augustów

Akurat w tym przypadku lekceważenie głosów nawołujących do ratowania dzikiej przyrody może odbić się rządowi czkawką. Tym bardziej że nie jest to pierwsza batalia, którą toczą polscy ekolodzy z budowlańcami i rządem. Ekolodzy się uczą, ciasnota umysłowa i brak zdecydowania kolejnych rządów w dziedzinie ekologii od wielu lat pozostają bez zmian. A utrzymywany w tajemnicy zakup symbolicznych działek na terenach przeznaczonych pod budowę autostrady to znakomite posunięcie. Ekolodzy zaprzęgli do swoich potrzeb biurokrację. O Rospudę będą walczyć także za pomocą partyzantki prawnej.
We wspomnianym już 1998 roku na opolskiej górze św. Anny garstka "zielonych" blokowała budowę autostrady A4. Wbrew miejscowym, którzy uwierzyli, że trasa zmieni okolice na lepsze, wbrew inwestorom i rządowi. Bez poparcia mediów, co bardzo ważne. Przegrali, a ich determinacja o mały włos nie doprowadziła do tragedii. Widok wściekłych budowlańców, którzy burzyli koparką dach zajęty przez aktywistów, udowadniał, że inwestorzy również nie boją się radykalnych działań. Góra św. Anny, jeden z najpiękniejszych parków kraj­obrazowych na południowym zachodzie kraju, została zniszczona.
Od tamtego czasu coś się zmieniło. Co prawda polska wizja rozwoju nadal opiera się na prostym pomyśle: więcej samochodów, więcej dróg. Coraz częściej odzywają się jednak głosy wzywające do umiarkowania. Część specjalistów wskazuje, że budowa kolejnych dróg nie zlikwiduje problemów z transportem. Szersza droga to zachęta dla kolejnych kierowców. Przy okazji sporu o Rospudę tak radykalnych głosów nie słychać – ekolodzy żądają jedynie trasy alternatywnej. I nic dziwnego: gdyby próbowali przekonywać, że nowe drogi nie rozwiązują problemów, tylko generują kolejne, z pewnością zostaliby zlinczowani.
Niezależnie jednak od tego, jak brzmią żądania, czego w nich nie ma i co się pojawia, społeczna akcja wokół Rospudy pokazuje, że problem obwodnicy dotyka nie tylko mieszkańców Augustowa. Ekolodzy mają za sobą dużą część społeczeństwa, przebijają się do mediów, dysponują rzetelnymi argumentami i nijak nie przypominają oszołomów. I to jest wielki sukces.
Gdzieś nad konfliktem, nad bagnami, meandrującą rzeką i Augustowem ciężko doświadczonym przez tiry unosi się pytanie znacznie poważniejsze niż to, czy budować obwodnicę przez Rospudę, czy też postawić na jej alternatywny przebieg. Augustowianie, jak wszyscy w tym kraju, chcieliby mieć nieskażoną przyrodę i luksusowe, szerokie drogi. Tak się nie da. Coś trzeba wybrać. Interwencja Komisji Europejskiej to dowód, że w Brukseli bardziej szanują przyrodę Polski niż w Warszawie.

Ale 150 tys. głosów zebranych pod ogólnopolską petycją przeciwko obwodnicy daje nadzieję, że mijają w końcu czasy planowania dróg z zawiązanymi oczami. Dobre i to.

  ARCHIWUM: "Raport PO o wolności mediów"
(...)

Rozgrywki dawnych członków PZPR

Od prowadzenia audycji i współpracy z Polskim Radiem odsunięto wiele osób, zarzucając im powiązanie w przeszłości z PZPR (m.in. Andrzej Zalewski, Bolesław Broszczak). Jest to zdumiewająca sytuacja w świetle tego, że Prezes Zarządu Krzysztof Czabański należał do PZPR w latach 1967-1980, a nowy dyrektor Programu 1 Marcin Wolski był nawet sekretarzem Komitetu Zakładowego PZPR w Polskim Radiu. Ostatnio, po protestach słuchaczy przywrócono, szczątkowo, popularne „Eko Radio” Andrzeja Zalewskiego.
[źródła: życiorys Prezesa Zarządu na stronie internetowej Polskiego Radia, informacje od pracowników PR]

Rażące naruszanie równowagi w debacie publicznej i ograniczanie dostępu polityków opozycji na przykładzie Polskiego Radia i danych z września br.

Zamieszczona na kolejnej stronie tabela (źródło: dane Biura Programowego Polskiego Radia) wskazuje na naruszenie proporcji udziału minutowego udziału polityków partii rządzących, zwłaszcza Prawa i Sprawiedliwości w stosunku do polityków opozycji w ostatnim pełnym miesiącu (wrześniu). W Programie 1 politycy PiS występowali przez 254 min 24 sek, politycy PO przez 160 min 22 sek. Oznacza to przechył o prawie 60% na rzecz PiS i to nie uwzględniając odrębnie wyliczonych 344 min 38 sek dla polityków sprawujących funkcje w rządzie. Zsumowane czasy partii koalicyjnych i rządu dają przygniatającą przewagę obecności na antenie radia politycznego poglądów rządzących. Tak rażące naruszenia równowagi w okresie jednego tylko miesiąca nie są wynikiem przypadku, lecz świadomej promocji na antenie radia publicznego partii rządzących.

Pomiar czasu obecności organów państwa, partii, ugrupowań, zw. Zaw. I Kościoła
w Polskim Radiu od 2006/09/01 do 2006/09/30.

Program 1 Program 2 Program 3 Radio Bis Polonia suma
min:sek min:sek min:sek min:sek min:sek min:sek
Kancelaria Prezydenta 63:48 4:06 53:05 1:00 0:00 121:59
Prezydent 29:36 6:56 14:03 2:55 0:00 53:30
Suma 93:24 11:02 67:08 3:55 0:00 175:29
RZĄD Minister 130:25 12:27 95:39 4:18 0:00 242:49
Premier 70:29 13:06 38:40 6:29 0:00 128:44
Wicepremier 55:26 8:14 60:34 4:29 0:00 128:43
Wiceminister 54:41 1:01 25:04 2:42 0:00 83:28
Departamenty Ministerstw... 19:45 0:00 1:18 0:35 0:00 21:38
Rzecznik Prasowy Rządu 7:11 2:18 8:57 0:08 0:00 18:34
Kancelaria Premiera 5:41 1:20 2:13 0:00 0:00 9:14
Rzecznicy Prasowi Ministerstw... 1:00 2:55 4:42 0:00 0:00 8:37
RZĄD - Suma 344:38 41:21 237:07 18:41 0:00 641:47
PARTIA POLITYCZNA Prawo i Sprawiedliwość 254:42 12:57 294:59 1:34 0:00 564:12
Platforma Obywatelska 160:22 13:34 209:38 0:20 0:00 383:54
Polskie Stronnictwo Ludowe 149:27 5:47 79:40 0:00 0:00 234:54
Sojusz Lewicy Demokratycznej 109:23 4:30 107:54 0:00 0:00 221:47
Samoobrona 95:15 3:57 82:49 0:15 0:00 182:16
Liga Polskich Rodzin 70:07 1:34 51:53 0:00 0:00 123:34
Partia Demokratyczna 29:33 1:37 13:25 0:00 0:00 44:35
Socjaldemokracja Polska 26:57 0:26 8:08 0:20 0:00 35:51
Ruch Ludowo-Narodowy 25:11 0:24 4:09 0:00 0:00 29:44
Krajowa Partia Emerytów i Rencistów 0:00 0:00 0:37 0:00 0:00 0:37
Ruchy antyglobalistyczne 0:19 0:00 0:10 0:00 0:00 0:29
Polska Partia Pracy 0:18 0:00 0:10 0:00 0:00 0:28
PARTIE POLITYCZNE – Suma 921:34 44:46 853:32 2:29 0:00 1822:21

Także precyzyjna analiza udziału przedstawicieli rządu i partii politycznych w poszczególnych audycjach publicystycznych (tabela: źródło - Biuro Programowe Polskiego radia) pokazuje jak rażąco jest naruszana zasada równowagi. W popularnej audycji „Z pierwszej ręki” politycy PiS (i to nie licząc zaliczonych jako rząd) występowali we wrześniu pięć razy częściej niż np. politycy PO.

Pomiar czasu obecności organów państwa,partii i ugrupowań,zw.zaw.i Kościoła w wybranych audycjach Programu 1 i 3 za wrzesień 2006r.
organ państwa Program 1 Program 3
Sygnały Dnia Z pierwszej ręki Z kraju i ze.. (12:05) Zapraszamy do...g. i 16) Salon Polityczny Puls Trójki Sobotni salon...
Prezydent _ 00:37 09:00 02:30 _ _ _
Kanc.Prezydenta 41:30 00:37 08:58 _ 10:00 _ 36:30
Razem 41:30 _ 17:58 02:30 10:00 _ 36:30
Premier 22:00 00:07 03:00 02:35 07:30 _ _
Kanc.Premiera 03:00 00:20 _ 01:15 _ _ _
Wicepremierzy 02:54 10:59 01:00 05:45 07:00 _ _
Ministrowie 82:00 02:11 06:20 05:58 44:00 12:00 _
Wiceministrowie 32:00 10:13 05:23 00:47 _ _ _
Rząd 141:00 23:50 15:43 16:20 58:30 12:00 _
Partia, ugrupowanie Sygnały Dnia Z pierwszej ręki Z kraju i ze..(12.05) Zapraszamy do..g. 16) Salon Polityczny Puls Trójki Sobotni salon...
Pis 127:30 50:38 16:04 14:55 37:30 87:40 36:30
PO 88:30 09:59 07:20 13:50 43:00 43:30 36:30
SLD 35:00 24:05 04:56 09:00 14:00 19:20 36:30
Samoobrona 47:00 07:50 02:46 05:10 21:30 12:45 18:30
LPR 32:30 06:10 01:20 02:00 07:00 _ 18:00
PSL 93:00 11:45 01:50 04:40 26:00 12:45 16:30
Ruch Lud.Nar. 15:00 07:06 _ 01:50 _ _ _
PSL-Piast _ _ _ _ _ _
Supl. _ _ _ _ _ _ _
Partia Dem.Demokraci 27:00 _ _ _ _ _ _

Innym środkiem stosowanym przez obecne kierownictwo radia publicznego w celu marginalizacji opozycji jest przyjęcie zasady, że politycy partii opozycyjnych są zapraszani do późniejszego pasma Sygnałów Dnia tj. na 8:10 do Programu 1. U podstaw tej decyzji leży chęć ograniczenia liczby słuchaczy tych wywiadów, ponieważ słuchalność Programu 1 po godzinie 8 znacząco spada, a uwaga opinii publicznej koncentruje się wtedy na rozmowach w Radiu Zet i Programie 3. Pozornie daje to wrażenie statystycznej równowagi w wystąpieniach w ujęciu minutowym, ale jest to obecność nieporównywalna.
[źródło: Program 1 Polskiego Radia]

Publicystyka i informacja w TVP: Przygniatająca przewaga PiS
źródło: dane Biura Programowego TVP

Zsumowane dane minutowe obecności przedstawicieli partii politycznych we wrześniu wykazują, że w telewizji publicznej dokonano zdecydowano przechyłu na rzecz partii rządzącej. O próbie marginalizacji opozycji świadczy także to, że nawet Samoobrona miała większy dostęp do TVP niż Platforma Obywatelska.

Mniej opozycji w TVP

TVP zrezygnowała z audycji Forum, która stanowiła realizację ustawowego obowiązku prezentowania stanowiska partii politycznych. Zamiast tego wprowadzono program „A dobro Polski”. W niektórych jego wydaniach brak w ogóle przedstawicieli opozycji (np. występuje jedynie Jarosław Kaczyński). Dołączamy także zestawienie czasu wystąpień polityków.

wrzesień 2006
Zestawienie czasu wystąpień przedstawicieli władz państwowych (rząd, prezydent), partii politycznych, związków zawodowych i związków pracodawców w programach ogólnopolskich TVP S.A.
AUDYCJE PUBLICYSTYCZNE
Liczba wystąpień Czas informacji
Kancelaria Prezydenta 3 0:17:50
Premier 6 1:03:44
Rząd 16 2:21:04
Marszałek Sejmu 1 0:10:09
Prawo i Sprawiedliwość 23 2:40:18
Platforma Obywatelska 9 0:47:20
Samoobrona 5 0:38:11
Liga Polskich Rodzin 5 0:37:14
Polskie Stronnictwo Ludowe 4 0:21:16
Sojusz Lewicy Demokratycznej 3 0:10:46
Ruch Patriotyczny 1 0:07:38
Partia Demokratyczna 1 0:07:20
Unia Pracy 1 0:06:34
Razem wszyscy politycy 52 5:36:37

Transmisja wiecu partii rządzącej na antenie Polskiego Radia – po raz pierwszy od czasów PRL

Transmisja wiecu partyjnego Prawa i Sprawiedliwości w Stoczni Gdańskiej w Programie 1 i retransmisja wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego nazajutrz w Sygnałach Dnia (zamiast tradycyjnej rozmowy z politykiem). Decyzja o transmisji imprezy partyjnej jest bezprecedensowa po 1989 r.
[źródło: Program 1 Polskiego Radia]

Zatrudnianie działających politycznie dziennikarzy

Zatrudnienie jako prowadzącego Sygnały Dnia Tomasza Sakiewicza, redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”. Łamie to zasadę bezstronności dziennikarzy prowadzących tę audycję i jest formą odwdzięczenia się za pieniądze publiczne ze strony Józefa Targalskiego (Członka Zarządu) i Marcina Wolskiego (dyrektora Programu 1), którzy zarabiali współpracując z „Gazetą Polską”. Tomasz Sakiewicz jest aktywnym uczestnikiem konfliktów politycznych i jego obecność jako prowadzącego wciąga instytucję publiczną w bieżącą walkę polityczną. Przeciw zatrudnianiu Sakiewicza protestowali dziennikarze Polskiego Radia, ale protest ten został przez Zarząd zlekceważony. Od kilku tygodni Sakiewicz prowadzi także inne audycje w Programie 1.
[źródło: Pressserwis, strony internetowe Polskiego Radia]

Promocja demonstracji PiS w Programie 1

7.10.2006, gdy w Warszawie odbywały się demonstracje PO, PiS i LPR, do Sygnałów Dnia zaproszono jedynie polityka PiS Tomasza Markowskiego, który promował prorządową demonstrację własnej partii.
[źródło: strona internetowa Polskiego Radia]

Nadzór nad słuszną linią

Ostatnio zatrudniono na stanowisku zastępcy dyrektora Biura Programowego PR Teresę Bochwic, która jest odpowiedzialna za monitorowanie anten Polskiego Radia pod kątem zgodności z poglądami politycznymi zarządu.
Podobna sytuacja ma miejsce w Programie 2 TVP, gdzie zatrudniono Marka Walencika (na kuriozalnym stanowisku zastępcy dyrektora ds. kreatywnych) i Marcina Mamonia (na stanowisku redaktora ds. nowych projektów) z misją pilnowania sytuacji w Programie 2. Obydwaj zatrudnieni podkreślają, że działają bezpośrednio z ramienia Prezesa Zarządu TVP.
[źródło: informacje od pracowników Polskiego Radia i TVP]

Serwilizm wobec władzy

Od 13.X.2006 r. rozpoczęto w Programie 1 emisję audycji „Przy kominku z Prezydentem”, w której Prezes Zarządu Polskiego Radia Krzysztof Czabański będzie przeprowadzać wywiady z Prezydentem Lechem Kaczyńskim. Jest to również fakt bezprecedensowy w europejskich mediach publicznych, zwłaszcza, że Prezes Zarządu nie jest dziennikarzem radiowym i oznacza to przekroczenie granicy serwilizmu wobec władzy. Emisja tej audycji wywołała jednoznacznie negatywne (z użyciem słowa „wazelina”) komentarze w serwisach branży medialnej.
[źródło: Presserwis, strona internetowa Polskiego Radia]

Interwencje polityczne

Wraz z władzą PiS w mediach publicznych pojawił się nowy, niepokojący zwyczaj bezpośrednich, politycznych interwencji w emitowaną ramówkę. Dla przykładu warto wspomnieć o słynnym już, nagłym pozaprogramowym wystąpieniu dyr. Pr III PR Krzysztofa Skowrońskiego, w piątek 29. września (3 dni po programie TVN „Teraz My”) bagatelizującym nagrane „taśmy prawdy”. Wystąpienie to przerwało przegląd prasy prowadzony przez Wojciecha Manna.
Bezprecedensowe było także zamieszczenie w/w nagrania na stronach internetowych (tekst i mp3) wszystkich programów radia publicznego oraz obowiązek wyemitowania go we wszystkich (pozostałych trzech) programach radia.
Inna interwencja polityczna miała miejsce przed audycją „Kwadrans po jedenastej” w TVP1 w dn. 9.10.2006 r. z udziałem Andrzeja Milczanowskiego i ministra Zbigniewa Wassermanna, gdy ten ostatni przed programem w obecności zwierzchników instruował prowadzącą D. Wysocką jak ma przeprowadzić tę rozmowę.
[źródło: Program 3 Polskiego Radia, informacje od pracowników TVP]

Afera Lipińskiego w TVP

W obliczu kryzysu po ujawnieniu taśm kompromitujących PiS w TVP podjęto nadzwyczajne działania propagandowe mające na celu minimalizację strat politycznych PiS. Dokonano nagłej zmiany w programie i po orędziu Jarosława Kaczyńskiego 27.09.2006 r. wyemitowano o 20:10, w najlepszym czasie antenowym, audycję „Debaty Polaków” według zapowiedzi poświęconą sprawie taśm.
Wstępem do dyskusji była teza ministra Aleksandra Szczygły, szefa Kancelarii Prezydenta, że ujawnienie taśm przypomina próbę obalenia rządu Jana Olszewskiego w czerwcu 1992 roku.
Autorzy byli najwyraźniej przygotowani na taką tezę (p. Instruowanie dziennikarzy), ponieważ w dalszej części audycji pokazano duży fragment filmu „Nocna zmiana” autorstwa Jacka Kurskiego i Piotra Semki. Teza programu znalazła potem kontynuację w oświadczeniach polityków PiS. Należy dodać, że w programie jako „niezależny dziennikarz” brał też udział współautor filmu, Piotr Semka.
Dwa dni później również dokonano zmiany w programie i po godz. 20.00 w TVP 1 nadano wywiad z premierem Jarosławem Kaczyńskim broniącym linii PiS. Stało się to zaledwie dwa dni po orędziu telewizyjnym. Nie dopuszczono natomiast w podobnym trybie żadnego przedstawiciela opozycji, łamiąc zasadę przedstawienia racji obydwu stron wobec opinii publicznej.

Afera Lipińskiego w najbardziej słuchanej audycji Polskiego Radia

27.10. Sygnały Dnia 7:15 Rozmowa Joanny Lichockiej z Maciejem Płażyńskim -
mimo, że afera taśmowa jest wydarzeniem numer jeden (minionej nocy emitowano „Teraz My”) i wszystkie gazety na pierwszych stronach o niej piszą, pytanie o tę sprawę pada w drugiej części rozmowy z wyraźnie zawartą tezą dziennikarki:
J.L.: Politycy Platformy Obywatelskiej nazwali to natychmiast korupcją polityczną. Czy to jest rzeczywiście korupcja polityczna?

Tego dnia o 8:55 zdjęto codzienny felieton i Joanna Lichocka połączyła się telefonicznie z Adamem Lipińskim i Przemysławem Gosiewskim, którzy przedstawili poglądy PiS na aferę taśmową.
Następnego dnia w czwartek 28.10. wystąpili prezentując poglądy PiS Marek Jurek (o 7:15), Piotr Naimski (o 7:35), Jacek Kurski (o 8:46). Jedynym przedstawicielem opozycji parlamentarnej, który wystąpił w „Sygnałach Dnia” do końca tygodnia (sic!) w tej sprawie (29.10. wystąpił jeszcze E.Grzeszczak z PSL mówiąc jedynie o rozmowach koalicyjnych) był B.Komorowski (oczywiście w paśmie późniejszym o 8:10 28.10 – nt. wystąpień o 8:10 – p. Rażące naruszanie…). PiS reprezentował jeszcze w piątek 29.10 Tomasz Markowski (o początku tej rozmowy p. Kupowanie przychylności dziennikarzy).
Należy przypomnieć, że opozycja formułowała wówczas wnioski o natychmiastowe zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu i były to dni bardzo intensywnej debaty politycznej. Nie dopuszczono też do głosu bądź co bądź strony w aferze taśmowej , Renaty Beger ani innych polityków Samoobrony. Narusza to podstawowy standard dziennikarski w postaci obowiązku wysłuchania racji dwóch stron sporu.
30.09.2006 w sobotę na rozmowę do Sygnałów Dnia zaproszono Tomasza Żukowskiego, socjologa wyraźnie sympatyzującego z PiS. Prowadząca rozmowę Dorota Gawryluk w swoich pytaniach wyraźnie stawia się po stronie PiS-owskiej interpretacji afery taśmowej, używając sformułowań „świętoszkowate oburzenie” i „wmawianie” w odniesieniu do opozycji. Znamienne jest przywoływanie w tym wywiadzie rozmowy Joanny Lichockiej (przywoływanej wielokrotnie w raporcie jako prowadzącej Sygnały Dnia – tym razem w roli dziennikarza prasowego) w „Dzienniku” z tymże Żukowskim. Jarosław Kaczyński odwołuje się do wywiadu z Żukowskim, który przeprowadziła Lichocka. Polskie Radio natychmiast zaprasza Żukowskiego, z którym rozmowę prowadzi Dorota Gawryluk. I Gawryluk, i Lichocka zostały zatrudnione w Sygnałach Dnia z nadania Jarosława Kaczyńskiego (p. Kupowanie przychylności dziennikarzy). Na ironię zakraw fakt, że ten swoisty układ samopomocy działa wokół promocji sformułowania „szara sieć”.
Fragment rozmowy:
30.09. 7:15
D.G.: Ale te „szare sieci” są pańskie, tak?
T.Ż.: Mogę powiedzieć, że jeszcze przed całą tą aferą, o której w tej chwili pewnie za chwilę będziemy mówić, opublikowany został w jednej z gazet, w „Dzienniku” wywiad pani Lichockiej ze mną, gdzie takie stwierdzenia rzeczywiście padły.
D.G.: Jednak, dobrze myślałam, dobrze trafiłam. I jak to jest z tą aferą? Czy to jest afera (chodzi, oczywiście, o taśmy), czy to jest świętoszkowate oburzenie? Bo też takie głosy się pojawiają ludzi, którzy wiedzą doskonale, jak wyglądają kulisy polityki i teraz nagle podnoszą larum.
T.Ż.: I jedno, i drugie, i jeszcze pewnie trzecie. Na pewno z perspektywy społecznego odbioru tego, co usłyszeliśmy, to jest najzupełniej słuszne moralne oburzenie na niemoralny język, jakby to nazwać, kaperowania politycznego, który niestety jest częścią polskiej demokracji i nie tylko polskiej. Po drugie rzeczywiście część tego oburzenia... Bo to oburzenie z perspektywy zwykłych ludzi jest najzupełniej uzasadnione, natomiast z perspektywy zawodowych polityków, którzy nie z jednego pieca chleb jedli, wydaje się rzeczywiście... Ja bym nie użył tego określenia, które pani użyła, bo ja staram się bardziej ostrożnie...
D.G.: Ja cytowałam „świętoszkowate oburzenie”, bo znalazłam też w komentarzach radiowej Trójki, więc to jakoś mi pasowało do tego tekstu.
T.Ż.: W każdym razie ja bym powiedział, że jest to mało wiarygodne w ustach tych, którzy coś podobnego też czynią.
D.G.: Bo też rozumiem polityków opozycji. Pamięta pan tę noc – to było parę dni temu – pojawiła się informacja, przerywano programy radiowe i nagle politycy opozycji w Sejmie porównywali tę sprawę do afery Rywina, mówili, że to koniec IV RP, koniec demokracji, reguł. Tak że czy to nie była przesada? Czy to nie było wmawianie nam czegoś, że wydarzyło się coś strasznego?
[źródło: strona internetowa Polskiego Radia]

Regionalne spółki radiowe opanowane przez funkcjonariuszy partyjnych i rodziny polityków koalicji rządowej

W zarządach spółek regionalnych radia publicznego koalicja PiS-Samoobrona-LPR dokonała podziału stanowisk ściśle wg klucza partyjnego.

Gazeta Wyborcza z 5.07.2006 r.:
„W związku ze zmianami na scenie politycznej KRRiTV postanowiła zmienić skład rad nadzorczych. Zwyciężyła zasada, krytykowana przez PiS przed wyborami, zgodnie z którą ekipa rządząca obsadza swoimi ludźmi spółki skarbu państwa, w tym media publiczne. Członków rad, ustanowionych jeszcze w czasach rządów lewicy, zastąpiły osoby rekomendowane przez PiS, Samoobronę i LPR. Najczęściej są to ludzie mało, bądź w ogóle nieznani i bez doświadczenia w mediach. O przykłady nie trudno. W radzie Radia Olsztyn zasiądzie właściciel agencji ochrony i działacz PiS, który w odpowiedzi na pytanie, co wie o radiu, odpowiada: "W młodości byłem DJ-em i prowadziłem dyskoteki. Z działalnością radiową nie miałem styczności".
W Bydgoszczy zarząd nadzorował będzie aktywista Młodzieży Wszechpolskiej, o którym nie słyszeli ani pracownicy rozgłośni, ani politycy PiS, ani samej LPR. W radzie Radia Gdańsk znajdzie się specjalista od złomowania i wyburzeń, a w radzie Radia Zachód - żona posła Samoobrony, szeroko znana w środowisku, ale bynajmniej nie medialnym, lecz... hodowców psów. Rzecznik KRRiTV, Tomasz Różański, oraz partyjni notable w regionach zarzekają się, że polityczne rekomendacje nie miały nic do rzeczy przy nominacjach, rzeczywistość pokazuje jednak co innego. Teraz, po ustanowieniu rad nadzorczych, w wielu rozgłośniach szykuje się kolejna rewolucja na szczycie, czyli zmiana dotychczasowych zarządów i prezesów.”

Radio Białystok - księgowa i znajomy senatora LPR

Nowymi członkami rady nadzorczej Radia Białystok zostali: Grzegorz Kunowski, Elżbieta Nowacka-Sznurkowska, Józef Nowak i Gniewomir Rokosz-Kuczyński oraz prawdopodobnie Adam Kubik. Łączą ich prawicowe poglądy. Grzegorz Kunowski jest radnym sejmiku województwa z ramienia LPR, Józef Nowak - członkiem PiS, Elżbieta Nowacka-Sznurkowska to księgowa, prawdopodobnie rekomendowana przez PiS, a Gniewomir Rokosz-Kuczyński to dobry znajomy senatora LPR, Jana Szafrańca, a także były krakowski radny i kandydat na prezydenta tego miasta. Jako jedyny z nowo powołanych członków ma doświadczenie medialne (w latach 1989-1992 był pracownikiem Telewizji Polskiej). Prawdopodobny przewodniczący rady - Adam Kubik - jest z kolei powiązany z Krzysztofem Putrą, szefem PiS na Podlasiu, obecnie wicemarszałkiem Senatu.

Radio Pik (Bydgoszcz)- aktywista Młodzieży Wszechpolskiej i doradca gospodarczy Leppera

Nowym prezesem bydgoskiego Radia PIK zostanie Michał Jagodziński, pracę zarządu będzie nadzorował Jacek Tkaczyk, a członkami rady zostaną: Jolanta Kuligowska-Roszak, Jerzy Kęcik i Artur Piotrowicz. Największe emocje budzi Tkaczyk - aktywista Młodzieży Wszechpolskiej z Siedlec, który nie ma nic wspólnego z Bydgoszczą i żadnego doświadczenia w mediach. Kuligowska-Roszak i Kęcik byli rekomendowani przez PiS, Kuligowska była w zarządzie Radia PiK do czasu przejęcia w nim władzy przez SLD, Kęcik pracował w kancelarii Jerzego Buzka, natomiast Piotrowicz to przewodniczący toruńskiej Samoobrony i doradca gospodarczy Andrzeja Leppera. Nowy prezes - Michał Jagodziński pełnił tę samą funkcję do 2000 roku, a ze stanowiska odszedł w atmosferze skandalu związanego odprawami, jakie pobrał zarząd (po 400 tys. zł na osobę).

Radio Gdańsk - spec od wyburzeń i zaopatrzeniowiec

Nad Radiem Gdańsk będą czuwali: Sławomir Niecko - pracownik firmy zajmującej się wyburzeniami, Andrzej Gackowski - szpitalny zaopatrzeniowiec, Wojciech Charkin - przewodnik i Marek Łochwicki - prezes firmy medialnej. Niecko jest działaczem LPR i startował do Sejmu z listy AWS, Gackowski był delegowany przez Samoobronę , natomiast Charkin i Łochwicki weszli do rady z poparcia PiS.

Radio Zachód (Gorzów, Zielona Góra) - żona posła Samoobrony i syn działacza PiS

W rozgłośni Radia Zachód oprócz partyjnego, ważny był również klucz rodzinny i towarzyski. Do rady weszli: Aleksandra Sawicka-Starosta - żona posła Samoobrony Waldemara Starosty, Artur Grygiel - syn działacza PiS i Romana Olejniczak - znajoma prezydent Zielonej Góry, Bożeny Ronowicz. Członkiem rady został też Jan Pasierbowicz popierany przez PiS. Jako jedyny pracował wcześniej w mediach: Był współzałożycielem i udziałowcem katolickiego Radia Gorzów. Od czterech lat uczy religii w podstawówce.

Radio Kielce - córka senatora PiS i skarbnik PiS

Do rady nadzorczej Radia Kielce weszła Agnieszka Massalska - córka senatora PiS Adama Massalskiego, Jarosław Karyś - skarbnik PiS w Świętokrzyskiem i zarazem przewodniczący rady nadzorczej PKS, Edmund Zając - wiceprezes okręgu świętokrzyskiego LPR i Agnieszka Szlęk, popierana przez Samoobronę.

Radio Kraków - członkowie rady nadzorczej Agencji Rozwoju Regionalnego i prezes upadłej spółki

Partyjny podział łupów odbył się i w Radiu Kraków. PiS reprezentuje tam Witold Petrulis i Tomasz Sanecki, LPR - Jan Andrzej Wieczorkowski, a Samoobronę - Bogumiła Rybiałek, która w poprzednich latach bezskutecznie startowała w różnych wyborach z list KPN i Unii Wolności. Żaden z członków rady nigdy nie pracował w mediach. Wieczorkowski i Sanecki zasiadają już w radzie nadzorczej Małopolskiej Agencji Rozwoju Regionalnego, Rybiałek prowadziła spółkę komunalną, zlikwidowaną przez władze miasta z powodu strat, które przynosiła.

Radio Lublin - 25-letni magister, lekarz i restaurator

W Radzie nadzorczej Radia Lublin zasiądą: Piotr Wawrzeński - 25-letni, świeżo upieczony magister prawa, Piotr Dreher - lekarz oraz Anna Chudek - radca prawny. Wawrzeński, rekomendowany przez Samoobronę, pisał m.in. do "Kuriera Lubelskiego" i odbył staż w TV Puls, Dreher wydawał w przeszłości konserwatywną gazetę "Goniec Wolności", a Chudek jest znajomą Andrzeja Mańki, posła LPR. W radzie zasiadł też Dariusz Baran - właściciel lokalu, w którym często spotykają się liderzy lubelskiego PiS. Po naszych informacjach, że ma sprawę karną w sądzie, Baran oddał się do dyspozycji szefowej KRRiT. Tomasz Różański, rzecznik przewodniczącej KRRiT, poinformował, że Elżbieta Kruk oczekuje od Barana rezygnacji ze stanowiska, bo KRRiT nie wiedziała o jego sprawie w sądzie

Radio Olsztyn - szef Samoobrony na Warmii i Mazurach i szef agencji ochrony

Nowi członkowie rady nadzorczej Radia Olsztyn to: Zenon Złakowski, Andrzej Wróblewski, Andrzej Sikorski i Ewa Chajęcka. Oficjalnie do rekomendacji kandydatów przyznaje się tylko Samoobrona i LPR. Z ramienia Samoobrony w radzie zasiadł Wróblewski - szef partii na Warmii i Mazurach, natomiast LPR rekomendowało do rady Złakowskiego - prawicowego dziennikarza, prowadzącego audycję katolicką "Droga". Co do Sikorskiego, to wiadomo, że jest działaczem PiS w powiecie szczycieńskim, a w 2005 roku bez powodzenia startował w wyborach do Sejmu. Prowadzi agencję ochrony.

Radio Opole - szef Samoobrony w Opolu i członkowie PiS

Skład nowej rady nadzorczej Radia Opole to: Jerzy Roszkowiak i Adrian Czubak - członkowie PiS, Jerzy Okrzesa, desygnowany przez LPR i sympatyk tej partii oraz Jan Butmankiewicz - szef Samoobrony w Opolu i prawdopodobny kandydat na prezydenta Opola. W sprawie tego ostatniego w opolskiej prokuraturze toczy się śledztwo, które ma rozstrzygnąć, czy podpisy pod listą poparcia dla niego jako kandydata do Senatu w ub. roku nie zostały sfałszowane.
Radio Merkury (Poznań) - rzecznik leszczyńskiej Samoobrony i protegowana Renaty Beger

W skład rady nadzorczej w poznańskim Radiu Merkury wejdą: Zdzisław Maciej Papież, rzecznik leszczyńskiej Samoobrony, Małgorzata Ciemięga, którą, jak nieoficjalnie wiadomo, poparła posłanka Renata Beger oraz Katarzyna Materna i Tomasz Naganowski rekomendowani przez PiS. Noganowski, specjalista w zakresie prawa prasowego i prawa własności intelektualnej, pracował w Stowarzyszeniu Radia Publicznego. Papież współpracował z "Panoramą Leszczyńską". Pozostali kandydaci nie mają nic wspólnego z mediami.

Radio Rzeszów - kierownik biura posła LPR i szef ZUS

W radzie nadzorczej Radia Rzeszów zasiądą: Zbigniew Sieczkoś, były wojewoda podkarpacki związany z AWS, Justyna Gorczyca, była kierownik biura posła Janusza Kołodzieja z LPR, Józef Matusz, dziennikarz "Rzeczpospolitej" oraz Marek Augustyn Smoliński, szef ZUS. Sieczkoś i Matusz byli rekomendowani przez PiS, Gorczyca miała poparcie LPR, Smoliński natomiast kojarzony jest z Samoobroną.

Radio Szczecin i Radio Koszalin - były sekretarz pomorskiej LPR i była asystentka posłanki PiS

W Radiu Szczecin i Radiu Koszalin też zmiany. W radzie nadzorczej Radia Szczecin znalazł się Ireneusz Fryszkowski - były sekretarz zachodniopomorskiej LPR, zasiadający także w radzie nadzorczej TVP, Marta Giezek - do niedawna asystentka posłanki PiS, Mirosławy Masłowskiej i Artur Kubaj - politolog popierany przez Samoobronę. Natomiast w Radiu Koszalin do rady weszli: Krzysztof Legun, popierany przez PiS, Franciszka Pniewska - działaczka LPR oraz Dariusz Dudkiewicz rekomendowany przez Samoobronę.

Szef Samoobrony w zarządzie radia publicznego
Doprowadziło to do takich sytuacji jak np. w Radiu Kielce, gdzie do Zarządu wszedł szef Samoobrony w województwie świętokrzyskim Norbert Groß. Środowisko dziennikarskie zostało zbulwersowane faktem, że nie zmierza on złożyć rezygnacji z funkcji partyjnych. Taka sytuacja przekroczyła wszelkie standardy radia publicznego i doprowadziła do zbiorowych protestów dziennikarzy. Groß został odwołany w czasie chwilowej nieobecności Samoobrony w koalicji rządowej.
Z depeszy PAP:
24 lipca związki zawodowe działające w radiu oraz grupa dziennikarzy niezrzeszonych w piśmie do Rady Nadzorczej wyraziły swoje zaniepokojenie faktem, że szef partii wszedł do zarządu rozgłośni. "Dopuszczenie do takiego połączenia może doprowadzić do kolizji z realizacją przez Radio Kielce misji radia publicznego" - napisali wówczas dziennikarze.
Groß oświadczył w środę na konferencji prasowej, że 31 lipca odrzucił propozycję wojewody świętokrzyskiego Grzegorza Banasia, dotyczącą objęcia - w zamian za ustąpienie z funkcji wiceprezesa Radia Kielce - stanowiska wiceprezesa zarządu PKS w Końskich.
Banaś powiedział PAP, że ta propozycja padła, jednak "w tonie ironicznym", po tym jak Groß zasugerował, że odszedłby z radia na stanowisko prezesa zarządu Specjalnej Strefy Ekonomicznej w Starachowicach. Wojewoda przyznał, że rozmawiał z Großem, w związku z "kuriozalnym patem", jaki powstał w Radio Kielce.
Znamienny jest fakt, że bez zażenowania do spraw radia publicznego, z którymi nie ma nic wspólnego włącza się partyjny urzędnik rządowy w randze wojewody.

Protest przeciwko niekompetencji i skrajnemu upartyjnieniu

Podobnie powołanie z ramienia LPR do Zarządu Radia Merkury w Poznaniu pracownika hurtowni cukierniczej Krzysztofa Musiała doprowadziło do listu protestacyjnego dziennikarzy i pracowników:

Tekst listu:
Zespół Radia Merkury - w trosce o apolityczność
Zespół Radia Merkury - Rozgłośni Regionalnej Polskiego Radia w Poznaniu - wystosował list do Rady Nadzorczej Spółki, w którym protestuje przeciwko nieprzejrzystej i skłaniającej do podejrzeń o upolitycznienie procedury powoływania członków zarządu. Publikujemy pełną treść listu.

Pod Listem, przekazanym również Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, komisjom parlamentarnym oraz mediom, podpisało się 80 osób reprezentujących wszystkie piony Spółki (dziennikarze, realizatorzy i technika, księgowość, administracja) - zdecydowana większość zespołu.

Na prośbę słuchaczy Radia Merkury, którzy o proteście dowiedzieli się z serwisów telewizyjnych oraz publikacji w prasie, zamieszczamy pełną treść Listu.

List otwarty zespołu Radia Merkury S.A. Rozgłośni Regionalnej Polskiego Radia w Poznaniu do Rady Nadzorczej

My, pracownicy i współpracownicy Radia Merkury S.A. w Poznaniu, wyrażamy swoją dezaprobatę wobec sposobu dokonywania zmian w składzie zarządu naszego radia. Nie podważamy kompetencji Rady Nadzorczej w spółce Skarbu Państwa i rozumiemy konieczność dokonywania okresowych ocen działalności zarządu. Pragniemy jednak zauważyć, że wybór członków zarządu winien być oparty na jednoznacznie określonych kryteriach merytorycznych, a nie politycznych. Oczekujemy, że deklarowana w toku kampanii wyborczej zasada konkursowego doboru członków zarządów mediów publicznych stanie się powszechną praktyką.
Nie zgadzamy się na to, by przyszłość publicznego radia stała się przedmiotem partyjnych, pozamerytorycznych targów w gronie Rady Nadzorczej. Nie zgadzamy się, aby publiczne radio miało stać się łupem politycznym jakiejkolwiek partii. I wreszcie – nie zgadzamy się, aby wprowadzano do radia osoby nominowane wyłącznie wedle politycznych parytetów i znajomości.
Chcemy zwrócić uwagę Rady Nadzorczej na fakt, iż takie postępowanie jest nie tylko sprzeczne z zasadami moralnymi i etycznymi, ale może być uznane za niezgodne z polskim prawem jako działanie na szkodę spółki przez jej organ statutowy.
Tworzymy radio publiczne, nie partyjne, które należy do słuchaczy i im ma służyć. I takim radiem chcemy pozostać.
Zespół Radia Merkury S.A.
[źródło: Presserwis, strona internetowa radia Merkury]

O sytuacji w Radiu Merkury świadczy także inna depesza PAP:

Słuchacze Radia "Merkury" na próżno czekali w czwartek na codzienny felieton Krzysztofa Daukszewicza, pisze "Głos Wielkopolski". Satyryk odniósł się do protestu załogi rozgłośni, która sprzeciwia się upolitycznieniu jej zarządu. Wiceprezes stacji zdjął materiał z anteny, a słuchacze musieli się zadowolić muzyką.
Daukszewicz na wstępie felietonu zaznaczył, że Poznań słynie nie tylko z targów, ale i z buntu dziennikarzy publicznego radia. Jak powiedział, na członka zarządu powołano "pracownika magazynu słodyczy", który "na co dzień przekłada ciastka z kupki na kupkę". Te słowa dotyczą związanego z LPR Krzysztofa Musiałka. Do niedawna pracował w dziale logistyki hurtowni cukierniczo-spożywczej. Z mediami miał niewiele wspólnego.
Materiał nie został wyemitowany. Taką decyzję podjął Wojciech Biedak, wiceprezes do spraw programowych. Uznałem, że nie można angażować anteny do sprawy protestu załogi. Taką decyzję podjąłem osobiście, żadnych nacisków nie było. Większość zespołu przyjęła ją ze zrozumieniem mówi Biedak.
Z informacji "Głosu Wielkopolskiego" wynika jednak, że część dziennikarzy podczas porannego kolegium ostro zaprotestowała przeciwko zdjęciu felietonu. Padły słowa o cenzurze. (PAP 15.09.2006)

PAP najwolniejsza przy taśmach
Polska Agencja Prasowa o taśmach Lipińskiego z programu „Teraz My” poinformowała dopiero o godzinie 0:27, jako ostatnie z mediów elektronicznych. Jest to sytuacja zdumiewająca, ponieważ agencje prasowe zwykle koncentrują się na szybkości działania. Sprawa ta wywołała komentarze prasowe, do których kierownictwo PAP odniosło się wyjaśniając, że na dyżurze była jedna osoba i nie zdołała wcześniej umieścić depeszy o taśmach. Jest to wyjaśnienie wysoce wątpliwe, ponieważ pod depeszą podpisane są inicjałami trzy osoby:
27-09-2006, 00:27 - MEDIA-TVN-PARTIE-PIS-SAMOOBRONA-LIPIŃSKI-BEGER-PROPOZYCJA
27.9.Warszawa (PAP) – We wtorek w programie "Teraz my” wyemitowanonagranie, w którym sekretarz stanu w Kancelarii Premiera AdamLipiński zaproponował Renacie Beger z Samoobrony stanowisko wMinisterstwie Rolnictwa za przejście do PiS. PO i PSL chcąpowołania komisji śledczej ds. korupcji politycznej.Lipiński rozmawiał z posłanką Samoobrony także o miejscach nalistach w wyborach samorządowych dla osób przez nią zaproponowanych. Obecni w studiu przedstawiciele PO i PSL – wicemarszałek Sejmu Bronisław Komorowski i polityk Stronnictwa Marek Sawicki nie kryli oburzenia materiałem. W rozmowie z Beger Lipiński zaproponował też posłom Samoobronywykupywanie weksli z pieniędzy Kancelarii Sejmu – wynika znagrania zrealizowanego ukrytą kamerą przez reporterów TVN.Polityk PSL ocenił, że propozycja Lipińskiego dla Beger "to dobicie gwoździa do trumny”.